Czas tak szybko biegnie.... Tyle co były jedne Święta , a już są kolejne . Zima też się kończy i wiosna już prawie za progiem....
To od bardzo dawna pierwsze Święta , kiedy mam poczucie , że niczego nie muszę.
Na Palmową Niedzielę posprzątałam już i przystroiłam mieszkanie , z siostrą ogarnęłyśmy cmentarz ,zrobiłyśmy nową wiązankę kwiatów , bo właśnie w niedzielę Mama miała imieniny. Święta spędzam u siostry ,więc nie mam żadnej presji czasu. Pomagam oczywiście w tym co mogę ale obie podchodzimy do tego ze spokojem. Kuchnia to i tak królestwo szwagra :)
Czuję tak , bo dopiero teraz czuję wewnętrzny spokój.
Kiedy mijam miejsce gdzie Struś dalej parkuje na czas pracy samochód - dojeżdża do innego miasta i zbierają się w 5 osób ,więc każdemu wypada jazda co piąty tydzień , a swoje samochody tam właśnie zostawiają - nawet nie spoglądam w tamtą stronę.
Zdarzają się już dni kiedy o nim nie myślę - o człowieku , który tak bardzo mnie zranił.
Oswoiłam się ze swoją samotnością , staram się żyć dla siebie. Być dla siebie dobrą. Wybaczać sobie . Nie wiedziałam , że to wszystko taka trudna sztuka !
Zawsze żyłam dla kogoś , zawsze szłam na kompromisy , a tak naprawdę to wcale nie były kompromisy tylko to ja ustępowałam. Uczę się tego , dla mnie to swoista nowość.
Nie było to możliwe dopóki to właśnie we mnie tkwił żal.
Niczego z pamięci nie można wymazać, ale można się znowu podnieść. Pomyślałam sobie , że nie zostało mi już tak wiele życia , a na pewno zostało mi już mniej niż więcej. Żadnej sekundy z tego co było już się nie wróci. Nie będę więc marnować czasu i energii na rozpamiętywanie.
Cieszę się , że nadchodzi wiosna , będzie nareszcie zielono , słonecznie !
Czekam na lato , na urlop, który już jest zaplanowany. Po latach znowu pojadę nad morze....
Takie niewielkie radości ....
Cieszę się , że jest ktoś dla mnie bardzo ważny , kto daje mi siłę i jest ze mną bezwarunkowo. To moja siostra. Takie moje światełko w tunelu :)
Może kiedyś dotrę do swojego "sensu życia", ale i tak na dziś jest dobrze.
Życzę Wam spokojnych Świat !
wtorek, 27 marca 2018
sobota, 17 marca 2018
14. Prawie -Ekstrawagancka-wyprawa.
Zanim napiszę to co dzisiaj zamierzałam odpowiem na pytania postawione mi w ostatnim komentarzu poprzedniego wpisu
"Jakiś wolontariat ? Dzieci? Szpital, dom dziecka ?"
Chyba nie o to mi chodziło. To są sprawy i rzeczy , które są w moim życiu obecne , bo pomaganie innym jest dla mnie czymś normalnym. Od kiedy nie ma mamy , staram się teraz doglądać moją Ciocię , czyli Matkę Chrzestną , która ma lat 83 , a wujek lat 86.....
Mamy sąsiadka jest w szpitalu , to lecę ją odwiedzić. Jestem dla każdego , kto potrzebuje pomocy , bo tak zostałam wychowana.
Poza tym przecież pracuję . To nie chodzi o zajęcie się czymś , czy o "zabicie czasu".
Być może , kiedy moje siostrzenice wyjdą za mąż , będą miały dzieci to wtedy odnajdę swój sens...
Gdzieś w podświadomości jakby na to czekam i być może to właśnie będzie to o co mi chodzi . Zobaczymy.
Od wczoraj u mnie jest totalna zima ! Od wczoraj sypie śnieg ! Trochę więc miałam obawy , kiedy z siostrą i dziewczynami wyruszyłyśmy w drogę. Dwa razy w roku u producenta markowego obuwia jest kiermasz . Trwa tylko trzy dni. Marki takie jak Kazar , Ochnik , Solo Femme , Ewa Minge , Makalu , Salamander.... W niewielkim pomieszczeniu powykładane są buty ( jeden but do przymierzenia) , różne fasony , marki i rozmiary. Myślę , że są to jakieś nadwyżki , albo próbne partie ? wyprzedaż kolekcji ? I dostępne jest tylko to co jest wystawione. Trafisz na swój rozmiar i coś co ci się podoba to trzymasz buta w ręce i nie oddajesz już nikomu :) Każdy but ma kartkę z numerem ewidencyjnym . Rzadko kiedy trafiają się dwie takie same pary , czy ten sam fason i inny rozmiar. Kiedy pojechałam tam w ubiegłym roku kupiłam 6 par butów ! Teraz już tylko...5 !
