wtorek, 27 marca 2018

15. Przedświątecznie

Czas tak szybko biegnie.... Tyle co były jedne Święta , a już są kolejne . Zima też  się kończy i wiosna już prawie za  progiem....

To od bardzo dawna pierwsze Święta  , kiedy mam poczucie , że niczego nie muszę.
Na Palmową Niedzielę posprzątałam już i przystroiłam mieszkanie , z siostrą ogarnęłyśmy cmentarz ,zrobiłyśmy nową wiązankę kwiatów  , bo właśnie w niedzielę Mama miała imieniny. Święta spędzam u siostry ,więc nie mam żadnej  presji czasu. Pomagam oczywiście w tym co mogę  ale obie podchodzimy do tego ze spokojem. Kuchnia to i tak królestwo szwagra :)

Czuję tak , bo dopiero teraz czuję wewnętrzny spokój.
Kiedy mijam miejsce gdzie Struś dalej parkuje na czas pracy samochód - dojeżdża do innego miasta i zbierają  się w 5 osób ,więc  każdemu wypada  jazda  co piąty tydzień , a  swoje samochody tam właśnie zostawiają - nawet nie spoglądam w tamtą stronę.
Zdarzają się już  dni kiedy o nim nie myślę - o człowieku , który tak bardzo mnie zranił.
Oswoiłam się ze swoją samotnością , staram się żyć dla siebie. Być dla siebie dobrą. Wybaczać sobie .  Nie wiedziałam , że to wszystko taka trudna sztuka ! 
Zawsze żyłam dla kogoś , zawsze szłam na kompromisy , a tak naprawdę to wcale nie były kompromisy tylko to ja ustępowałam. Uczę się tego , dla mnie to swoista nowość.
Nie było to możliwe dopóki to właśnie we mnie tkwił żal.
Niczego z pamięci nie można wymazać, ale  można się znowu  podnieść. Pomyślałam sobie , że nie zostało mi już tak wiele życia , a na pewno zostało mi już mniej niż więcej. Żadnej sekundy  z tego co było już się nie wróci. Nie będę więc marnować czasu i energii na rozpamiętywanie.
Cieszę się , że nadchodzi wiosna , będzie nareszcie zielono , słonecznie !
Czekam na lato , na urlop, który już jest zaplanowany. Po latach znowu pojadę nad morze....
Takie niewielkie radości ....
Cieszę się , że jest ktoś dla mnie bardzo ważny , kto daje mi siłę i jest ze mną bezwarunkowo. To moja siostra. Takie moje  światełko w tunelu :)
Może kiedyś dotrę do swojego "sensu życia", ale i tak na dziś jest dobrze.

Życzę Wam spokojnych Świat !





sobota, 17 marca 2018

14. Prawie -Ekstrawagancka-wyprawa.

Zanim napiszę to co dzisiaj zamierzałam odpowiem na pytania postawione mi w ostatnim komentarzu poprzedniego wpisu
"Jakiś wolontariat ? Dzieci? Szpital, dom dziecka ?"

Chyba nie o to mi chodziło.  To są sprawy i rzeczy , które są  w moim życiu obecne , bo pomaganie innym jest dla mnie czymś normalnym. Od kiedy nie ma mamy , staram się teraz doglądać moją  Ciocię , czyli Matkę Chrzestną , która ma  lat 83 , a wujek lat 86.....  
Mamy sąsiadka jest w szpitalu , to lecę ją odwiedzić. Jestem dla każdego , kto potrzebuje pomocy , bo tak zostałam wychowana.
Poza tym przecież pracuję . To nie chodzi o zajęcie się czymś , czy o "zabicie czasu".
Być może  , kiedy moje siostrzenice wyjdą za mąż , będą miały dzieci to wtedy  odnajdę  swój sens...
Gdzieś w podświadomości jakby  na to czekam i być może to właśnie będzie to o co mi chodzi . Zobaczymy.

