piątek, 20 września 2019

39.Wracam do własnego życia

Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu.
Wiele się wydarzyło . Pewnie wyleję z siebie te kilka miesięcy , ale jeszcze nie teraz.

W moim życiu ciągle jest pustka i nic tego nie zmieni , ale wiem , że kocham tą moją samotnię.
Było mi jej brak.

Zawirowania w domu - siostra z szwagrem mieszkali u mnie  prawie cztery miesiące bo robi totalny remont , potem robiłam ja , taki delikatny... W pracy  zawirowania , że nawet nie chce się gadać.
W międzyczasie wizyta Jotki....

Jestem znowu zmęczona  całym tym życiem.....

No ale jak to mawia młodzież jeszcze jakoś "ogarniam".

środa, 13 lutego 2019

38. Złote myśli od sasa do lasa.....

Nic się w moim życiu nie dzieje , Ale to mnie akurat  cieszy. W moim życiu już tyle się działo ,że wystarczy. Obdarowałabym tymi doświadczeniami  kila osób .

Do emerytury jeszcze ładnych parę lat , ale już bliżej - niż dalej.  Mam nadzieję ,że jej doczekam .Zapracowałam sobie już na nią . Kiedyś mówiłam ,że jeszcze muszę pracować dłużej niż żyję ,  teraz  myślę sobie -  żeby tylko dożyć  ! Ale pracować muszę , choć mi się doprawdy nie chce.

Ostatnio obserwuję z zainteresowaniem świat.  Jadąc autobusem w niedzielny poranek do siostry , a jadę z jednego końca miasta na drugi ,   na przystanku , w  powiedzmy smutnej dzielnicy , wsiadła mała - może 7-8 letnia dziewczynka. Sama ! Miała ze sobą siatkę , zachowywała się bardzo rezolutnie , wysiadła też w innej smutnej dzielnicy.  Zderzenie jej rezolutności , urody i pięknej czerwonej kurtki z ponurością tych dzielnic wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Ponieważ niedaleko mojego miasta jest miejscowość gdzie pewien zakład produkuje bardzo markowe buty i czasami są tzw. kiermasze znowu się wybrałyśmy z siostrą  dziewczynami.
Jak zwykle kupiłam kolejne dwie pary. Jak to mawia moja Jotka - "no żal było nie wziąć  !". Jedna trzecia ceny to naprawdę okazja . Dwie pary czarnych , skórzanych czółenek na słupku naprawdę się przydają. Tylko poprzednim razem zaszalałam z czarno czerwonymi z kolekcji Ewy Minge . Teraz starałam się być rozsądna.....

Pogoda nie potrafi się zdecydować - czy jest zimą , czy jesienią , a w niektórych godzinach nawet wiosną .  Jednak tak naprawdę jest zimą  , bo zaliczyłam upadek , na szczęście tylko na kolana !
Nic mi się nie stało , zima zaliczona. Kropka.

Jutro Walentynki . Nie ma nikogo , z kim mogłabym świętować. Ponieważ jest jak jest , a ja kocham samą siebie zrobiłam sobie sama prezent . Buty to rzecz praktyczna i niezbędna , więc się nie liczy.
Już dawno przymierzałam się do tego pomysłu , ale  teraz w Sephorze jest promocja , więc skorzystałam i kupiłam sobie perfumy .  Na półce mam ich sporo, takich tam  z klasy średniej  , ale odrobina luksusu mi się marzyła.  W zasadzie przecież mogę uznać , że kupił mi je … Stefan  : ))))






sobota, 19 stycznia 2019

37. Pożgnanie Prezydenta Gdańska

Od tygodnia nie można uwierzyć w to co się stało . Moment światełka do nieba  WOŚP ….
moment , który zakończył życie jednego człowieka odebrane przez drugiego człowieka . Przez tydzień chłonęłam wszystkie widomości , które przybliżyły postać tego Człowieka - Wielkiego Człowieka przez duże C. Dzisiaj , tak jak i przez cały tydzień trudno mi czasami było  powstrzymać łzy.
Choć to drugi koniec Polski ,czuję się  prawie tak jak gdańszczanie . Moje miasto też.... Nic nie będzie już takie samo . Ani Gdańsk....ani moje miasto  ,  ani WOŚP. 
Może w końcu wszystko będzie lepsze …? 