Buty są skórzane , naprawdę ładne i eleganckie , w normalnej sprzedaży w cenach ponad 300 PLN ! Właśnie sprawdziłam kilka cen naszych fasonów . Nawet z rabatami ceny są niesamowite. W sklepie nigdy bym nie kupiła tak drogich butów. Bo ja za tyle to mam właśnie prawie 5 par.... :) Niskie czarne i szare na lato , pełne zamszowe w cudownym bordowym kolorze na wyższym słupku i z ozdobą na przodzie , granatowe lakierowane bez pięt i granatowe pełne zamszowe trochę niższe . Bordo to pełna ekstrawagancja , ale są piękne no i skoro były w moim rozmiarze ... :) Siostra i dziewczyny też sobie nie żałowały :) Bagażnik butów :)))))
Jestem z siebie zadowolona . Butów i torebek nigdy dosyć !
"Jakiś wolontariat ? Dzieci? Szpital, dom dziecka ?"
Chyba nie o to mi chodziło. To są sprawy i rzeczy , które są w moim życiu obecne , bo pomaganie innym jest dla mnie czymś normalnym. Od kiedy nie ma mamy , staram się teraz doglądać moją Ciocię , czyli Matkę Chrzestną , która ma lat 83 , a wujek lat 86.....
Mamy sąsiadka jest w szpitalu , to lecę ją odwiedzić. Jestem dla każdego , kto potrzebuje pomocy , bo tak zostałam wychowana.
Poza tym przecież pracuję . To nie chodzi o zajęcie się czymś , czy o "zabicie czasu".
Być może , kiedy moje siostrzenice wyjdą za mąż , będą miały dzieci to wtedy odnajdę swój sens...
Gdzieś w podświadomości jakby na to czekam i być może to właśnie będzie to o co mi chodzi . Zobaczymy.
Od wczoraj u mnie jest totalna zima ! Od wczoraj sypie śnieg ! Trochę więc miałam obawy , kiedy z siostrą i dziewczynami wyruszyłyśmy w drogę. Dwa razy w roku u producenta markowego obuwia jest kiermasz . Trwa tylko trzy dni. Marki takie jak Kazar , Ochnik , Solo Femme , Ewa Minge , Makalu , Salamander.... W niewielkim pomieszczeniu powykładane są buty ( jeden but do przymierzenia) , różne fasony , marki i rozmiary. Myślę , że są to jakieś nadwyżki , albo próbne partie ? wyprzedaż kolekcji ? I dostępne jest tylko to co jest wystawione. Trafisz na swój rozmiar i coś co ci się podoba to trzymasz buta w ręce i nie oddajesz już nikomu :) Każdy but ma kartkę z numerem ewidencyjnym . Rzadko kiedy trafiają się dwie takie same pary , czy ten sam fason i inny rozmiar. Kiedy pojechałam tam w ubiegłym roku kupiłam 6 par butów ! Teraz już tylko...5 !
Buty są skórzane , naprawdę ładne i eleganckie , w normalnej sprzedaży w cenach ponad 300 PLN ! Właśnie sprawdziłam kilka cen naszych fasonów . Nawet z rabatami ceny są niesamowite. W sklepie nigdy bym nie kupiła tak drogich butów. Bo ja za tyle to mam właśnie prawie 5 par.... :) Niskie czarne i szare na lato , pełne zamszowe w cudownym bordowym kolorze na wyższym słupku i z ozdobą na przodzie , granatowe lakierowane bez pięt i granatowe pełne zamszowe trochę niższe . Bordo to pełna ekstrawagancja , ale są piękne no i skoro były w moim rozmiarze ... :) Siostra i dziewczyny też sobie nie żałowały :) Bagażnik butów :)))))
Jestem z siebie zadowolona . Butów i torebek nigdy dosyć !
