Za mną połowa urlopu. Tydzień spędziłam leniwie. Zrobiłam jednak wszystko to , na co normalnie brakowało mi czasu . Mieszkanie też wysprzątane na błysk. Wszystkich których chciałam - odwiedziłam , porozmawiałam , lub umówiłam się na później .
Z samego rana dzisiaj sprawdziłam sytuację na Skyp-ie , gdzie są Jotki , oni już wczoraj ruszyli w swoją drogę do Polski. Akurat mieli jakieś 50km do celu , kiedy zadzwoniła Pani z ich kwatery ,że apartament gotowy, potem już tylko dopilnowałam czy dojechali się zakwaterowali. Ufff !
Miejsce spoczynku moich najbliższych sercu też ogarnięte , podlane , i dzisiaj znicze zaświecone....
Przyjechała rano siostra i razem to zrobiłyśmy , a szwagier pojechał do swojej matki jeszcze i tam ogarnąć ją na najbliższy tydzień . W zasadzie wszystko na kilka dni , bo siostrzenice już niedługo wracają i przejmą teren do działania . No cóż , po wypoczynku czekają obowiązki :) :)
Siostra pomogła mi znieść walizkę do mojego "apartamentu na dole", żebym potem sama się nie trudziła.
Zanim to zrobiłyśmy , wypiłyśmy u mnie kawę . Spojrzała na mnie wymownie i zapytała z wyrzutem
- A Stefana nie zabierasz ????? !
Wcześniej śmiałam się , że go zabiorę . Trochę jednak było mi głupio przed szwagrem....Chociaż wiem , że już dawno się przyzwyczaił do mojego życia ze Stefanem . No ale jakoś tak......:)
-Dawaj go , bierzemy go i już ! - zarządziła.
Stefan szybko został ubrany i wpakowany .
Drogą eliminacji , padło na jeden z dwóch ręczników plażowych..... Stefek lekki przecież :)
Oj tam, oj tam....:)
Nie chcecie wiedzieć po ile mamy lat , prawda ????? :):):):)
Wszyscy zainteresowani wiedzą kim jest Stefan i nie obchodzi mnie co i kto sobie pomyśli ......
To najważniejsza pamiątka po mojej córce. Jakby jej cząstka....
Jeszcze chwila , jakaś kąpiel, przebrać się i ruszamy w drogę !
No to pa !
sobota, 28 lipca 2018
sobota, 14 lipca 2018
23. Zmęczenie materiału
Kiedy jesteśmy w wirze pracy jakoś mija dzień za dniem . Beznamiętnie. Ale kiedy pojawia się myśl , że już niedługo będzie czas urlopu odliczamy dni . Przynajmniej ja tak mam. Już nie mogę się doczekać. Odliczam każdy dzień , jeszcze tylko 4 dni robocze.....
Dzisiaj spotkałam się z moją Przyjaciółką znad morza . Przyjechała na jeden dzień na okrągłe urodziny swojego brata , ale znalazła chwilę , żeby się ze mną spotkać , bo jutro już wraca. Cieszę się , że przez tyle lat od liceum utrzymujemy kontakt. Za dwa tygodnie , kiedy ja pojadę w jej rejony też się spotkamy. Jej kolejny facet , (po dwóch mężach ) jest całkiem do rzeczy i układa i się nieźle , podziwiam ją za odwagę i siłę . No cóż , ja w przeciwieństwie do niej potrafię być sama i chcę już być sama .
Ponieważ Jotka przyjeżdża do Polski , w tym samym czasie jedziemy nad morze , a ona wraca dzień wcześniej niż ja i na pewno zaraz się zobaczymy chciałam wysprzątać mieszkanie . Dwa razy w roku, latem i zimą robię gruntowne porządki., takie aż do bólu , okna , wszystkie półki ii kąty , pranie wszystkiego co się da i sprzątanie czego tylko się da , postanowiłam to zrobić tuż przed urlopem, żeby nie marnować ani jednego dnia wypoczynku . Lubię też potem wracać z podróży do tak wysprzątanego mieszkania . Kiedy uporałam się z większością i uprałam koce , firanki i inne rzeczy ... pralka odmówiła posłuszeństwa ! Wiedziałam , że pora na nią , ale dlaczego dwa tygodnie po lodówce ?! Siostra aż zaniemówiła , ale następnego dnia już był szwagier , coś tam pomajstrował, coś już jest kupione i polutowane , czeka tylko na zainstalowanie i powinno być dobrze . Ufff... już oglądałam nowe....