Od wczoraj u mnie jest totalna zima ! Od wczoraj sypie śnieg ! Trochę więc  miałam obawy , kiedy z siostrą i dziewczynami wyruszyłyśmy w drogę.  Dwa razy w roku u producenta markowego  obuwia  jest kiermasz . Trwa tylko trzy dni.  Marki takie jak  Kazar , Ochnik , Solo Femme , Ewa Minge , Makalu , Salamander....  W niewielkim pomieszczeniu  powykładane są  buty  ( jeden but do przymierzenia) , różne fasony , marki i rozmiary.  Myślę , że są to  jakieś nadwyżki , albo próbne partie ? wyprzedaż kolekcji ? I dostępne jest tylko to co jest wystawione. Trafisz na swój rozmiar i coś co ci się podoba to trzymasz buta w ręce i nie oddajesz już nikomu :) Każdy but ma kartkę z numerem ewidencyjnym . Rzadko kiedy trafiają się dwie takie same pary , czy ten sam fason i inny rozmiar.  Kiedy pojechałam tam w ubiegłym roku kupiłam 6 par  butów !  Teraz  już tylko...5 !
Buty są skórzane , naprawdę ładne i eleganckie , w normalnej sprzedaży w cenach ponad 300 PLN ! Właśnie sprawdziłam kilka cen  naszych fasonów . Nawet z rabatami ceny są niesamowite. W sklepie nigdy bym nie kupiła tak drogich butów. Bo ja za tyle to mam właśnie prawie 5 par.... :)  Niskie czarne i szare  na lato , pełne  zamszowe w cudownym  bordowym kolorze  na  wyższym słupku i z ozdobą na przodzie  , granatowe  lakierowane bez pięt  i granatowe pełne zamszowe trochę niższe .  Bordo to pełna ekstrawagancja , ale są piękne no i skoro były w moim rozmiarze ... :)   Siostra i dziewczyny też sobie nie żałowały :) Bagażnik butów :)))))
Jestem z siebie zadowolona .  Butów i torebek nigdy dosyć !







środa, 7 marca 2018

13. Trzynasty wpis

Trzynastka nie kojarzy się dobrze.
Coś w tym jest , bo dzisiaj dla mnie jest pamiętna data. Dwa lata temu udowodniłam Strusiowi i Chudej jakimi są ludźmi. Pamiętam to pamiętne popołudnie chwila po chwili i to jak się dzień zakończył.....

Dzisiaj jestem w zupełnie innym punkcie życia niż wtedy.
Żałuję jakiś kilku chwil , żałuję  oczywiście tego w większości straconego z nim czasu.
Nie żałuję , że ten pamiętny dzień miał miejsce. Dzięki temu uratowałam resztę swojego życia.
Mam pracę - jeszcze mam ,  choć dzisiaj to bardzo płynne i nigdy nie widomo  - ale to takie czasy.
Mam swoje własne  miejsce na ziemi , azyl do którego mogę wrócić i robić  co tylko chcę.
Mam jeszcze bliskich - siostrę i jej rodzinę.
Ale tak naprawdę nie mam celu. Szukam go. Szukam czegoś co da mi poczucie przyszłości, poczucia wartości tej przyszłości.  Dzisiaj żyję tylko daną chwilą . Dzisiejszym dniem.
Szukam i nie wiem nawet czego szukam...
No wiem tylko w jakim sensie  -  szukam punktu zaczepienia.

Mogę to wytłumaczyć na przykładzie tego co już było.
Kiedy dwa lata temu wszystko się posypało na przekór losowi ja miałam cel.
Było to pozbycie się Strusia i  generalny remont. Zanim go w końcu "wystawiłam"  planowałam , kupowałam , chodziłam po sklepach , oglądałam i czekałam na ten dzień . No i nadszedł. Wszystko zrobiłam i cel osiągnęłam. I znowu nastała pustka....

Potrzebuję czegoś co da mi siłę , da nadzieję...

sobota, 24 lutego 2018

12. Kiedyś przecież będzie lepiej !

Często w życiu myślałam , że przecież nie może być ciągle tylko źle - kiedyś i to "źle" musi minąć.
Jak widać w życiu  jedno mija , a inne przychodzi. Ale pomiędzy "źle" a kolejnym "źle"  bywało parę minut tego "lepiej".
Ciągle czekam jednak  na to "bardzo dobrze". Może kiedyś ? Któż to wie....

Na razie próbuję się tutaj odnaleźć , zmieniłam kolor na jaśniejszy , radośniejszy.
Bo teraz już może być tylko lepiej !

Serdecznie się uśmiałam z komentarza znajomej - jesteś sterem , żeglarzem i ... śrubokrętem  :)))
Oj tak !  Dużo potrafię sama zdziałać , przez wiele lat musiałam się nauczyć.
Uczę się do dziś nawet : )
I zaraz skojarzyło mi się to z historią tego tygodnia.