środa, 7 marca 2018
13. Trzynasty wpis
Trzynastka nie kojarzy się dobrze.
Coś w tym jest , bo dzisiaj dla mnie jest pamiętna data. Dwa lata temu udowodniłam Strusiowi i Chudej jakimi są ludźmi. Pamiętam to pamiętne popołudnie chwila po chwili i to jak się dzień zakończył.....
Dzisiaj jestem w zupełnie innym punkcie życia niż wtedy.
Żałuję jakiś kilku chwil , żałuję oczywiście tego w większości straconego z nim czasu.
Nie żałuję , że ten pamiętny dzień miał miejsce. Dzięki temu uratowałam resztę swojego życia.
Mam pracę - jeszcze mam , choć dzisiaj to bardzo płynne i nigdy nie widomo - ale to takie czasy.
Mam swoje własne miejsce na ziemi , azyl do którego mogę wrócić i robić co tylko chcę.
Mam jeszcze bliskich - siostrę i jej rodzinę.
Ale tak naprawdę nie mam celu. Szukam go. Szukam czegoś co da mi poczucie przyszłości, poczucia wartości tej przyszłości. Dzisiaj żyję tylko daną chwilą . Dzisiejszym dniem.
Szukam i nie wiem nawet czego szukam...
No wiem tylko w jakim sensie - szukam punktu zaczepienia.
Mogę to wytłumaczyć na przykładzie tego co już było.
Kiedy dwa lata temu wszystko się posypało na przekór losowi ja miałam cel.
Było to pozbycie się Strusia i generalny remont. Zanim go w końcu "wystawiłam" planowałam , kupowałam , chodziłam po sklepach , oglądałam i czekałam na ten dzień . No i nadszedł. Wszystko zrobiłam i cel osiągnęłam. I znowu nastała pustka....
Potrzebuję czegoś co da mi siłę , da nadzieję...
Coś w tym jest , bo dzisiaj dla mnie jest pamiętna data. Dwa lata temu udowodniłam Strusiowi i Chudej jakimi są ludźmi. Pamiętam to pamiętne popołudnie chwila po chwili i to jak się dzień zakończył.....
Dzisiaj jestem w zupełnie innym punkcie życia niż wtedy.
Żałuję jakiś kilku chwil , żałuję oczywiście tego w większości straconego z nim czasu.
Nie żałuję , że ten pamiętny dzień miał miejsce. Dzięki temu uratowałam resztę swojego życia.
Mam pracę - jeszcze mam , choć dzisiaj to bardzo płynne i nigdy nie widomo - ale to takie czasy.
Mam swoje własne miejsce na ziemi , azyl do którego mogę wrócić i robić co tylko chcę.
Mam jeszcze bliskich - siostrę i jej rodzinę.
Ale tak naprawdę nie mam celu. Szukam go. Szukam czegoś co da mi poczucie przyszłości, poczucia wartości tej przyszłości. Dzisiaj żyję tylko daną chwilą . Dzisiejszym dniem.
Szukam i nie wiem nawet czego szukam...
No wiem tylko w jakim sensie - szukam punktu zaczepienia.
Mogę to wytłumaczyć na przykładzie tego co już było.
Kiedy dwa lata temu wszystko się posypało na przekór losowi ja miałam cel.
Było to pozbycie się Strusia i generalny remont. Zanim go w końcu "wystawiłam" planowałam , kupowałam , chodziłam po sklepach , oglądałam i czekałam na ten dzień . No i nadszedł. Wszystko zrobiłam i cel osiągnęłam. I znowu nastała pustka....
Potrzebuję czegoś co da mi siłę , da nadzieję...
sobota, 24 lutego 2018
12. Kiedyś przecież będzie lepiej !
Często w życiu myślałam , że przecież nie może być ciągle tylko źle - kiedyś i to "źle" musi minąć.
Jak widać w życiu jedno mija , a inne przychodzi. Ale pomiędzy "źle" a kolejnym "źle" bywało parę minut tego "lepiej".
Ciągle czekam jednak na to "bardzo dobrze". Może kiedyś ? Któż to wie....
Na razie próbuję się tutaj odnaleźć , zmieniłam kolor na jaśniejszy , radośniejszy.
Bo teraz już może być tylko lepiej !
Serdecznie się uśmiałam z komentarza znajomej - jesteś sterem , żeglarzem i ... śrubokrętem :)))
Oj tak ! Dużo potrafię sama zdziałać , przez wiele lat musiałam się nauczyć.
