poniedziałek, 7 maja 2018

19. Było miło.

W sobotę wieczorem Jotka  poleciała..... To były bardzo fajne dwa tygodnie . Spędziłyśmy ze sobą prawie wszystkie popołudnia - po mojej pracy , a  kiedy miałam wolne spędziłyśmy ze sobą nawet cały dzień. Kiedy ja pracowałam ona załatwiała swoje sprawy , żeby mieć czas po południu. Był czas na zakupy , na spacery po mieście , lody czy kawę, było wspólne gotowanie i wspólne wylegiwanie się na kanapie . Kiedy w piątek mogłam  do niej zajrzeć  tylko późnym wieczorem , ona wiedząc, że jestem zmęczona po całym długim dniu  czekała na mnie z ciepłą zupą. Czy to nie jest miłe ?  Pożegnałyśmy się z wielkim żalem ., a  sobotę już odpuściłyśmy sobie z wiadomych powodów...
Wczoraj odmeldowała się , że doleciała cała i zdrowa .  Znowu zostaje nam tylko Skype....

Moje siostrzenice Majówkę spędziły w górach. Pojechały z chłopakami .
No cóż - moja chrześnica właśnie się tam zaręczyła..... : )
Chyba dużo nas teraz czeka : ))))


sobota, 28 kwietnia 2018

18. Karma wraca.... podobno.

Odbyłam bardzo  udaną 18-tkę . Byłam zaskoczona  jej rozmiarem . Mój chrześniak od lat chodzi do szkoły tańca , więc było sporo kolegów i koleżanek, a ja miałam noc niczym "taniec z  gwiazdami" , . Było super . My starsi nie mogliśmy oderwać oczu od tak bawiącej się młodzieży.

W niedzielę przyleciała na dwa tygodnie Jotka. Kiedy mnie poinformowała o tym pisząc na Skypie odpisałam jej jak się cieszę  jej odpowiedź brzmiała "no to jesteś jedyna"...
Nic dodać nic ująć.....
Już wieczorem odmeldowała się telefonicznie , a w poniedziałek po południu siedziała u mnie zajadając pyszne lody i pijąc kawkę : )
Oczywiście dostałam dwie ogromne torby prezentów .
Cały tydzień popołudnia miałyśmy dla siebie . Nagadałyśmy się do oporu . Dzisiaj  odwiedza swoją teściową , być może wieczorem jeszcze coś wymyślimy : )
Przez ten czas "przerobiłyśmy" wiele tematów i oczywiście nie ominęłyśmy tematu Strusia.
Jotka wylała trochę żali na niego , i na rodziców.

Mój poziom emocji w czasie rozmowy o nim w skali od 1 do 10  był powiedzmy na 4 , czyli całkiem nieźle. Nie sprawiało mi to bólu , może chwilami miałam uczucie żalu czy przykrości. Chyba to całkiem normalne i idzie w dobrą stronę.

To co usłyszałam sprawiło mi trochę satysfakcji , że nie wszystko w jego życiu jest jednak takie cudowne. Oczywiście ma swoją Chudą ,  wielką miłość itp., itd...
Ale..! Chodził biedaczek po lekarzach bo biodro go bardzo boli , lekarz mu powiedział , że niedługo do wymiany chyba  będzie staw biodrowy... !
Niby nic takiego , ale kiedy moja córka cierpiała bo  miała  przez chorobę wszystkie stawy zniszczone , w tym oba stawy biodrowe , a ogrom jej cierpienia był niewyobrażalny - to książę traktował to lekko i drwiąco . Kiedy zmarła potrafił powiedzieć " no to nareszcie jest na swoim miejscu"...... Myślę , że gdzieś tam z góry moja córcia się na nim zemściła.
Chcę właśnie tak myśleć.  Niech wie co to za ból i niech sobie pocierpi.