Kilka lat temu zepsuła mi się lodówko-zamrażarka .Koszt naprawy zbyt wysoki  , lepiej było kupić nową.  Oczywiście Struś miał aspiracje wysokie . Umowa była taka , że to , co dotyczy wyposażenia stałego jest moje , więc  płacę  sobie sama i jest moje.  Upatrzyliśmy sprzęt , cena , ze hohoho....
No ale trudno , lodówko-zamrażarka śliczna , pasuje i w ogóle !
Kupić jednak ten akurat model  nie tak się tak łatwo . Akurat otwierali nowy sklep. Jest jest jest !  Cóż za szczęście !
Wszystkie bajery , inox , no frost , no cudeńko. 
Działa super do dziś i mało tego , naprawdę dobrze wygląda. Do tego nadal  jest moja.

Po pół roku  na panelu wyświetlacza  pojawił się mały znaczek , a lodówka zaczęła piszczeć....
Instrukcja obsługi...Aaaa ! to filtr . Ok wymieniliśmy , ale  jakoś przycisk wyłączenia kontrolki nie wyłącza... Telefon do serwisu w fabryce . Miła Pani poinstruowała  co i jak.
I nic..... ! Po iluś próbach i kombinacjach  ...i ponad  dwóch dniach zmagań ...sukces ! I upragniona cisza  : )
Minęło pół roku....
Poprzednia kombinacja... i nic....! Może jak agregat się wyłączy ?...nic ... a może jak się włączy.... ?może z prądu.....?  nic....a może....a może....
Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces !  Oooo ! to na pewno trzeba tak i tak....!   Ufff.. pół roku spokoju.
Po pół roku okazuje się , że ta kombinacja to jest do kitu..... Kolejne kombinowanie.... Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces !  I cisza : )
No i jestem  tak po ładnych kilku latach takich kombinacji , za każdym razem okazujących się przy kolejnym razie do ... no wiecie  : )
W tym tygodniu jak policzyłam przebrnęłam przez chyba 17-tą kombinację., włączyła się z wieczora , a jakże i były  trzy noce piszczenia....Do skutku .  Sukces ! Mam pół roku ciszy  :) A ona znowu przewagę.....:)))

I już wiem dlaczego ją nazwali "Szósty zmysł"  !!!











wtorek, 20 lutego 2018

11. Podsumowanie - część ostatnia -2017 rok aż do dziś .

2017 rok  rozpoczął się spokojnie. na chwilę oczywiście.  Kiedy już powoli ochłonęłam z tego co się wydarzyło , życie jakby tylko czekało za rogiem...
Mama .... Chciałam jej uchylić nieba !  Przeżyła przecież  śmierć ukochanej wnuczki , no  i  moje rozstanie , a to wszystko ją  przygnębiło i rozsypało.
Powoli zaczęły pojawiać się symptomy choroby , która dotyka tak wielu ludzi w tym wieku. Alzheimer... Od lipca wymagała już stałej opieki i z siostrą znowu dzieliłyśmy się dyżurami i opieką nad nią.
2 września odeszła.
Była najlepszą matką na świecie....
Choć jej losy od dziecka były tragiczne , nigdy  w życiu na nic i na nikogo się nie skarżyła.
Trudno mi było znowu się pozbierać.

Mam tylko siostrę i jej rodzinę. Gdyby nie oni to nie wiem co by było.

Ale to już koniec smutków !
Mam pracę , mam siostrę , mam mieszkanie i święty spokój.
Wiem już , że nie chcę nikogo - żadnego faceta - w moim życiu.
Mogłabym - gdybym chciała .
Nie ! Nie chcę.

Robię to co chcę , kupuję co chcę i sama  o sobie decyduję.
Mam wielkie plany na wakacje i ciągle mam nadzieję na kolejne "jutro".
Chcę pisać choćby o nieciekawym życiu. Pisać jednak będę.
Myślałam , że  nie umiem ! A jednak fajnie było czytając  swojego bloga  , czytać go,  jak ciekawą książkę .
Chciałabym kiedyś tak przeczytać i  tego , którego zaczynam przecież pisać : )