Uczę się do dziś nawet : )
I zaraz skojarzyło mi się to z historią tego tygodnia.
Kilka lat temu zepsuła mi się lodówko-zamrażarka .Koszt naprawy zbyt wysoki , lepiej było kupić nową. Oczywiście Struś miał aspiracje wysokie . Umowa była taka , że to , co dotyczy wyposażenia stałego jest moje , więc płacę sobie sama i jest moje. Upatrzyliśmy sprzęt , cena , ze hohoho....
No ale trudno , lodówko-zamrażarka śliczna , pasuje i w ogóle !
Kupić jednak ten akurat model nie tak się tak łatwo . Akurat otwierali nowy sklep. Jest jest jest ! Cóż za szczęście !
Wszystkie bajery , inox , no frost , no cudeńko.
Działa super do dziś i mało tego , naprawdę dobrze wygląda. Do tego nadal jest moja.
Po pół roku na panelu wyświetlacza pojawił się mały znaczek , a lodówka zaczęła piszczeć....
Instrukcja obsługi...Aaaa ! to filtr . Ok wymieniliśmy , ale jakoś przycisk wyłączenia kontrolki nie wyłącza... Telefon do serwisu w fabryce . Miła Pani poinstruowała co i jak.
I nic..... ! Po iluś próbach i kombinacjach ...i ponad dwóch dniach zmagań ...sukces ! I upragniona cisza : )
Minęło pół roku....
Poprzednia kombinacja... i nic....! Może jak agregat się wyłączy ?...nic ... a może jak się włączy.... ?może z prądu.....? nic....a może....a może....
Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces ! Oooo ! to na pewno trzeba tak i tak....! Ufff.. pół roku spokoju.
Po pół roku okazuje się , że ta kombinacja to jest do kitu..... Kolejne kombinowanie.... Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces ! I cisza : )
No i jestem tak po ładnych kilku latach takich kombinacji , za każdym razem okazujących się przy kolejnym razie do ... no wiecie : )
W tym tygodniu jak policzyłam przebrnęłam przez chyba 17-tą kombinację., włączyła się z wieczora , a jakże i były trzy noce piszczenia....Do skutku . Sukces ! Mam pół roku ciszy :) A ona znowu przewagę.....:)))
I już wiem dlaczego ją nazwali "Szósty zmysł" !!!
Jak widać w życiu jedno mija , a inne przychodzi. Ale pomiędzy "źle" a kolejnym "źle" bywało parę minut tego "lepiej".
Ciągle czekam jednak na to "bardzo dobrze". Może kiedyś ? Któż to wie....
Na razie próbuję się tutaj odnaleźć , zmieniłam kolor na jaśniejszy , radośniejszy.
Bo teraz już może być tylko lepiej !
Serdecznie się uśmiałam z komentarza znajomej - jesteś sterem , żeglarzem i ... śrubokrętem :)))
Oj tak ! Dużo potrafię sama zdziałać , przez wiele lat musiałam się nauczyć.
Uczę się do dziś nawet : )
I zaraz skojarzyło mi się to z historią tego tygodnia.
Kilka lat temu zepsuła mi się lodówko-zamrażarka .Koszt naprawy zbyt wysoki , lepiej było kupić nową. Oczywiście Struś miał aspiracje wysokie . Umowa była taka , że to , co dotyczy wyposażenia stałego jest moje , więc płacę sobie sama i jest moje. Upatrzyliśmy sprzęt , cena , ze hohoho....
No ale trudno , lodówko-zamrażarka śliczna , pasuje i w ogóle !
Kupić jednak ten akurat model nie tak się tak łatwo . Akurat otwierali nowy sklep. Jest jest jest ! Cóż za szczęście !
Wszystkie bajery , inox , no frost , no cudeńko.
Działa super do dziś i mało tego , naprawdę dobrze wygląda. Do tego nadal jest moja.
Po pół roku na panelu wyświetlacza pojawił się mały znaczek , a lodówka zaczęła piszczeć....
Instrukcja obsługi...Aaaa ! to filtr . Ok wymieniliśmy , ale jakoś przycisk wyłączenia kontrolki nie wyłącza... Telefon do serwisu w fabryce . Miła Pani poinstruowała co i jak.
I nic..... ! Po iluś próbach i kombinacjach ...i ponad dwóch dniach zmagań ...sukces ! I upragniona cisza : )
Minęło pół roku....