Przez wiele miesięcy rodzice przed nią ukrywali ile podwyżki alimentów na córkę dostał. Być może nie chcieli żeby mi powiedziała ?  No to teraz sam się przyznał ...
Fiu fiu..!!! To kolejna rzecz , która mnie ucieszyła.
Podobno z tej wściekłości nie zabrał córki na ferie , ale w wakacje , kiedy będzie miał urlop  jedzie nad morze z Chudą i weźmie córkę . Chuda jeszcze w życiu nad morzem nie była , mąż ją nigdzie nie zabierał....   Córeczka  Strusia ma lat 15  i wiem , że da im "popalić" . Miałam ją co roku na ferie i wakacje. I nie były to miłe urlopy......

Nie życzę mu źle , ale dobrze też nie. A Chudej tym bardziej.
Jeszcze i do nich karma wróci.
Jak widać powoli już wraca.....



środa, 18 kwietnia 2018

17. Wiosna wiosna, ach to ty......

Nareszcie jest zielono , do tego bardzo ciepło. Na mojej "cmentarnej grządce"  rosną już tulipany ,które długo czekały na tą wiosnę ,  a róże puszczają  pierwsze pędy i listki. Zrobiłam porządek , posypałam nawozem trawę, wsadziłam  kolorowe bratki . To znowu będzie moje zajęcie  na całe lato. Cieszy mnie to bardzo.
Taki  mój  ogódeczek , mniej więcej 3 - 4 m2 , które zagospodarowałam  lata temu , bo grób jest na zbiegu alejek , kawałek trawnika z ławeczką otoczony płotkiem i  rabatką , 4 krzaki różnych  róż , bukszpan , berberys, do tego zmieniam kwiatki , bratki , potem aksamitki i  siwe starce, czasami begonie . W tym roku będą pelargonie - dla Mamy , która je uwielbiała i hodowała zawsze na balkonie i w domu....  Trzeba pielić , podlewać , ciąć trawnik . Mieszkam tak blisko , że to nie problem , a raczej właśnie przyjemność . W końcu tam, w tym jednym miejscu  mam wszystkich - rodziców i córkę. Kiedy wszystko już kwitnie , jest pięknie , można spokojnie usiąść i  na chwilę zatrzymać czas. Być z nimi przynajmniej chwilę.
Są ludzie , dla  których takie miejsca są barierą , ja ich rozumiem.  Dla mnie to jednak miejsce gdzie jestem  stałym bywalcem  i traktuję to trochę inaczej.

W sobotę idę na uroczyste przyjęcie z okazji 18 urodzin mojego chrześniaka . Taki mi się trafił jeszcze w życiu "młodzieniec" : )
Poprzedni post był właśnie o jego dziadku....
Oczywiście przygotowałam stosowną kwotę na prezent : ) , ale jeszcze  myślę nad jakimś drobiazgiem. Zupełnie nie wiem co to może  być....może coś słodkiego , albo może jakiś bukiet z 18 lizakami ? ....długopisami ?  Mam już mało czasu , więc jutro muszę coś  obejrzeć , wymyślić , zdecydować....

Zastanawiałam się w czy pójść , ale z czeluści szafy wygrzebałam nową , elegancką czarną bluzkę w białe kropeczki z czarną kokardą z tyłu , uszyłam sobie jasnokremową spódniczkę , a do całości mam eleganckie czółenka Solo Femme - zamszowe , w pięknym bordowym  kolorze z ozdobną klamerką.
To wyjątkowa okazja , więc  pozwolę sobie na ekstrawagancję.  Nie chcę iść na czarno , bo przecież mam jeszcze żałobę , ale  bluzka  to wystarczająco dużo.
Właściwie moja 83 letnia chrzestna , kiedy ją ostatnio odwiedziłam i już wychodziłam , spojrzała na mnie i z wyrzutem powiedziała  - " a ileż to ty jeszcze będziesz chodzić w tej żałobie ? "
Od tego dnia staram się wychodzić z  tej  "ciemności".
Dzisiaj mało kto utrzymuje tą tradycję , po córce  dla mnie był to cały rok - co do dnia.
Ale kolejny rok teraz po Mamie to już za dużo..... Minęło 8 miesięcy , więc to i tak długo . Już mi z tym samej ciężko. Nie mówię od razu o kolorach , ale wyciągam granaty , drobne kolorowe rzuciki na bluzkach, szarości i biele....
Zresztą Ona też nie lubiła czarnego , może mi wybaczy.