niedziela, 18 lutego 2018

10. Podsumowanie - część ósma - 2016 rok



Przez jakiś czas było mi smutno , trudno i ciężko. Najgorzej było powiedzieć Mamie. Bardzo go lubiła ,cieszyła się kiedyś , że  jakoś poukładałam sobie życie... Po śmierci Młodej moja Mama zaczęła gasnąć . Wiem , że martwiła się też o mnie  i teraz też ją to dobiło.... 
Skupiłam się na niej , jakoś układałyśmy to życie razem... Po śmierci córki  przez kilka miesięcy wracałam do domu z pracy , siadałam w pokoju , włączałam tv żeby  coś grało i migało przed oczami . Nie umiałam myśleć. Nie potrafiłam nic zrobić , najprostsza rzecz była nie lada  wysiłkiem. Do tego  kolor czarny  jest  taki depresyjny , ale w zasadzie  był  wybawieniem. Nikt niczego nie miał prawa ode mnie chcieć. Jakieś sprzątanie ? pranie ? prasowanie ? Ja ?   Jakieś Święta  ?  Zorganizowała je dla wszystkich moja  siostra . Trzymałam się dzielnie , modlitwa , opłatek.... 
Dopiero kiedy usiadłam przy stole i spojrzałam na biały obrus  rozkleiłam się jak nigdy  w życiu. 
Trwałam jakby  w zawieszeniu, jakby  to wszystko co się wydarzyło było złym snem , a ja byłam jakby obok , jakbym oglądała własne  życie z lotu ptaka....
Wszystkie inne problemy zostały chwilowo zawieszone. Niby byliśmy dalej razem. 
2016 rok już od samego początku objawił się informacją , że Chuda dostała rozwód. Z orzeczeniem o jej winie -  marne pocieszenie.  
Właściwie to nawet nie chciało mi się niczego "ruszać" , raczej po prostu czekałam na koniec ze strony Strusia. Chciałam żeby jak prawdziwy facet podjął tą w końcu męską decyzję. 
Ale gdzie tam ! 
Pamiętna data 7 marca ,kiedy  przyśniła i mi się Młoda i  w tym śnie  jakby dała mi sygnał - zrób coś z tym ! Gdyby nie ten sen  pewnie trwałabym w swoim transie dalej. To dzięki niej odważyłam się zrobić ten krok i „mleko się wylało”….
Domyśliłam się , że Dzień Kobiet to taki ważny powód żeby hołubić Chudą , ale nie  konkretnie 8 marca,  bo to bardzo by było  widoczne , więc spotka się z nią  w innym terminie. Może dzień przed albo po.  Skoro miałam ten sen byłam pewna , że to ten dzień.
Pojechałam do mieszkania jego siostry. Bingo . Jego samochód , obok zaparkowany jej samochód. W oknach paliło się światło. Zapukałam…. Zdzwoniłam…Dzwoniłam dłuuuugo…..
I popłoch !  Kiedy się zorientowali , że to ja  zgasili światło i udawali że ich nie ma !  Jak małe dzieci przyłapani na gorącym uczynku.
Siedziałam  tam 4 godziny , na schodach klatki… Uprzejmie wysłałam kilka sms-ów , że tylko powiem da zdania i sobie pójdę , ale nie odpowiedział.
Miałam już dość  więc  wysłałam kolejnego , że powiadomię jego rodziców. Cisza.
Zadzwoniłam , opowiedziałam jego ojcu o zaistniałej sytuacji , powiedziałam , że to koniec. Podziękowałam za kilka lat dobrego przyjęcia mnie i wszystko inne.
Kiedy wracam do domu  zobaczyłam jego samochód zmierzający w kierunku domu, a kiedy weszłam on już był.  Nie było miło...
Tak bardzo  bałam się jak to będzie samej….
To było trudne i długie w czasie rozstanie .
Przez moment chyba byłam w stanie znowu uwierzyć i wybaczyć…
Ale szybko wróciłam na ziemię – wystarczyło kolejne drobne kłamstwo.
Myślałam , że przynajmniej stać go na rozstanie z klasą.  Naiwna….
Pomogłam  wybrać mieszkanie , czekałam aż załatwi formalności kredytowe , potem załatwi remont , w międzyczasie złamałam paskudnie rękę…Myślałam  że przynajmniej coś mi pomoże - ale się pomyliłam !  Potem były wakacje , nie miał gdzie zabrać na dwa tygodnie córkę , więc się zgodziłam…no ok….szkoda mi było dziecka.
Sama postanowiłam zrobić remont , zmienić meble , zacząć swoje życie w domu , który jak najmniej będzie przypominał o tym co było.  Poinformowałam  o swoich planach i terminach.
Niestety Struś myślał , że będzie sobie wił gniazdko dla siebie i  Chudej ,a u mnie mieszkał , miał wikt i opierunek – i jeszcze czas na randki !
Najpierw uprzedzałam , żeby po kolei zabierał swoje rzeczy – ale „nie miał czasu”. Potem ostrzegałam  że pakuję to czy tamto , żeby sobie zajrzał i wyjął co potrzebuje – bez echa. Potem sama zorganizowałam kartony wystawiałam do przedpokoju . W końcu zaczął powoli zabierać , a ja przyspieszałam tempo ! Uprałam , uprasowałam i spakowałam jeszcze wszystkie ciuchy. Resztę już wrzucałam do kartonów i walizek nie patrząc na nic. Skoro jemu nie zależało to i ja nie poczuwałam się do niczego.
Ostrzegałam , że wywożę wszystkie swoje meble . Ostatnią noc spędził w pustym pokoju śpiąc na podłodze : )  Przecież miał możliwość spać u rodziców ! No niestety mieszkanie siostry znowu zajęła siostrzenica. 
Wszystko inne co było jego wylądowało w piwnicy.
Jestem z siebie dumna , że dałam radę i  4 sierpnia zamknęłam ten etap mojego życia.
Odebrałam klucze do mojego mieszkania , zostały mu tylko klucze do piwnicy.  
Zrobiłam remont i jakoś się pozbierałam.
Została zawalona piwnica , z którą też nic się nie działo . Wysłałam w końcu sms-a z terminem do 20 października. Odpisał , że do tego czasu opróżni ją.
No i znowu niestety. Więc zmieniłam zamki. Pod koniec listopada miał niespodziankę , bo  potrzebował coś do samochodu , a tu klucze nie pasują . No była granda , ale postawiłam na swoim i w ciągu najbliższej soboty zniknęło wszystko !
Patrzyłam tylko jak przyjeżdża pusto i odjeżdża załadowany , i tak kilka razy.