Poprzednia kombinacja... i nic....! Może jak agregat się wyłączy ?...nic ... a może jak się włączy.... ?może z prądu.....? nic....a może....a może....
Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces ! Oooo ! to na pewno trzeba tak i tak....! Ufff.. pół roku spokoju.
Po pół roku okazuje się , że ta kombinacja to jest do kitu..... Kolejne kombinowanie.... Po jakiś dwóch dniach kombinowania ... sukces ! I cisza : )
No i jestem tak po ładnych kilku latach takich kombinacji , za każdym razem okazujących się przy kolejnym razie do ... no wiecie : )
W tym tygodniu jak policzyłam przebrnęłam przez chyba 17-tą kombinację., włączyła się z wieczora , a jakże i były trzy noce piszczenia....Do skutku . Sukces ! Mam pół roku ciszy :) A ona znowu przewagę.....:)))
I już wiem dlaczego ją nazwali "Szósty zmysł" !!!
wtorek, 20 lutego 2018
11. Podsumowanie - część ostatnia -2017 rok aż do dziś .
2017 rok rozpoczął się spokojnie. na chwilę oczywiście. Kiedy już powoli ochłonęłam z tego co się wydarzyło , życie jakby tylko czekało za rogiem...
Mama .... Chciałam jej uchylić nieba ! Przeżyła przecież śmierć ukochanej wnuczki , no i moje rozstanie , a to wszystko ją przygnębiło i rozsypało.
Powoli zaczęły pojawiać się symptomy choroby , która dotyka tak wielu ludzi w tym wieku. Alzheimer... Od lipca wymagała już stałej opieki i z siostrą znowu dzieliłyśmy się dyżurami i opieką nad nią.
2 września odeszła.
Była najlepszą matką na świecie....
Choć jej losy od dziecka były tragiczne , nigdy w życiu na nic i na nikogo się nie skarżyła.
Trudno mi było znowu się pozbierać.
Mam tylko siostrę i jej rodzinę. Gdyby nie oni to nie wiem co by było.
Ale to już koniec smutków !
Mam pracę , mam siostrę , mam mieszkanie i święty spokój.
Wiem już , że nie chcę nikogo - żadnego faceta - w moim życiu.
Mogłabym - gdybym chciała .
Nie ! Nie chcę.
Robię to co chcę , kupuję co chcę i sama o sobie decyduję.
Mam wielkie plany na wakacje i ciągle mam nadzieję na kolejne "jutro".
Chcę pisać choćby o nieciekawym życiu. Pisać jednak będę.
Myślałam , że nie umiem ! A jednak fajnie było czytając swojego bloga , czytać go, jak ciekawą książkę .
Chciałabym kiedyś tak przeczytać i tego , którego zaczynam przecież pisać : )
Mama .... Chciałam jej uchylić nieba ! Przeżyła przecież śmierć ukochanej wnuczki , no i moje rozstanie , a to wszystko ją przygnębiło i rozsypało.
Powoli zaczęły pojawiać się symptomy choroby , która dotyka tak wielu ludzi w tym wieku. Alzheimer... Od lipca wymagała już stałej opieki i z siostrą znowu dzieliłyśmy się dyżurami i opieką nad nią.
2 września odeszła.
Była najlepszą matką na świecie....
Choć jej losy od dziecka były tragiczne , nigdy w życiu na nic i na nikogo się nie skarżyła.
Trudno mi było znowu się pozbierać.
Mam tylko siostrę i jej rodzinę. Gdyby nie oni to nie wiem co by było.
Ale to już koniec smutków !
Mam pracę , mam siostrę , mam mieszkanie i święty spokój.
Wiem już , że nie chcę nikogo - żadnego faceta - w moim życiu.
Mogłabym - gdybym chciała .
Nie ! Nie chcę.
Robię to co chcę , kupuję co chcę i sama o sobie decyduję.
Mam wielkie plany na wakacje i ciągle mam nadzieję na kolejne "jutro".
Chcę pisać choćby o nieciekawym życiu. Pisać jednak będę.
Myślałam , że nie umiem ! A jednak fajnie było czytając swojego bloga , czytać go, jak ciekawą książkę .