Wczoraj się dowiedziałam , że Jotka przylatuje w niedziele na dwa tygodnie !
I to jest dopiero news !
Już się cieszę : ) : )

niedziela, 8 kwietnia 2018

16. "Aż do śmierci".... i ani chwili dłużej ?

Wspominałam , że tuż po Mamie pożegnaliśmy jej najlepszą Przyjaciółkę - R.. Osobę sporo młodszą od mojej Mamy -bo o 10 lat. Choć to nie rodzina , ale bliscy ludzie , a ich jedyny syn od maleńkości u nas właściwie się wychowywał, kiedy ona pracowała w systemie zmianowym , a mąż  R. pracował za granicą przez wiele lat.  Nie mieli tu żadnej rodziny ani bliskich , którzy by pomogli. Tym sposobem M. jest właściwie dla mnie jak młodszy  brat. 
Jakże ludzkie życie często bywa pozorne , jakże powierzchowne ...

Na pogrzebie działy się sceny dantejskie .
Małżeństwo z ponad czterdziestoletnim stażem , majętne , kochające się . Męża rozpacz była bezgraniczna , rodziła milion obaw i pytań jak On będzie żył dalej ? Czy sobie czegoś nie zrobi ? Rzadko kiedy widuje się taką rozpacz.... Serce się wszystkim kroiło w tym kulminacyjnym momencie.... 

Syn wiadomo było , że oczko w głowie matki , która zawsze była dla niego wsparciem i kochała bezgranicznie , więc dla niego to wielkie i trudne przeżycie. 

A był to listopad.....
Chyba nie minął miesiąc kiedy M. odkrył , że ojciec siedzi w samochodzie zaparkowanym w garażu i  przez telefon prowadzi rozmowy. Nie minęły dwa miesiące kiedy ojciec mówi , że on wszystko co cenne to już wyniósł z domu i  pozbawi go darowanej 20 lat wcześniej połowy domu  (piętra- rodzice mieli parter)  . Kiedy w domu są awantury o wszystko , o psa , o pożyczone z garażu drobne narzędzia itp. itd.
Najpierw sam zaczął znikać .... Potem  były już konkretne podejrzenia. 
Dużo i długo by tu opisywać co się tam działo i teraz dzieje....

Po  czterech miesiącach  w domu  , na parterze,  pojawiła się kobieta .  Bezpardonowo . Ze ściereczką sprzątała kurze, kiedy M ją zobaczył chciał dostać szału ..... Babsko zajęło miejsce jego Matki !
W  Wielką Sobotę  już stała przy grobie swojej "poprzedniczki"....... 

Ja rozumiem , że może chce sobie życie jeszcze ułożyć . No , rozumiem... Ale po co ta walka z synem ? Jedynym synem.  Po co ta gra na tym  pogrzebie ???  Hipokryta.... ?

Wszyscy jesteśmy zaskoczeni... , że to jakoś tak wyszło.... niesmacznie . 
Cztery miesiące po pogrzebie  UKOCHANEJ żony ????
W końcu w przysiędze małżeńskiej jest "aż do śmierci"....   i ani chwili dłużej ? 

Znałam R. i była mi bardzo , bardzo bliska.  Czuję się przez jej męża  zwyczajnie oszukana -w jej imieniu ! 
Jak to powiedziała żona M. - teściowa się w tym grobie nie przewraca - ona się tam turla !!!!!
Czy ta  miłość przez  te wszystkie lata nie była prawdziwa ?
Jakoś nie umiem sobie tego poukładać.  Jestem z tym na bieżąco , bo M. nie ma nikogo bliskiego,  kto by go chociaż wysłuchał, a ja jestem matką chrzestną u jego starszego syna , do tego za dwa tygodnie będzie jego 18-tka.
Pewnie tak się często w życiu się dzieje w wielu rodzinach  , ale dopóki to nie dotyczy kogoś bliskiego, to patrzymy na to jakby inaczej. 