Ja już od dawna wiem , jakie życie jest kruche..... Kiedy jest się bardzo młodym wcale się tak nie myśli. Dlatego dzisiaj staram się żyć tak jakby  ten dzień miałby być moim ostatnim.
Zrobiłam porządki w sferze prawnej i finansowej - tak, aby nikt nie miał problemu. 

Tak sobie dzisiaj pomyślałam.....
Postaram się tak żyć , aby jeszcze zaczerpnąć  odrobinę radości  z tego co jeszcze mi zostało. 
Postaram się odpuścić samej sobie , nie katować się  już , nie rozdrapywać ciągle ran - ale je zabliźniać i leczyć. 
Postaram się być  jeszcze lepszą dla siebie i  dla innych . 

Podobno każdy jest tyle wart - ile się o nim pamięta. 
Coś w tym jest.... 

sobota, 5 stycznia 2019

36. Spokojny początek.

Nastał kolejny Nowy Rok.
Zaczęty w gronie rodzinnym ,  to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych  postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.

Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .

Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej  tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam  porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie  pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam  gdzieś u ojca  długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na   prawdziwych drutach skarpetkowych  !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia  Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : )))  Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : )  Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo  w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić  i takie tam. Potem maszyna  się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją  "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną  taką z marketu , tylko od  profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich  latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek  choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej  : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak !  Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i  jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś"  .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki  z tego materiału  od Babci ? 
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są  jakby trochę za  duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ??? 
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy  ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję  :)





niedziela, 30 grudnia 2018

35. Czas podsumowań

Powoli kończy się kolejny rok.
Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy  bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna,  bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć  i  znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach  na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv  w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły  po mamie . Pozwoliłam też  sobie na zakupy wielu rzeczy  dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie …  Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej  te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała  przeżyć swoje życie - ale przecież  nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok.  Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem  :
Życzenia noworoczne to piękna tradycja. Składamy je bliskim najczęściej w SYLWESTRA. Ale także wysyłamy życzenia w Nowy Rok. Wciąż też wysyłamy elektroniczne
                              

piątek, 21 grudnia 2018

34. Swięta za pasem.

Już za chwilę Boże Narodzenie. Kolejne , bez tych ,którzy byli dla mnie ważni. 
Staram się cieszyć tym co mam. Staram się nie myśleć o tym co by mogło być i co przeminęło bezpowrotnie , nie zadręczać samej siebie .
Być może to pogoda tak na mnie działa depresyjnie , może brak słońca i długie ciemne wieczory. Być może przeziębienie , które próbuje mnie dopaść , albo zmęczenie przedświątecznym procesem przygotowań.  Tak czy siak - mam jakąś deprechę….. 
Choinkę kupiłam , a jakże  prawdziwą ! - szwagier oprawił , pomógł założyć światełka , resztę jakoś ubrałam. Posprzątane , wystrojone , prezenty kupione . Dzisiaj odliczałam godziny do końca dniówki , w poniedziałek mam urlop , w Sylwestra też . Niesłychane ! Ale jak się tak dało - to się ucieszyłam. Jestem  wystarczająco zmęczona. 
Wczoraj byłam zrobić paznokcie , piękne czerwone będą miłym dodatkiem. To chyba jedyne co w sobie lubię , więc sobie nie żałuję. 
Nie cofnę czasu i niczego nie zmienię. Starzeję się fizycznie , a psychicznie jestem  wrakiem człowieka. Bezsenność mnie do tego dobija... 
Zgubiłam się gdzieś . Straciłam optymizm , straciłam iskierkę na "jeszcze będzie lepiej.....

Mimo wszystko  życzę wszystkim , którzy tu zaglądają  spokojnych  i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019  by był "tym najlepszym w życiu" :)




poniedziałek, 26 listopada 2018

33. Dzień za dniem

Dzień za dniem tak szybko upływa , że aż czasami nie dowierzam . Ostatni post był dawno temu...
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale  kiedy piszę , to wiem , że istnieję.  Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.

Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką  z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o  końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem  , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy  wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata  temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym ,  latem kiedy wyjechałam  z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest.  Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda  .

Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej  go bardzo brakowało. Poprzedni   jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)

Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....