Chciałabym kiedyś tak przeczytać i tego , którego zaczynam przecież pisać : )
niedziela, 18 lutego 2018
10. Podsumowanie - część ósma - 2016 rok
Przez jakiś czas było mi smutno , trudno i ciężko. Najgorzej
było powiedzieć Mamie. Bardzo go lubiła ,cieszyła się kiedyś , że jakoś
poukładałam sobie życie... Po śmierci Młodej moja Mama zaczęła gasnąć . Wiem ,
że martwiła się też o mnie i teraz też ją to dobiło....
Skupiłam się na niej , jakoś układałyśmy to życie razem... Po śmierci córki przez
kilka miesięcy wracałam do domu z pracy , siadałam w pokoju , włączałam tv
żeby coś grało i migało przed oczami . Nie umiałam myśleć. Nie potrafiłam
nic zrobić , najprostsza rzecz była nie lada wysiłkiem. Do tego
kolor czarny jest taki depresyjny , ale w zasadzie był
wybawieniem. Nikt niczego nie miał prawa ode mnie chcieć. Jakieś sprzątanie ?
pranie ? prasowanie ? Ja ? Jakieś Święta ? Zorganizowała je
dla wszystkich moja siostra . Trzymałam się dzielnie , modlitwa ,
opłatek.... Trwałam jakby w zawieszeniu, jakby to wszystko co się wydarzyło było złym snem , a ja byłam jakby obok , jakbym oglądała własne życie z lotu ptaka....
Wszystkie inne problemy zostały chwilowo zawieszone. Niby byliśmy dalej razem.
2016 rok już od samego początku objawił się informacją , że Chuda dostała rozwód. Z orzeczeniem o jej winie - marne pocieszenie.
Właściwie to nawet nie chciało mi się niczego "ruszać" , raczej po prostu czekałam na koniec ze strony Strusia. Chciałam żeby jak prawdziwy facet podjął tą w końcu męską decyzję.
Ale gdzie tam !
Pamiętna data 7 marca ,kiedy przyśniła i mi się Młoda i w tym śnie jakby dała mi sygnał - zrób coś z tym ! Gdyby nie ten sen pewnie trwałabym w swoim transie dalej. To dzięki niej odważyłam się zrobić ten krok i „mleko się wylało”….
Domyśliłam się , że Dzień Kobiet to taki ważny powód żeby hołubić Chudą , ale nie konkretnie 8 marca, bo to bardzo by było widoczne , więc spotka się z nią w innym terminie. Może dzień przed albo po. Skoro miałam ten sen byłam pewna , że to ten dzień.
Pojechałam do mieszkania jego siostry. Bingo . Jego samochód , obok zaparkowany jej samochód. W oknach paliło się światło. Zapukałam…. Zdzwoniłam…Dzwoniłam dłuuuugo…..
I popłoch ! Kiedy się zorientowali , że to ja zgasili światło i udawali że ich nie ma ! Jak małe dzieci przyłapani na gorącym uczynku.
Siedziałam tam 4 godziny , na schodach klatki… Uprzejmie wysłałam kilka sms-ów , że tylko powiem da zdania i sobie pójdę , ale nie odpowiedział.
Miałam już dość więc wysłałam kolejnego , że powiadomię jego rodziców. Cisza.
Zadzwoniłam , opowiedziałam jego ojcu o zaistniałej sytuacji , powiedziałam , że to koniec. Podziękowałam za kilka lat dobrego przyjęcia mnie i wszystko inne.
Kiedy wracam do domu zobaczyłam jego samochód zmierzający w kierunku domu, a kiedy weszłam on już był. Nie było miło...
Tak bardzo bałam się jak to będzie samej….
To było trudne i długie w czasie rozstanie .
Przez moment chyba byłam w stanie znowu uwierzyć i wybaczyć…
Ale szybko wróciłam na ziemię – wystarczyło kolejne drobne kłamstwo.
Myślałam , że przynajmniej stać go na rozstanie z klasą. Naiwna….
Pomogłam wybrać mieszkanie , czekałam aż załatwi formalności kredytowe , potem załatwi remont , w międzyczasie złamałam paskudnie rękę…Myślałam że przynajmniej coś mi pomoże - ale się pomyliłam ! Potem były wakacje , nie miał gdzie zabrać na dwa tygodnie córkę , więc się zgodziłam…no ok….szkoda mi było dziecka.
Sama postanowiłam zrobić remont , zmienić meble , zacząć swoje życie w domu , który jak najmniej będzie przypominał o tym co było. Poinformowałam o swoich planach i terminach.