Jestem już zmęczona . Zmęczona życiem.
Żyję jak umiem , staram się,. często się śmieję , cieszę , staram się być pogodna , uśmiecham się do wszystkich ....
Ale to tylko pozory .....
Mojego dziecka nikt mi już nie zwróci....
To już prawie trzy lata......
Dzisiaj spotkałam się z moją Przyjaciółką znad morza . Przyjechała na jeden dzień na okrągłe urodziny swojego brata , ale znalazła chwilę , żeby się ze mną spotkać , bo jutro już wraca. Cieszę się , że przez tyle lat od liceum utrzymujemy kontakt. Za dwa tygodnie , kiedy ja pojadę w jej rejony też się spotkamy. Jej kolejny facet , (po dwóch mężach ) jest całkiem do rzeczy i układa i się nieźle , podziwiam ją za odwagę i siłę . No cóż , ja w przeciwieństwie do niej potrafię być sama i chcę już być sama .
Ponieważ Jotka przyjeżdża do Polski , w tym samym czasie jedziemy nad morze , a ona wraca dzień wcześniej niż ja i na pewno zaraz się zobaczymy chciałam wysprzątać mieszkanie . Dwa razy w roku, latem i zimą robię gruntowne porządki., takie aż do bólu , okna , wszystkie półki ii kąty , pranie wszystkiego co się da i sprzątanie czego tylko się da , postanowiłam to zrobić tuż przed urlopem, żeby nie marnować ani jednego dnia wypoczynku . Lubię też potem wracać z podróży do tak wysprzątanego mieszkania . Kiedy uporałam się z większością i uprałam koce , firanki i inne rzeczy ... pralka odmówiła posłuszeństwa ! Wiedziałam , że pora na nią , ale dlaczego dwa tygodnie po lodówce ?! Siostra aż zaniemówiła , ale następnego dnia już był szwagier , coś tam pomajstrował, coś już jest kupione i polutowane , czeka tylko na zainstalowanie i powinno być dobrze . Ufff... już oglądałam nowe....
Jestem już zmęczona . Zmęczona życiem.
Żyję jak umiem , staram się,. często się śmieję , cieszę , staram się być pogodna , uśmiecham się do wszystkich ....
Ale to tylko pozory .....
Mojego dziecka nikt mi już nie zwróci....
To już prawie trzy lata......
czwartek, 28 czerwca 2018
22. Polska wgrała.
Nie jestem nadzwyczajnym kibicem , ale jestem patriotką i zawsze te ważne dla nas mecze oglądam. I tym razem nie było inaczej. Dzisiejszy też obejrzałam w spokoju. Wygraliśmy , choć było to zwycięstwo na otarcie łez. I tyle, a na resztę "spuśćmy zasłonę miłosierdzia" .
Dosłownie pięć minut przed meczem panowie wnieśli nową lodówkę...... Właśnie umyta czeka jeszcze jakąś godzinkę na pierwsze włączenie. Stara została zabrana gdzieś tam na kres horyzontu..... Problem w tym , że nie była wcale taka stara , bo brakło jej trzy miesiące do tylko 10 lat, do tego wcale nie była tania , choć rzeczywiście była "wypasiona". W sobotę cichutko i dyskretnie..... zgasła. Pan fachowiec nie zreanimował , bo koszty tego nie warte , a nawet jakbym się uparła to i tak już nie ma do niej części..... Była to tzw. "brazylijka" cokolwiek to znaczy. Poza upierdliwym piszczeniem co pół roku czujnika od filtra antybakteryjnego , nie miałam przecież żadnych zastrzeżeń , a tu nagle taka niespodzianka !. No cóż..... Tym oto sposobem dziś powitałam nową ,innej marki , prawie o połowę tańszą niż poprzedniczka sprzed 10 lat. Zdumiewające , ale rzeczywiście wtedy Struś mnie na nią namówił , nie powiem że żałowałam , bo robiła na wszystkich wrażenie zarówno wizualne , jak i "intelektualne". Liczyłam , że będzie żywotniejsza. Takich już nie ma.... Nowa jest oczywiście bardzo podobna , bo do dobrego to człowiek się szybko przyzwyczaja , ale jest już sporo tańsza i po kolejnych 10 latach będzie- mam nadzieję - mniej żal.
