Nastał kolejny Nowy Rok.
Zaczęty w gronie rodzinnym , to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.
Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .
Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam gdzieś u ojca długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na prawdziwych drutach skarpetkowych !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : ))) Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : ) Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić i takie tam. Potem maszyna się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną taką z marketu , tylko od profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak ! Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś" .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki z tego materiału od Babci ?
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są jakby trochę za duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ???
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję :)
sobota, 5 stycznia 2019
niedziela, 30 grudnia 2018
35. Czas podsumowań
Powoli kończy się kolejny rok.
Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

piątek, 21 grudnia 2018
34. Swięta za pasem.
Już za chwilę Boże Narodzenie. Kolejne , bez tych ,którzy byli dla mnie ważni.
Staram się cieszyć tym co mam. Staram się nie myśleć o tym co by mogło być i co przeminęło bezpowrotnie , nie zadręczać samej siebie .
Być może to pogoda tak na mnie działa depresyjnie , może brak słońca i długie ciemne wieczory. Być może przeziębienie , które próbuje mnie dopaść , albo zmęczenie przedświątecznym procesem przygotowań. Tak czy siak - mam jakąś deprechę…..
Choinkę kupiłam , a jakże prawdziwą ! - szwagier oprawił , pomógł założyć światełka , resztę jakoś ubrałam. Posprzątane , wystrojone , prezenty kupione . Dzisiaj odliczałam godziny do końca dniówki , w poniedziałek mam urlop , w Sylwestra też . Niesłychane ! Ale jak się tak dało - to się ucieszyłam. Jestem wystarczająco zmęczona.
Wczoraj byłam zrobić paznokcie , piękne czerwone będą miłym dodatkiem. To chyba jedyne co w sobie lubię , więc sobie nie żałuję.
Nie cofnę czasu i niczego nie zmienię. Starzeję się fizycznie , a psychicznie jestem wrakiem człowieka. Bezsenność mnie do tego dobija...
Zgubiłam się gdzieś . Straciłam optymizm , straciłam iskierkę na "jeszcze będzie lepiej.....
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
poniedziałek, 26 listopada 2018
33. Dzień za dniem
Dzień za dniem tak szybko upływa , że aż czasami nie dowierzam . Ostatni post był dawno temu...
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
sobota, 3 listopada 2018
32. Odpoczywam
Dzisiaj wyszłam tylko rano na cmentarz z siostrą i dziewczynami . Potem jeszcze wspólna kawa i ciasto, one pojechały , a ja leniuchuję.
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
wtorek, 30 października 2018
31. Tylko takie święto...
Dzień 1 Listopada to święto , dla mnie bardzo ważne , bo to święto mojego dziecka. Dzień Zmarłych - czyli również Jej. Kolejne już , trzecie..... Teraz przecież zostało takie ,a nie inne święto...
Dopiero teraz - po trzech latach - odważyłam się sięgnąć po stojące w piwnicy pudło , w którym schowałam jej rzeczy potrzebne do tworzenia biżuterii. Kiedy choroba uwięziła ją w domu musiała się czymś zająć . Tworzenie biżuterii sprawiało jej dużo radości . Czasami coś wystawiała na OLX , przy okazji zarabiając parę groszy. Obdarowywała wszystkich swoimi dziełami. Mnie , moją siostrę i jej córki , moją przyjaciółkę , swoje koleżanki....
Uwielbiam jej bransoletki , naszyjniki , a siostrzenice do dzisiaj troskliwie przechowują kolczyki od niej. Kiedy rano wybieram biżuterię , często spoglądam na coś co wyszło spod jej rączek i bardzo często mam coś z tych rzeczy lub chociaż jej pierścionek , z którym właściwie się nie rozstaję. To dla mnie taki talizman.
Jednak czymś innym jest dostana , gotowa biżuteria ,prezent na jakąś okoliczność , ale czymś innym jest dla mnie to pudło .
Kiedy u siebie w domu tworzyła swoje małe dzieła ,często koraliki sypały się na podłogę , koty szalały na ich punkcie , a ja kiedy sprzątałam i myłam podłogę ciągle gdzieś je znajdowałam, wtedy toczyły się po panelowej podłodze wydając odgłos turlania się. Taki śmieszny stukot. To był jej kolorowy świat... Czasami prosiła żebym wstąpiła do jakiejś hurtowni czy pasmanterii, kupiła konkretnie takie , a nie inne koraliki czy elementy . Ja leciałam z radością i kupowałam co chciała , do tego zawsze coś dokładałam , co wpadło mi w oko albo mogło choćby na chwilę wywołać uśmiech na jej twarzy.
Potem cały ten majdan został . A jej brakło.....