Niestety Struś myślał , że będzie sobie wił gniazdko dla siebie i Chudej ,a u mnie mieszkał , miał wikt i opierunek – i jeszcze czas na randki !
Najpierw uprzedzałam , żeby po kolei zabierał swoje rzeczy – ale „nie miał czasu”. Potem ostrzegałam że pakuję to czy tamto , żeby sobie zajrzał i wyjął co potrzebuje – bez echa. Potem sama zorganizowałam kartony wystawiałam do przedpokoju . W końcu zaczął powoli zabierać , a ja przyspieszałam tempo ! Uprałam , uprasowałam i spakowałam jeszcze wszystkie ciuchy. Resztę już wrzucałam do kartonów i walizek nie patrząc na nic. Skoro jemu nie zależało to i ja nie poczuwałam się do niczego.
Ostrzegałam , że wywożę wszystkie swoje meble . Ostatnią noc spędził w pustym pokoju śpiąc na podłodze : ) Przecież miał możliwość spać u rodziców ! No niestety mieszkanie siostry znowu zajęła siostrzenica.
Wszystko inne co było jego wylądowało w piwnicy.
Jestem z siebie dumna , że dałam radę i 4 sierpnia zamknęłam ten etap mojego życia.
Odebrałam klucze do mojego mieszkania , zostały mu tylko klucze do piwnicy.
Zrobiłam remont i jakoś się pozbierałam.
Została zawalona piwnica , z którą też nic się nie działo . Wysłałam w końcu sms-a z terminem do 20 października. Odpisał , że do tego czasu opróżni ją.
No i znowu niestety. Więc zmieniłam zamki. Pod koniec listopada miał niespodziankę , bo potrzebował coś do samochodu , a tu klucze nie pasują . No była granda , ale postawiłam na swoim i w ciągu najbliższej soboty zniknęło wszystko !
Patrzyłam tylko jak przyjeżdża pusto i odjeżdża załadowany , i tak kilka razy.
Przez jakiś czas było mi smutno , trudno i ciężko. Najgorzej
było powiedzieć Mamie. Bardzo go lubiła ,cieszyła się kiedyś , że jakoś
poukładałam sobie życie... Po śmierci Młodej moja Mama zaczęła gasnąć . Wiem ,
że martwiła się też o mnie i teraz też ją to dobiło....
Skupiłam się na niej , jakoś układałyśmy to życie razem... sobota, 17 lutego 2018
9. Podsumowanie - część siódma - 2015 rok
2015 rok rozpoczął się wylądowaniem Młodej na koniec
stycznia w szpitalu , w stanie głębokiej
śpiączki cukrzycowej… Rozpoczęła się wtedy walka o jej życie…
Trylion innych problemów zdrowotnych poza tym zabierał wszystkie szanse…
Lekarze byli bezradni . Morfina nawet nie pomagała….
Siedziałam w szpitalu całymi dniami , wracałam ostatnim
autobusem, szykowałam jeszcze „panu”
obiad na następny dzień , włączałam pralkę albo prasowałam… Kładłam się do
łóżka i zanim przyłożyłam głowę do poduszki – zasypiałam… Wstawałam rano do
pracy , a potem biegłam do szpitala. I tak codziennie , a leżała w
szpitalu prawie do końca marca.
I wtedy Młoda wróciła do domu. Z jednej strony radość, z
drugiej stan wymagający ciągłej opieki.
Gdyby nie pomoc mojej siostry nie wiem jak by było….
A było ciężko…..
Na zmianę z moją siostrą i z Miśkiem opiekowaliśmy się Młodą
.
Spałam u niej , a do swojego domu tylko czasem zaglądałam jak
Misiek zostawał u Młodej i mnie zmieniał . Tylko siostra z siostrzenicami
zaglądały kiedy ja i Misiek pracowaliśmy.
Wszystko inne miałam gdzieś. Czasami nawet nie odbierałam telefonu
od Strusia…
Do tego ta jego
postawa…
Podziwiam siebie , że to wytrwałam i podziwiam jego za to
jak potrafił m n i e wpędzać w poczucie winy za swoje wyczyny !