Kolejne - no cóż..... Trzeba trochę zacisnąć znowu pasa , pożyć mniej wystawnie , a tu po drodze jakby wakacje..... Przy mojej siostrze i szwagrze będzie to raczej dość proste :) Oni nie są rozrzutni :)
Dam więc jakoś radę i po powrocie przejdę na chleb i masło , no chyba że znowu coś mnie zaskoczy. To wtedy zostanie mi chyba już tylko chleb i woda..... :))))
Poza tym jakoś wszystko w normie.
A o lodówce wspominam sobie , żebym wiedziała ile wytrwa..... Bez niej niestety żyć się nie da.
Idę ją więc włączyć :)
Dosłownie pięć minut przed meczem panowie wnieśli nową lodówkę...... Właśnie umyta czeka jeszcze jakąś godzinkę na pierwsze włączenie. Stara została zabrana gdzieś tam na kres horyzontu..... Problem w tym , że nie była wcale taka stara , bo brakło jej trzy miesiące do tylko 10 lat, do tego wcale nie była tania , choć rzeczywiście była "wypasiona". W sobotę cichutko i dyskretnie..... zgasła. Pan fachowiec nie zreanimował , bo koszty tego nie warte , a nawet jakbym się uparła to i tak już nie ma do niej części..... Była to tzw. "brazylijka" cokolwiek to znaczy. Poza upierdliwym piszczeniem co pół roku czujnika od filtra antybakteryjnego , nie miałam przecież żadnych zastrzeżeń , a tu nagle taka niespodzianka !. No cóż..... Tym oto sposobem dziś powitałam nową ,innej marki , prawie o połowę tańszą niż poprzedniczka sprzed 10 lat. Zdumiewające , ale rzeczywiście wtedy Struś mnie na nią namówił , nie powiem że żałowałam , bo robiła na wszystkich wrażenie zarówno wizualne , jak i "intelektualne". Liczyłam , że będzie żywotniejsza. Takich już nie ma.... Nowa jest oczywiście bardzo podobna , bo do dobrego to człowiek się szybko przyzwyczaja , ale jest już sporo tańsza i po kolejnych 10 latach będzie- mam nadzieję - mniej żal.
Kolejne - no cóż..... Trzeba trochę zacisnąć znowu pasa , pożyć mniej wystawnie , a tu po drodze jakby wakacje..... Przy mojej siostrze i szwagrze będzie to raczej dość proste :) Oni nie są rozrzutni :)
Dam więc jakoś radę i po powrocie przejdę na chleb i masło , no chyba że znowu coś mnie zaskoczy. To wtedy zostanie mi chyba już tylko chleb i woda..... :))))
Poza tym jakoś wszystko w normie.
A o lodówce wspominam sobie , żebym wiedziała ile wytrwa..... Bez niej niestety żyć się nie da.
Idę ją więc włączyć :)
czwartek, 14 czerwca 2018
21. Dzień za dniem
Czas szybko mija . Upływa dzień za dniem ,w pracy jak zawsze dużo się dzieje , do tego jest gorąco i zaczyna się sezon urlopowy. W domu też nie mam szans na nudę. Musiałam bardzo się zmobilizować , żeby skończyć siostrzenicom szyć spódniczki. Takie z całego koła ....! Niby prosta sprawa , ale materiał dość luźno tkany sprawił trochę kłopotu przy ustaleniu długości , dopiero podpowiedź "fachowczyni" mi pomogła. Spódniczki się "uwisiały" , wyciągnęły tam gdzie musiały i mogłam je skończyć. W ogóle ostatnio sporo innych rzeczy stworzyłam. Lubię od czasu do czasu usiąść do maszyny. Zawsze lubiłam , a teraz tym bardziej , od kiedy mam swoją nową maszynę.
Ostatnio padł mi też ruter , a właściwie to chyba zasilacz. Dostawca szybko i sprawnie dostarczył mi nowy przez kuriera. Bałam się , że nie dam rady z instalacją , ale powoli skonfigurowałam nowy i dałam sobie radę. Kolejny raz , a człowiek , który zawsze to w domu robił jest już tylko moją przeszłością.