Przez jakiś czas było mi smutno , trudno i ciężko. Najgorzej było powiedzieć Mamie. Bardzo go lubiła ,cieszyła się kiedyś , że  jakoś poukładałam sobie życie... Po śmierci Młodej moja Mama zaczęła gasnąć . Wiem , że martwiła się też o mnie  i teraz też ją to dobiło.... 
Skupiłam się na niej , jakoś układałyśmy to życie razem... 

sobota, 17 lutego 2018

9. Podsumowanie - część siódma - 2015 rok


2015 rok rozpoczął się wylądowaniem Młodej na koniec stycznia w  szpitalu , w stanie głębokiej śpiączki cukrzycowej… Rozpoczęła się  wtedy walka o jej życie…

Trylion innych problemów zdrowotnych  poza tym zabierał  wszystkie szanse… 

Lekarze byli bezradni . Morfina nawet nie pomagała….

Siedziałam w szpitalu całymi dniami , wracałam ostatnim autobusem, szykowałam  jeszcze „panu” obiad na następny dzień , włączałam pralkę albo prasowałam… Kładłam się do łóżka i zanim przyłożyłam głowę do poduszki – zasypiałam… Wstawałam rano do pracy , a potem biegłam do szpitala. I tak codziennie , a leżała w szpitalu  prawie  do końca marca.



I wtedy Młoda wróciła do domu. Z jednej strony radość, z drugiej stan wymagający ciągłej opieki.

Gdyby nie pomoc mojej siostry nie wiem jak by było….

A było ciężko…..

Na zmianę z moją siostrą i z Miśkiem opiekowaliśmy się Młodą .

Spałam u niej , a do swojego domu tylko czasem zaglądałam jak Misiek zostawał u Młodej i mnie zmieniał . Tylko siostra z siostrzenicami zaglądały kiedy ja i Misiek pracowaliśmy.

Wszystko inne miałam  gdzieś. Czasami nawet nie odbierałam telefonu od Strusia…





Do tego  ta jego postawa…

Podziwiam siebie , że to wytrwałam i podziwiam jego za to jak potrafił    m n i e   wpędzać w poczucie winy za swoje wyczyny !