Kiedy musiałam sprzedać mieszkanie , spakowałam wszystko do pudła i wstawiłam do piwnicy. Milion razy patrzyłam na nie i myślałam , że przyjdzie taki czas , kiedy dam radę.
I ten czas przyszedł teraz.
Specjalne pudełka z przegródkami , a w nich misternie poukładane koraliki , druciki , jakieś elementy do tworzenia , narzędzia…. Wszystko tak pięknie ułożone....
Wszystko jakby było wczoraj.....
Musiało minąć tyle czasu żebym mogła tam zajrzeć...
Chociaż pisząc teraz to wspomnienie jest tak ciągle żywe , że cała drżę , a łzy się cisną do oczu.
No cóż... niczego nie cofnę i nie zmienię.
Tak więc, niech to święto będzie chociażby Jej wspomnieniem .
Dopiero teraz - po trzech latach - odważyłam się sięgnąć po stojące w piwnicy pudło , w którym schowałam jej rzeczy potrzebne do tworzenia biżuterii. Kiedy choroba uwięziła ją w domu musiała się czymś zająć . Tworzenie biżuterii sprawiało jej dużo radości . Czasami coś wystawiała na OLX , przy okazji zarabiając parę groszy. Obdarowywała wszystkich swoimi dziełami. Mnie , moją siostrę i jej córki , moją przyjaciółkę , swoje koleżanki....
Uwielbiam jej bransoletki , naszyjniki , a siostrzenice do dzisiaj troskliwie przechowują kolczyki od niej. Kiedy rano wybieram biżuterię , często spoglądam na coś co wyszło spod jej rączek i bardzo często mam coś z tych rzeczy lub chociaż jej pierścionek , z którym właściwie się nie rozstaję. To dla mnie taki talizman.
Jednak czymś innym jest dostana , gotowa biżuteria ,prezent na jakąś okoliczność , ale czymś innym jest dla mnie to pudło .
Kiedy u siebie w domu tworzyła swoje małe dzieła ,często koraliki sypały się na podłogę , koty szalały na ich punkcie , a ja kiedy sprzątałam i myłam podłogę ciągle gdzieś je znajdowałam, wtedy toczyły się po panelowej podłodze wydając odgłos turlania się. Taki śmieszny stukot. To był jej kolorowy świat... Czasami prosiła żebym wstąpiła do jakiejś hurtowni czy pasmanterii, kupiła konkretnie takie , a nie inne koraliki czy elementy . Ja leciałam z radością i kupowałam co chciała , do tego zawsze coś dokładałam , co wpadło mi w oko albo mogło choćby na chwilę wywołać uśmiech na jej twarzy.
Potem cały ten majdan został . A jej brakło.....
Kiedy musiałam sprzedać mieszkanie , spakowałam wszystko do pudła i wstawiłam do piwnicy. Milion razy patrzyłam na nie i myślałam , że przyjdzie taki czas , kiedy dam radę.
I ten czas przyszedł teraz.
Specjalne pudełka z przegródkami , a w nich misternie poukładane koraliki , druciki , jakieś elementy do tworzenia , narzędzia…. Wszystko tak pięknie ułożone....
Wszystko jakby było wczoraj.....
Musiało minąć tyle czasu żebym mogła tam zajrzeć...
Chociaż pisząc teraz to wspomnienie jest tak ciągle żywe , że cała drżę , a łzy się cisną do oczu.
No cóż... niczego nie cofnę i nie zmienię.
Tak więc, niech to święto będzie chociażby Jej wspomnieniem .
środa, 10 października 2018
30. Dobre i złe strony
Ostatnio sporo czasu spędziłam z Jotką . Byłyśmy w kinie , na zakupach , spędziłyśmy czas na pogaduszkach w domu, pijąc kawę . Dzisiaj również spędziłyśmy wspólne popołudnie. Chyba ostatnie , bo w sobotę odlatuje, więc jeszcze zostały jej ostatnie sprawy , rodzice , pakowanie. Jeszcze usłyszymy się przez telefon , potem znowu zostanie nam Skype.
Wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony.
Nic nie zastąpi wspólnych spacerów czy zakupów , wspólnego picia kawy. To oczywiste.
Niestety , rozmawiając o wszystkim i niczym , czasami choćby niechcący rozmowa porusza temat , który na mnie działa...jak działa. Temat Strusia. Przecież to jej brat - ja to rozumiem. Takie zwykłe , prozaiczne sprawy ,jak to w życiu - trudno tu wszystko pisać. Czasami naprawdę bezwiednie człowiek coś mówi, opowiada…. Jeden z wielu przykładów - kiedy zamówiłam bilety do kina - Jotka bardzo chciała pójść na " Kler ", film wiadomo , na czasie - Jotka nawet nie wiedziała o tym na kiedy i gdzie ,a nawet że już je zamówiłam . Kiedy się spotkałyśmy i jej powiedziałam co i jak - okazało się , że Struś ze swoją Miłością również idą ..... Kiedy jej się pochwalili , wspomniała im ,że my też chcemy iść , wtedy powiedzieli żeby się pospieszyć bo ciężko o bilety.... Wtedy nie wiedziała , że ja już je mam. Kiedy mi to powiedziała prawie umarłam. No dobrze , że intuicja mi podpowiedziała , żeby wybrać na szelki wypadek inne kino i godzinę ,której on na pewno by nie wybrał. Ktoś z góry pewnie nad tym czuwał....