Mijają więc dni w szalonym tempie. Praca , zakupy , cmentarz, niedzielne obiadki u siostry , coś tam w domu..... Być może mijają bez sensu..... Ale są , a ja dalej istnieję...
Na blogach zapanowała lekka cisza.... Może to taki właśnie czas... ?
Trwa sezon truskawkowy. To moje ulubione owoce . Straciłam już chyba pół wypłaty.... Ale najadłam się do syta i zamroziłam sporo na zimę. I dalej codziennie je jem.... Uwielbiam je . Teraz zaczynają się jeszcze maliny . Dawno nie robiłam zapasów na zimę .Kiedyś robiłam dużo. Choć jestem sama postanowiłam , że zrobię przetwory - dla samej siebie, Zupa pomidorowa z własnym sokiem pomidorowym jest cudowna, Buraczki smakują wybornie. Każdy sam najlepiej wie. Muszę się z tym uwinąć już niedługo , bo wkrótce będę miała swój wyczekany urlop.
To już tylko za pięć tygodni . A wtedy pakuję walizkę i ruszam nad morze !
Ostatnio padł mi też ruter , a właściwie to chyba zasilacz. Dostawca szybko i sprawnie dostarczył mi nowy przez kuriera. Bałam się , że nie dam rady z instalacją , ale powoli skonfigurowałam nowy i dałam sobie radę. Kolejny raz , a człowiek , który zawsze to w domu robił jest już tylko moją przeszłością.
Mijają więc dni w szalonym tempie. Praca , zakupy , cmentarz, niedzielne obiadki u siostry , coś tam w domu..... Być może mijają bez sensu..... Ale są , a ja dalej istnieję...
Na blogach zapanowała lekka cisza.... Może to taki właśnie czas... ?
Trwa sezon truskawkowy. To moje ulubione owoce . Straciłam już chyba pół wypłaty.... Ale najadłam się do syta i zamroziłam sporo na zimę. I dalej codziennie je jem.... Uwielbiam je . Teraz zaczynają się jeszcze maliny . Dawno nie robiłam zapasów na zimę .Kiedyś robiłam dużo. Choć jestem sama postanowiłam , że zrobię przetwory - dla samej siebie, Zupa pomidorowa z własnym sokiem pomidorowym jest cudowna, Buraczki smakują wybornie. Każdy sam najlepiej wie. Muszę się z tym uwinąć już niedługo , bo wkrótce będę miała swój wyczekany urlop.
To już tylko za pięć tygodni . A wtedy pakuję walizkę i ruszam nad morze !
środa, 16 maja 2018
20. Album ze zdjęciami
Moje "korpo" było kiedyś ogromnym zakładem pracy powstało kilka Związków Zawodowych. Związek taki , siaki , owaki , nieistotne. Do jednego z nich należę . Od zawsze były organizowane wycieczki .
Czasami korzystałam , a kiedy nastały czasy Strusia właściwie korzystałam zawsze - zabierając go ze sobą..... Były rożne wyjazdy , Niemcy , Austria , Czechy czy Słowacja , wszystkie piękne miasta , Praga , Berlin.... co roku gdzieś indziej , było i polskie morze , były moje ukochane Bieszczady , Góry Sowie i Stołowe... były zabawy karnawałowe , sylwestry . Były wyjazdy na wakacje z jego córką w dolnośląskie , gdzie jeździliśmy do jego wujka , mieliśmy więc nocleg i mogliśmy zwiedzać cudne okolice....
Czasami korzystałam , a kiedy nastały czasy Strusia właściwie korzystałam zawsze - zabierając go ze sobą..... Były rożne wyjazdy , Niemcy , Austria , Czechy czy Słowacja , wszystkie piękne miasta , Praga , Berlin.... co roku gdzieś indziej , było i polskie morze , były moje ukochane Bieszczady , Góry Sowie i Stołowe... były zabawy karnawałowe , sylwestry . Były wyjazdy na wakacje z jego córką w dolnośląskie , gdzie jeździliśmy do jego wujka , mieliśmy więc nocleg i mogliśmy zwiedzać cudne okolice....
Były różne domowe uroczystości uwiecznione na zdjęciach , czy zdjęcia z wesel , na których byliśmy
Tysiące zdjęć.....