Już w kwietniu byłam gotowa  na rozstanie , podjęłam jakąś próbę , a  jednak nie wyszło....Chciałam rozstać się tak normalnie , jak dorośli i normalni ludzie.  I tak to już nie miało racji bytu , ale  dzisiaj widzę , że coś go powstrzymywało . Myślę   , że  był to tylko brak  miejsca do zamieszkania , bo jego siostra  akurat przyleciała do Polski i korzystała ze swojego mieszkania, a potem jeszcze jej córka , bo długo wtedy była w akurat w Polsce - no i lokum zajęte ! Nie miałam ani głowy do tego , ani siły na dyskusje z nim , żeby to jakoś zakończyć. Żeby kogoś wyrzucić to trzeba mu przysłowiowo i realnie spakować walizki. Tylko  kiedy  miałam to zrobić?

Dzisiaj żal mi samej siebie . Byłam jak zranione zwierzę w potrzasku. Już nie widziałam szans posklejania  tego pożal się związku , ani  nie widziałam szybkiej możliwości jakiegoś normalnego zakończenia. Nie potrafiłam nawet się skupić , żeby coś wymyślić.



Wtedy już liczyła się tylko Młoda , a moje życie było jakimś transem , a ja robotem….

To trudne kawałki do czytania…. 

Sytuacja z Młodą była jednak priorytetem…. Ten rok bardzo „bolał w czytaniu”….

Pomimo ciężkiego stanu  była dzielna . Najpierw zaczęła znowu siadać , potem  wstawała i zaczęła chodzić z pomocą balkoniku, aż powoli  zaczęła sama chodzić , oczywiście tylko w domu. Śmiałyśmy się , że chodzi „ jak kaczuszka”  , ale znowu chodziła ! , choć każdy krok sprawiał ogromny ból.

Nikt nie chciał się podjąć operacji w takim stanie …. Niby miałyśmy zamówioną wizytę  i kolejkę na wrzesień… 

Tak chciała żyć dopóki miała nadzieję!  Potem , gdzieś od maja  traciła już wiarę , że będzie lepiej. Myślę , że się domyślała, że to już nie realne.. , że jej operacji nie da się wykonać. Nie u niej…. Nie w takim stanie.

No i w czerwcu  kolejny pobyt w szpitalu. To było gorące i ciężkie lato. Brak miejsc. Inny szpital. No trudno . Ciężki stan , z poprzedniej hiperglikemii tym razem hipoglikemia…żółtaczka , leki uszkodziły wątrobę … Pierwszego dnia nakrzyczałam na lekarza  i personel.    Okazało się , że to ordynator…..  Wysłuchał, zrozumiał skąd moje nerwy  i jakie mam uwagi do sposobu opieki – specyficznego dla osoby w takim stanie. Wydał stosowne rozporządzenie i zapis  wymagań  w karcie pacjenta.  

Choć „uboższy” szpital  to  lekarze i personel  przynajmniej okazali się  bardziej przyjaźni . Wkrótce nikt nie miał do mnie żalu o to ,  co walczyłam tego pierwszego dnia .

To ten lekarz szedł na każde ustępstwa , żeby jej nie męczyć , to on stanął na wysokości zadania. To właśnie  ten lekarz któregoś dnia powiedział mi „Proszę Pani , ona już  takiego kolejnego  razu nie przetrzyma”.

Niby wiedziałam , niby już mi mówiono coś podobnego . Ale nie Młoda ! nie teraz! 

Takie myślenie matki nie dopuszczało takich myśli.



Młoda w lipcu wróciła do domu.  Miałam  dwa tygodnie urlopu , spędziłam go w dużej mierze z nią.

„Mamusiu kocham Cię” padło przez ten rok  tyle razy…. „Mamuniu misiuniu” – mówiła do mnie….

Przestałam pisać.

Wpis na blogu dopiero  z początku września.

Dwa krótkie zdania… Patrzyłam na nie i nie potrafiłam usunąć , łzy same płynęły…. Dlatego go tu wklejam…



Moja córeczka..... 

30.08.2015 o godz. 21.30     odeszła na zawsze.... 







Dopiero  dwa dni przed Świętem zmarłych powiadomiłam jej ojca.

I nie była to spokojna rozmowa. Wystarczy przytoczyć jedno zdanie kiedy miał do mnie pretensje , że go nie powiadomiłam – „A gdzie byłeś przez 32 lata JEJ  ŻYCIA ???!”



Jeszcze w tym samym roku , 20 grudnia zmarł .

Jej ojciec, a mój były mąż.