A może to ja mam takie staroświeckie poglądy ? 








wtorek, 27 marca 2018

15. Przedświątecznie

Czas tak szybko biegnie.... Tyle co były jedne Święta , a już są kolejne . Zima też  się kończy i wiosna już prawie za  progiem....

To od bardzo dawna pierwsze Święta  , kiedy mam poczucie , że niczego nie muszę.
Na Palmową Niedzielę posprzątałam już i przystroiłam mieszkanie , z siostrą ogarnęłyśmy cmentarz ,zrobiłyśmy nową wiązankę kwiatów  , bo właśnie w niedzielę Mama miała imieniny. Święta spędzam u siostry ,więc nie mam żadnej  presji czasu. Pomagam oczywiście w tym co mogę  ale obie podchodzimy do tego ze spokojem. Kuchnia to i tak królestwo szwagra :)

Czuję tak , bo dopiero teraz czuję wewnętrzny spokój.
Kiedy mijam miejsce gdzie Struś dalej parkuje na czas pracy samochód - dojeżdża do innego miasta i zbierają  się w 5 osób ,więc  każdemu wypada  jazda  co piąty tydzień , a  swoje samochody tam właśnie zostawiają - nawet nie spoglądam w tamtą stronę.
Zdarzają się już  dni kiedy o nim nie myślę - o człowieku , który tak bardzo mnie zranił.
Oswoiłam się ze swoją samotnością , staram się żyć dla siebie. Być dla siebie dobrą. Wybaczać sobie .  Nie wiedziałam , że to wszystko taka trudna sztuka ! 
Zawsze żyłam dla kogoś , zawsze szłam na kompromisy , a tak naprawdę to wcale nie były kompromisy tylko to ja ustępowałam. Uczę się tego , dla mnie to swoista nowość.
Nie było to możliwe dopóki to właśnie we mnie tkwił żal.
Niczego z pamięci nie można wymazać, ale  można się znowu  podnieść. Pomyślałam sobie , że nie zostało mi już tak wiele życia , a na pewno zostało mi już mniej niż więcej. Żadnej sekundy  z tego co było już się nie wróci. Nie będę więc marnować czasu i energii na rozpamiętywanie.
Cieszę się , że nadchodzi wiosna , będzie nareszcie zielono , słonecznie !
Czekam na lato , na urlop, który już jest zaplanowany. Po latach znowu pojadę nad morze....
Takie niewielkie radości ....
Cieszę się , że jest ktoś dla mnie bardzo ważny , kto daje mi siłę i jest ze mną bezwarunkowo. To moja siostra. Takie moje  światełko w tunelu :)
Może kiedyś dotrę do swojego "sensu życia", ale i tak na dziś jest dobrze.

Życzę Wam spokojnych Świat !





sobota, 17 marca 2018

14. Prawie -Ekstrawagancka-wyprawa.

Zanim napiszę to co dzisiaj zamierzałam odpowiem na pytania postawione mi w ostatnim komentarzu poprzedniego wpisu
"Jakiś wolontariat ? Dzieci? Szpital, dom dziecka ?"

Chyba nie o to mi chodziło.  To są sprawy i rzeczy , które są  w moim życiu obecne , bo pomaganie innym jest dla mnie czymś normalnym. Od kiedy nie ma mamy , staram się teraz doglądać moją  Ciocię , czyli Matkę Chrzestną , która ma  lat 83 , a wujek lat 86.....  
Mamy sąsiadka jest w szpitalu , to lecę ją odwiedzić. Jestem dla każdego , kto potrzebuje pomocy , bo tak zostałam wychowana.
Poza tym przecież pracuję . To nie chodzi o zajęcie się czymś , czy o "zabicie czasu".
Być może  , kiedy moje siostrzenice wyjdą za mąż , będą miały dzieci to wtedy  odnajdę  swój sens...
Gdzieś w podświadomości jakby  na to czekam i być może to właśnie będzie to o co mi chodzi . Zobaczymy.