Już w kwietniu byłam gotowa
na rozstanie , podjęłam jakąś próbę , a
jednak nie wyszło....Chciałam rozstać się tak normalnie , jak dorośli i
normalni ludzie. I tak to już nie miało
racji bytu , ale dzisiaj widzę , że coś
go powstrzymywało . Myślę , że był to tylko brak miejsca do zamieszkania , bo jego siostra akurat przyleciała do Polski i korzystała ze
swojego mieszkania, a potem jeszcze jej córka , bo długo wtedy była w akurat w
Polsce - no i lokum zajęte ! Nie miałam ani głowy do tego , ani siły na
dyskusje z nim , żeby to jakoś zakończyć. Żeby kogoś wyrzucić to trzeba mu
przysłowiowo i realnie spakować walizki. Tylko
kiedy miałam to zrobić?
Dzisiaj żal mi samej siebie . Byłam jak zranione zwierzę w
potrzasku. Już nie widziałam szans posklejania
tego pożal się związku , ani nie
widziałam szybkiej możliwości jakiegoś normalnego zakończenia. Nie potrafiłam nawet
się skupić , żeby coś wymyślić.
Wtedy już liczyła się tylko Młoda , a moje życie było jakimś
transem , a ja robotem….
To trudne kawałki do czytania….
Sytuacja z Młodą była jednak priorytetem…. Ten rok bardzo
„bolał w czytaniu”….
Pomimo ciężkiego stanu
była dzielna . Najpierw zaczęła znowu siadać , potem wstawała i zaczęła chodzić z pomocą
balkoniku, aż powoli zaczęła sama chodzić
, oczywiście tylko w domu. Śmiałyśmy się , że chodzi „ jak kaczuszka” , ale znowu chodziła ! , choć każdy krok
sprawiał ogromny ból.
Nikt nie chciał się podjąć operacji w takim stanie …. Niby
miałyśmy zamówioną wizytę i kolejkę na
wrzesień…
Tak chciała żyć dopóki miała nadzieję! Potem , gdzieś od maja traciła już wiarę , że będzie lepiej. Myślę ,
że się domyślała, że to już nie realne.. , że jej operacji nie da się wykonać.
Nie u niej…. Nie w takim stanie.
No i w czerwcu
kolejny pobyt w szpitalu. To było gorące i ciężkie lato. Brak miejsc.
Inny szpital. No trudno . Ciężki stan , z poprzedniej hiperglikemii tym razem
hipoglikemia…żółtaczka , leki uszkodziły wątrobę … Pierwszego dnia nakrzyczałam
na lekarza i personel. Okazało się , że to ordynator….. Wysłuchał, zrozumiał skąd moje nerwy i jakie mam uwagi do sposobu opieki –
specyficznego dla osoby w takim stanie. Wydał stosowne rozporządzenie i
zapis wymagań w karcie pacjenta.
Choć „uboższy” szpital to
lekarze i personel przynajmniej okazali
się bardziej przyjaźni . Wkrótce nikt
nie miał do mnie żalu o to , co
walczyłam tego pierwszego dnia .
To ten lekarz szedł na każde ustępstwa , żeby jej nie męczyć
, to on stanął na wysokości zadania. To właśnie ten lekarz któregoś dnia powiedział mi „Proszę Pani , ona już takiego kolejnego razu nie przetrzyma”.
Niby wiedziałam , niby już mi mówiono coś podobnego . Ale
nie Młoda ! nie teraz!
Takie myślenie matki nie dopuszczało takich myśli.
Młoda w lipcu wróciła do domu. Miałam
dwa tygodnie urlopu , spędziłam go w dużej mierze z nią.
„Mamusiu kocham Cię” padło przez ten rok tyle razy…. „Mamuniu misiuniu” – mówiła do
mnie….
Przestałam pisać.
Wpis na blogu dopiero z początku września.
Dwa krótkie zdania… Patrzyłam na nie i nie potrafiłam usunąć
, łzy same płynęły…. Dlatego go tu wklejam…
Moja
córeczka.....
30.08.2015
o godz. 21.30 odeszła na zawsze....
Dopiero dwa dni przed
Świętem zmarłych powiadomiłam jej ojca.
I nie była to spokojna rozmowa. Wystarczy przytoczyć jedno
zdanie kiedy miał do mnie pretensje , że go nie powiadomiłam – „A gdzie byłeś
przez 32 lata JEJ ŻYCIA ???!”
Jeszcze w tym samym roku , 20 grudnia zmarł .
Jej ojciec, a mój były mąż.
Subskrybuj:
Posty (Atom)