Żeby nie obciążać komputera kiedyś Struś przerzucił je na dysk zewnętrzny....
Kiedy stało się to co się stało, chciałam je sobie skopiować i miałam pomysł żeby potem jemu usunąć wszystkie , gdzie byłam ja. Niestety coś , jakoś , pokombinował i sama nie mogłam tego zrobić , a on złośliwie mi tego nie zrobił , mimo , że o to prosiłam.....
Nie mam więc nic.
No prawie nic. Nie udzielałam się nigdy na portalach społecznościowych , nie wrzucałam fotek , "relacji". Udało mi się skopiować chyba trzy zdjęcia z nk , ze trzy zostały w komórce , może ze dwa gdzieś ze starego bloga.... Razem KILKA zdjęć.....
No prawie nic. Nie udzielałam się nigdy na portalach społecznościowych , nie wrzucałam fotek , "relacji". Udało mi się skopiować chyba trzy zdjęcia z nk , ze trzy zostały w komórce , może ze dwa gdzieś ze starego bloga.... Razem KILKA zdjęć.....
Kiedy zobaczyłam informację w zakładowej gazecie o wycieczce, nie zastanawiałam się długo i zapisałam się.
Sama.
Muszę jeszcze w życiu nauczyć się wielu rzeczy..... Przecież jestem SAMA. Trudno . Nie ja jedna.
Muszę jeszcze w życiu nauczyć się wielu rzeczy..... Przecież jestem SAMA. Trudno . Nie ja jedna.
Do dzisiaj pamiętam uczucie , kiedy lata temu byliśmy w kinie i zobaczyliśmy samą kobietę ,która przyszła na film.... Dzisiaj nie pomyślałabym tego , co mimo wszystko pomyślałam żartobliwie wtedy. Wiem to dopiero dzisiaj....
Cała ekipa ludzi , którzy wtedy pracowali i jeździli - odeszła . Wiedziałam o tym , mimo wszystko nastawiłam się pozytywnie. Jedyną osobą była organizatorka , czyli Przewodnicząca ZZ. Wszyscy inni to pracownicy raczej produkcji , z nimi nie mam nic do czynienia. Właściwie to też już garstka ludzi z zawsze i tak niewielkiego związku , więc to porozrzucane osoby , małe grupki , albo nawet pojedyncze osoby , ale jednak ze swoją połówką.... (prawo pozwala zabrać małżonka lub dziecko, ja żeby zabrać Strusia zapisywałam na kogoś ze znajomych , którzy akurat nie jechali ).
Kiedy stanęliśmy na pierwszy postój , toaletę i kawę , kupiłam sobie kawę... i byłam jedyną osobą , która piła ją samotnie. . Ta chwila była naprawdę dla mnie przykra..... Pewnie patrzyli na mnie jak na dziwoląga . Ale i ja z nikim też nie szukałam kontaktu. Taka jestem - "niekontaktowa" . Tyle razy jeździłam , że wiem jak to wygląda i ze spokojem ponownie zajęłam swoje samotne miejsce w autokarze . Na nim czułam się bezpieczna , a wiedziałam , że moment zwiedzania , słuchania opowieści przewodnika powoduje skupienie na tym , a nie na obserwowaniu innych , czy myśleniu o tym że są sami czy nie....
Tak też było . Powoli pojawiły się pierwsze delikatne rozmowy , potem jakoś już poszło.
Wycieczka była bardzo, bardzo udana . Zobaczyłam znowu po latach miejsca , które chciałam , miejsca dla których głównie się zapisałam na tą wycieczkę . Przewodnik był super człowiekiem , a towarzystwo okazało się wyrozumiałe i całkiem przyjemne .
Można samemu ? Można !
Od początku nastawiłam się pozytywnie , więc to chyba też zadziałało .
Trzeba żyć dalej ! Warto było pojechać . Zrobiłam sporo zdjęć , choć sama jestem może na trzech , kiedy kogoś poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Czas tworzyć swój własny album zdjęć.
Ten wyjazd sprawił , że znowu inaczej patrzę na życie.
Chce mi się chcieć !
Tak też było . Powoli pojawiły się pierwsze delikatne rozmowy , potem jakoś już poszło.