Od wczoraj u mnie jest totalna zima ! Od wczoraj sypie śnieg ! Trochę więc  miałam obawy , kiedy z siostrą i dziewczynami wyruszyłyśmy w drogę.  Dwa razy w roku u producenta markowego  obuwia  jest kiermasz . Trwa tylko trzy dni.  Marki takie jak  Kazar , Ochnik , Solo Femme , Ewa Minge , Makalu , Salamander....  W niewielkim pomieszczeniu  powykładane są  buty  ( jeden but do przymierzenia) , różne fasony , marki i rozmiary.  Myślę , że są to  jakieś nadwyżki , albo próbne partie ? wyprzedaż kolekcji ? I dostępne jest tylko to co jest wystawione. Trafisz na swój rozmiar i coś co ci się podoba to trzymasz buta w ręce i nie oddajesz już nikomu :) Każdy but ma kartkę z numerem ewidencyjnym . Rzadko kiedy trafiają się dwie takie same pary , czy ten sam fason i inny rozmiar.  Kiedy pojechałam tam w ubiegłym roku kupiłam 6 par  butów !  Teraz  już tylko...5 !
Buty są skórzane , naprawdę ładne i eleganckie , w normalnej sprzedaży w cenach ponad 300 PLN ! Właśnie sprawdziłam kilka cen  naszych fasonów . Nawet z rabatami ceny są niesamowite. W sklepie nigdy bym nie kupiła tak drogich butów. Bo ja za tyle to mam właśnie prawie 5 par.... :)  Niskie czarne i szare  na lato , pełne  zamszowe w cudownym  bordowym kolorze  na  wyższym słupku i z ozdobą na przodzie  , granatowe  lakierowane bez pięt  i granatowe pełne zamszowe trochę niższe .  Bordo to pełna ekstrawagancja , ale są piękne no i skoro były w moim rozmiarze ... :)   Siostra i dziewczyny też sobie nie żałowały :) Bagażnik butów :)))))
Jestem z siebie zadowolona .  Butów i torebek nigdy dosyć !







środa, 7 marca 2018

13. Trzynasty wpis

Trzynastka nie kojarzy się dobrze.
Coś w tym jest , bo dzisiaj dla mnie jest pamiętna data. Dwa lata temu udowodniłam Strusiowi i Chudej jakimi są ludźmi. Pamiętam to pamiętne popołudnie chwila po chwili i to jak się dzień zakończył.....

Dzisiaj jestem w zupełnie innym punkcie życia niż wtedy.
Żałuję jakiś kilku chwil , żałuję  oczywiście tego w większości straconego z nim czasu.
Nie żałuję , że ten pamiętny dzień miał miejsce. Dzięki temu uratowałam resztę swojego życia.
Mam pracę - jeszcze mam ,  choć dzisiaj to bardzo płynne i nigdy nie widomo  - ale to takie czasy.
Mam swoje własne  miejsce na ziemi , azyl do którego mogę wrócić i robić  co tylko chcę.
Mam jeszcze bliskich - siostrę i jej rodzinę.
Ale tak naprawdę nie mam celu. Szukam go. Szukam czegoś co da mi poczucie przyszłości, poczucia wartości tej przyszłości.  Dzisiaj żyję tylko daną chwilą . Dzisiejszym dniem.
Szukam i nie wiem nawet czego szukam...
No wiem tylko w jakim sensie  -  szukam punktu zaczepienia.

Mogę to wytłumaczyć na przykładzie tego co już było.
Kiedy dwa lata temu wszystko się posypało na przekór losowi ja miałam cel.
Było to pozbycie się Strusia i  generalny remont. Zanim go w końcu "wystawiłam"  planowałam , kupowałam , chodziłam po sklepach , oglądałam i czekałam na ten dzień . No i nadszedł. Wszystko zrobiłam i cel osiągnęłam. I znowu nastała pustka....

Potrzebuję czegoś co da mi siłę , da nadzieję...