Nic się w moim życiu nie dzieje , Ale to mnie akurat cieszy. W moim życiu już tyle się działo ,że wystarczy. Obdarowałabym tymi doświadczeniami kila osób .
Do emerytury jeszcze ładnych parę lat , ale już bliżej - niż dalej. Mam nadzieję ,że jej doczekam .Zapracowałam sobie już na nią . Kiedyś mówiłam ,że jeszcze muszę pracować dłużej niż żyję , teraz myślę sobie - żeby tylko dożyć ! Ale pracować muszę , choć mi się doprawdy nie chce.
Ostatnio obserwuję z zainteresowaniem świat. Jadąc autobusem w niedzielny poranek do siostry , a jadę z jednego końca miasta na drugi , na przystanku , w powiedzmy smutnej dzielnicy , wsiadła mała - może 7-8 letnia dziewczynka. Sama ! Miała ze sobą siatkę , zachowywała się bardzo rezolutnie , wysiadła też w innej smutnej dzielnicy. Zderzenie jej rezolutności , urody i pięknej czerwonej kurtki z ponurością tych dzielnic wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Ponieważ niedaleko mojego miasta jest miejscowość gdzie pewien zakład produkuje bardzo markowe buty i czasami są tzw. kiermasze znowu się wybrałyśmy z siostrą dziewczynami.
Jak zwykle kupiłam kolejne dwie pary. Jak to mawia moja Jotka - "no żal było nie wziąć !". Jedna trzecia ceny to naprawdę okazja . Dwie pary czarnych , skórzanych czółenek na słupku naprawdę się przydają. Tylko poprzednim razem zaszalałam z czarno czerwonymi z kolekcji Ewy Minge . Teraz starałam się być rozsądna.....
Pogoda nie potrafi się zdecydować - czy jest zimą , czy jesienią , a w niektórych godzinach nawet wiosną . Jednak tak naprawdę jest zimą , bo zaliczyłam upadek , na szczęście tylko na kolana !
Nic mi się nie stało , zima zaliczona. Kropka.
Jutro Walentynki . Nie ma nikogo , z kim mogłabym świętować. Ponieważ jest jak jest , a ja kocham samą siebie zrobiłam sobie sama prezent . Buty to rzecz praktyczna i niezbędna , więc się nie liczy.
Już dawno przymierzałam się do tego pomysłu , ale teraz w Sephorze jest promocja , więc skorzystałam i kupiłam sobie perfumy . Na półce mam ich sporo, takich tam z klasy średniej , ale odrobina luksusu mi się marzyła. W zasadzie przecież mogę uznać , że kupił mi je … Stefan : ))))
środa, 13 lutego 2019
sobota, 19 stycznia 2019
37. Pożgnanie Prezydenta Gdańska
Od tygodnia nie można uwierzyć w to co się stało . Moment światełka do nieba WOŚP ….
moment , który zakończył życie jednego człowieka odebrane przez drugiego człowieka . Przez tydzień chłonęłam wszystkie widomości , które przybliżyły postać tego Człowieka - Wielkiego Człowieka przez duże C. Dzisiaj , tak jak i przez cały tydzień trudno mi czasami było powstrzymać łzy.
Choć to drugi koniec Polski ,czuję się prawie tak jak gdańszczanie . Moje miasto też.... Nic nie będzie już takie samo . Ani Gdańsk....ani moje miasto , ani WOŚP.
Może w końcu wszystko będzie lepsze …?
Ja już od dawna wiem , jakie życie jest kruche..... Kiedy jest się bardzo młodym wcale się tak nie myśli. Dlatego dzisiaj staram się żyć tak jakby ten dzień miałby być moim ostatnim.
Zrobiłam porządki w sferze prawnej i finansowej - tak, aby nikt nie miał problemu.
Tak sobie dzisiaj pomyślałam.....
Postaram się tak żyć , aby jeszcze zaczerpnąć odrobinę radości z tego co jeszcze mi zostało.
Postaram się odpuścić samej sobie , nie katować się już , nie rozdrapywać ciągle ran - ale je zabliźniać i leczyć.
Postaram się być jeszcze lepszą dla siebie i dla innych .
Podobno każdy jest tyle wart - ile się o nim pamięta.