Wycieczka była bardzo, bardzo udana . Zobaczyłam znowu po latach miejsca , które chciałam , miejsca dla których głównie się zapisałam na tą wycieczkę . Przewodnik był super człowiekiem , a towarzystwo okazało się wyrozumiałe i całkiem przyjemne .
Można samemu ? Można !
Od początku nastawiłam się pozytywnie , więc to chyba też zadziałało .
Trzeba żyć dalej ! Warto było pojechać . Zrobiłam sporo zdjęć , choć sama jestem może na trzech , kiedy kogoś poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Czas tworzyć swój własny album zdjęć.
Ten wyjazd sprawił , że znowu inaczej patrzę na życie.
Chce mi się chcieć !
poniedziałek, 7 maja 2018
19. Było miło.
W sobotę wieczorem Jotka poleciała..... To były bardzo fajne dwa tygodnie . Spędziłyśmy ze sobą prawie wszystkie popołudnia - po mojej pracy , a kiedy miałam wolne spędziłyśmy ze sobą nawet cały dzień. Kiedy ja pracowałam ona załatwiała swoje sprawy , żeby mieć czas po południu. Był czas na zakupy , na spacery po mieście , lody czy kawę, było wspólne gotowanie i wspólne wylegiwanie się na kanapie . Kiedy w piątek mogłam do niej zajrzeć tylko późnym wieczorem , ona wiedząc, że jestem zmęczona po całym długim dniu czekała na mnie z ciepłą zupą. Czy to nie jest miłe ? Pożegnałyśmy się z wielkim żalem ., a sobotę już odpuściłyśmy sobie z wiadomych powodów...
Wczoraj odmeldowała się , że doleciała cała i zdrowa . Znowu zostaje nam tylko Skype....
Moje siostrzenice Majówkę spędziły w górach. Pojechały z chłopakami .
No cóż - moja chrześnica właśnie się tam zaręczyła..... : )
Chyba dużo nas teraz czeka : ))))
Wczoraj odmeldowała się , że doleciała cała i zdrowa . Znowu zostaje nam tylko Skype....
Moje siostrzenice Majówkę spędziły w górach. Pojechały z chłopakami .
No cóż - moja chrześnica właśnie się tam zaręczyła..... : )
Chyba dużo nas teraz czeka : ))))
sobota, 28 kwietnia 2018
18. Karma wraca.... podobno.
Odbyłam bardzo udaną 18-tkę . Byłam zaskoczona jej rozmiarem . Mój chrześniak od lat chodzi do szkoły tańca , więc było sporo kolegów i koleżanek, a ja miałam noc niczym "taniec z gwiazdami" , . Było super . My starsi nie mogliśmy oderwać oczu od tak bawiącej się młodzieży.
W niedzielę przyleciała na dwa tygodnie Jotka. Kiedy mnie poinformowała o tym pisząc na Skypie odpisałam jej jak się cieszę jej odpowiedź brzmiała "no to jesteś jedyna"...
Nic dodać nic ująć.....
Już wieczorem odmeldowała się telefonicznie , a w poniedziałek po południu siedziała u mnie zajadając pyszne lody i pijąc kawkę : )
Oczywiście dostałam dwie ogromne torby prezentów .
Cały tydzień popołudnia miałyśmy dla siebie . Nagadałyśmy się do oporu . Dzisiaj odwiedza swoją teściową , być może wieczorem jeszcze coś wymyślimy : )
Przez ten czas "przerobiłyśmy" wiele tematów i oczywiście nie ominęłyśmy tematu Strusia.
Jotka wylała trochę żali na niego , i na rodziców.
Mój poziom emocji w czasie rozmowy o nim w skali od 1 do 10 był powiedzmy na 4 , czyli całkiem nieźle. Nie sprawiało mi to bólu , może chwilami miałam uczucie żalu czy przykrości. Chyba to całkiem normalne i idzie w dobrą stronę.
To co usłyszałam sprawiło mi trochę satysfakcji , że nie wszystko w jego życiu jest jednak takie cudowne. Oczywiście ma swoją Chudą , wielką miłość itp., itd...
Ale..! Chodził biedaczek po lekarzach bo biodro go bardzo boli , lekarz mu powiedział , że niedługo do wymiany chyba będzie staw biodrowy... !