Kiedy Jotka jest w Anglii jej kontakt ze Strusiem jest sporadyczny , więc ja psychicznie odbieram to inaczej. Mamy wiele tematów do rozmowy , w końcu jej życie kręci się tam , a nie tutaj , czasami bywa słabe połączenie , więc nie ma - a przynajmniej zdecydowanie jest mniej - sytuacji gdzie mógłby być poruszony jego temat.
Wiele razy wspominałam już , że chciałabym zakończyć tą znajomość , przyjaźń...
Przez to , że trwa od wielu lat jest dość głęboka -a ja nie umiem.....
Jednocześnie zdaję sobie sprawę , że przyjaźniąc się z nią nigdy nie uwolnię się od Strusia !!!
Minęło tyle czasu , że uznałam już , że to co było - to było ! Wiem , że ma swoje życie , swoją wielką miłość , o którą tak dzielnie walczyli oboje z tą....jak jej tam.... . Być może są bardzo szczęśliwi im mogę im tylko pogratulować i pozazdrościć. Ok ! Zycie jest jakie jest. Ale ja nie chcę o nim , o nich myśleć ,słuchać !!! Taka sytuacja wcale niestety w tym mi nie pomaga ……
Zupełnie nie wiem jak z tego wybrnąć.....
Kiedy Jotka odleci trochę się znowu jakimś sensie uspokoję
Wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony.
Nic nie zastąpi wspólnych spacerów czy zakupów , wspólnego picia kawy. To oczywiste.
Niestety , rozmawiając o wszystkim i niczym , czasami choćby niechcący rozmowa porusza temat , który na mnie działa...jak działa. Temat Strusia. Przecież to jej brat - ja to rozumiem. Takie zwykłe , prozaiczne sprawy ,jak to w życiu - trudno tu wszystko pisać. Czasami naprawdę bezwiednie człowiek coś mówi, opowiada…. Jeden z wielu przykładów - kiedy zamówiłam bilety do kina - Jotka bardzo chciała pójść na " Kler ", film wiadomo , na czasie - Jotka nawet nie wiedziała o tym na kiedy i gdzie ,a nawet że już je zamówiłam . Kiedy się spotkałyśmy i jej powiedziałam co i jak - okazało się , że Struś ze swoją Miłością również idą ..... Kiedy jej się pochwalili , wspomniała im ,że my też chcemy iść , wtedy powiedzieli żeby się pospieszyć bo ciężko o bilety.... Wtedy nie wiedziała , że ja już je mam. Kiedy mi to powiedziała prawie umarłam. No dobrze , że intuicja mi podpowiedziała , żeby wybrać na szelki wypadek inne kino i godzinę ,której on na pewno by nie wybrał. Ktoś z góry pewnie nad tym czuwał....
Kiedy Jotka jest w Anglii jej kontakt ze Strusiem jest sporadyczny , więc ja psychicznie odbieram to inaczej. Mamy wiele tematów do rozmowy , w końcu jej życie kręci się tam , a nie tutaj , czasami bywa słabe połączenie , więc nie ma - a przynajmniej zdecydowanie jest mniej - sytuacji gdzie mógłby być poruszony jego temat.
Wiele razy wspominałam już , że chciałabym zakończyć tą znajomość , przyjaźń...
Przez to , że trwa od wielu lat jest dość głęboka -a ja nie umiem.....
Jednocześnie zdaję sobie sprawę , że przyjaźniąc się z nią nigdy nie uwolnię się od Strusia !!!
Minęło tyle czasu , że uznałam już , że to co było - to było ! Wiem , że ma swoje życie , swoją wielką miłość , o którą tak dzielnie walczyli oboje z tą....jak jej tam.... . Być może są bardzo szczęśliwi im mogę im tylko pogratulować i pozazdrościć. Ok ! Zycie jest jakie jest. Ale ja nie chcę o nim , o nich myśleć ,słuchać !!! Taka sytuacja wcale niestety w tym mi nie pomaga ……
Zupełnie nie wiem jak z tego wybrnąć.....
Kiedy Jotka odleci trochę się znowu jakimś sensie uspokoję
Subskrybuj:
Posty (Atom)