Coś w tym jest....
moment , który zakończył życie jednego człowieka odebrane przez drugiego człowieka . Przez tydzień chłonęłam wszystkie widomości , które przybliżyły postać tego Człowieka - Wielkiego Człowieka przez duże C. Dzisiaj , tak jak i przez cały tydzień trudno mi czasami było powstrzymać łzy.
Choć to drugi koniec Polski ,czuję się prawie tak jak gdańszczanie . Moje miasto też.... Nic nie będzie już takie samo . Ani Gdańsk....ani moje miasto , ani WOŚP.
Może w końcu wszystko będzie lepsze …?
Ja już od dawna wiem , jakie życie jest kruche..... Kiedy jest się bardzo młodym wcale się tak nie myśli. Dlatego dzisiaj staram się żyć tak jakby ten dzień miałby być moim ostatnim.
Zrobiłam porządki w sferze prawnej i finansowej - tak, aby nikt nie miał problemu.
Tak sobie dzisiaj pomyślałam.....
Postaram się tak żyć , aby jeszcze zaczerpnąć odrobinę radości z tego co jeszcze mi zostało.
Postaram się odpuścić samej sobie , nie katować się już , nie rozdrapywać ciągle ran - ale je zabliźniać i leczyć.
Postaram się być jeszcze lepszą dla siebie i dla innych .
Podobno każdy jest tyle wart - ile się o nim pamięta.
Coś w tym jest....
sobota, 5 stycznia 2019
36. Spokojny początek.
Nastał kolejny Nowy Rok.
Zaczęty w gronie rodzinnym , to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.
Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .
Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam gdzieś u ojca długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na prawdziwych drutach skarpetkowych !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : ))) Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : ) Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić i takie tam. Potem maszyna się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną taką z marketu , tylko od profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak ! Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś" .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki z tego materiału od Babci ?
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są jakby trochę za duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ???
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję :)
Zaczęty w gronie rodzinnym , to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.
Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .
Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam gdzieś u ojca długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na prawdziwych drutach skarpetkowych !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : ))) Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : ) Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić i takie tam. Potem maszyna się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną taką z marketu , tylko od profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak ! Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś" .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki z tego materiału od Babci ?
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są jakby trochę za duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ???
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję :)
niedziela, 30 grudnia 2018
35. Czas podsumowań
Powoli kończy się kolejny rok.
Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

piątek, 21 grudnia 2018
34. Swięta za pasem.
Już za chwilę Boże Narodzenie. Kolejne , bez tych ,którzy byli dla mnie ważni.
Staram się cieszyć tym co mam. Staram się nie myśleć o tym co by mogło być i co przeminęło bezpowrotnie , nie zadręczać samej siebie .
Być może to pogoda tak na mnie działa depresyjnie , może brak słońca i długie ciemne wieczory. Być może przeziębienie , które próbuje mnie dopaść , albo zmęczenie przedświątecznym procesem przygotowań. Tak czy siak - mam jakąś deprechę…..
Choinkę kupiłam , a jakże prawdziwą ! - szwagier oprawił , pomógł założyć światełka , resztę jakoś ubrałam. Posprzątane , wystrojone , prezenty kupione . Dzisiaj odliczałam godziny do końca dniówki , w poniedziałek mam urlop , w Sylwestra też . Niesłychane ! Ale jak się tak dało - to się ucieszyłam. Jestem wystarczająco zmęczona.
Wczoraj byłam zrobić paznokcie , piękne czerwone będą miłym dodatkiem. To chyba jedyne co w sobie lubię , więc sobie nie żałuję.
Nie cofnę czasu i niczego nie zmienię. Starzeję się fizycznie , a psychicznie jestem wrakiem człowieka. Bezsenność mnie do tego dobija...
Zgubiłam się gdzieś . Straciłam optymizm , straciłam iskierkę na "jeszcze będzie lepiej.....
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
poniedziałek, 26 listopada 2018
33. Dzień za dniem
Dzień za dniem tak szybko upływa , że aż czasami nie dowierzam . Ostatni post był dawno temu...
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
sobota, 3 listopada 2018
32. Odpoczywam
Dzisiaj wyszłam tylko rano na cmentarz z siostrą i dziewczynami . Potem jeszcze wspólna kawa i ciasto, one pojechały , a ja leniuchuję.
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
Subskrybuj:
Posty (Atom)