Niby nic takiego , ale kiedy moja córka cierpiała bo miała przez chorobę wszystkie stawy zniszczone , w tym oba stawy biodrowe , a ogrom jej cierpienia był niewyobrażalny - to książę traktował to lekko i drwiąco . Kiedy zmarła potrafił powiedzieć " no to nareszcie jest na swoim miejscu"...... Myślę , że gdzieś tam z góry moja córcia się na nim zemściła.
Chcę właśnie tak myśleć. Niech wie co to za ból i niech sobie pocierpi.
Przez wiele miesięcy rodzice przed nią ukrywali ile podwyżki alimentów na córkę dostał. Być może nie chcieli żeby mi powiedziała ? No to teraz sam się przyznał ...
Fiu fiu..!!! To kolejna rzecz , która mnie ucieszyła.
Podobno z tej wściekłości nie zabrał córki na ferie , ale w wakacje , kiedy będzie miał urlop jedzie nad morze z Chudą i weźmie córkę . Chuda jeszcze w życiu nad morzem nie była , mąż ją nigdzie nie zabierał.... Córeczka Strusia ma lat 15 i wiem , że da im "popalić" . Miałam ją co roku na ferie i wakacje. I nie były to miłe urlopy......
Nie życzę mu źle , ale dobrze też nie. A Chudej tym bardziej.
Jeszcze i do nich karma wróci.
Jak widać powoli już wraca.....
W niedzielę przyleciała na dwa tygodnie Jotka. Kiedy mnie poinformowała o tym pisząc na Skypie odpisałam jej jak się cieszę jej odpowiedź brzmiała "no to jesteś jedyna"...
Nic dodać nic ująć.....
Już wieczorem odmeldowała się telefonicznie , a w poniedziałek po południu siedziała u mnie zajadając pyszne lody i pijąc kawkę : )
Oczywiście dostałam dwie ogromne torby prezentów .
Cały tydzień popołudnia miałyśmy dla siebie . Nagadałyśmy się do oporu . Dzisiaj odwiedza swoją teściową , być może wieczorem jeszcze coś wymyślimy : )
Przez ten czas "przerobiłyśmy" wiele tematów i oczywiście nie ominęłyśmy tematu Strusia.
Jotka wylała trochę żali na niego , i na rodziców.
Mój poziom emocji w czasie rozmowy o nim w skali od 1 do 10 był powiedzmy na 4 , czyli całkiem nieźle. Nie sprawiało mi to bólu , może chwilami miałam uczucie żalu czy przykrości. Chyba to całkiem normalne i idzie w dobrą stronę.
To co usłyszałam sprawiło mi trochę satysfakcji , że nie wszystko w jego życiu jest jednak takie cudowne. Oczywiście ma swoją Chudą , wielką miłość itp., itd...
Ale..! Chodził biedaczek po lekarzach bo biodro go bardzo boli , lekarz mu powiedział , że niedługo do wymiany chyba będzie staw biodrowy... !
Niby nic takiego , ale kiedy moja córka cierpiała bo miała przez chorobę wszystkie stawy zniszczone , w tym oba stawy biodrowe , a ogrom jej cierpienia był niewyobrażalny - to książę traktował to lekko i drwiąco . Kiedy zmarła potrafił powiedzieć " no to nareszcie jest na swoim miejscu"...... Myślę , że gdzieś tam z góry moja córcia się na nim zemściła.
Chcę właśnie tak myśleć. Niech wie co to za ból i niech sobie pocierpi.
Przez wiele miesięcy rodzice przed nią ukrywali ile podwyżki alimentów na córkę dostał. Być może nie chcieli żeby mi powiedziała ? No to teraz sam się przyznał ...
Fiu fiu..!!! To kolejna rzecz , która mnie ucieszyła.
Podobno z tej wściekłości nie zabrał córki na ferie , ale w wakacje , kiedy będzie miał urlop jedzie nad morze z Chudą i weźmie córkę . Chuda jeszcze w życiu nad morzem nie była , mąż ją nigdzie nie zabierał.... Córeczka Strusia ma lat 15 i wiem , że da im "popalić" . Miałam ją co roku na ferie i wakacje. I nie były to miłe urlopy......
Nie życzę mu źle , ale dobrze też nie. A Chudej tym bardziej.
Jeszcze i do nich karma wróci.
Jak widać powoli już wraca.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
