Nie jestem nadzwyczajnym kibicem , ale jestem patriotką i zawsze te ważne dla nas mecze oglądam. I tym razem nie było inaczej. Dzisiejszy też obejrzałam w spokoju. Wygraliśmy , choć było to zwycięstwo na otarcie łez. I tyle, a na resztę "spuśćmy zasłonę miłosierdzia" .
Dosłownie pięć minut przed meczem panowie wnieśli nową lodówkę...... Właśnie umyta czeka jeszcze jakąś godzinkę na pierwsze włączenie. Stara została zabrana gdzieś tam na kres horyzontu..... Problem w tym , że nie była wcale taka stara , bo brakło jej trzy miesiące do tylko 10 lat, do tego wcale nie była tania , choć rzeczywiście była "wypasiona". W sobotę cichutko i dyskretnie..... zgasła. Pan fachowiec nie zreanimował , bo koszty tego nie warte , a nawet jakbym się uparła to i tak już nie ma do niej części..... Była to tzw. "brazylijka" cokolwiek to znaczy. Poza upierdliwym piszczeniem co pół roku czujnika od filtra antybakteryjnego , nie miałam przecież żadnych zastrzeżeń , a tu nagle taka niespodzianka !. No cóż..... Tym oto sposobem dziś powitałam nową ,innej marki , prawie o połowę tańszą niż poprzedniczka sprzed 10 lat. Zdumiewające , ale rzeczywiście wtedy Struś mnie na nią namówił , nie powiem że żałowałam , bo robiła na wszystkich wrażenie zarówno wizualne , jak i "intelektualne". Liczyłam , że będzie żywotniejsza. Takich już nie ma.... Nowa jest oczywiście bardzo podobna , bo do dobrego to człowiek się szybko przyzwyczaja , ale jest już sporo tańsza i po kolejnych 10 latach będzie- mam nadzieję - mniej żal.
Kolejne - no cóż..... Trzeba trochę zacisnąć znowu pasa , pożyć mniej wystawnie , a tu po drodze jakby wakacje..... Przy mojej siostrze i szwagrze będzie to raczej dość proste :) Oni nie są rozrzutni :)
Dam więc jakoś radę i po powrocie przejdę na chleb i masło , no chyba że znowu coś mnie zaskoczy. To wtedy zostanie mi chyba już tylko chleb i woda..... :))))
Poza tym jakoś wszystko w normie.
A o lodówce wspominam sobie , żebym wiedziała ile wytrwa..... Bez niej niestety żyć się nie da.
Idę ją więc włączyć :)
czwartek, 28 czerwca 2018
czwartek, 14 czerwca 2018
21. Dzień za dniem
Czas szybko mija . Upływa dzień za dniem ,w pracy jak zawsze dużo się dzieje , do tego jest gorąco i zaczyna się sezon urlopowy. W domu też nie mam szans na nudę. Musiałam bardzo się zmobilizować , żeby skończyć siostrzenicom szyć spódniczki. Takie z całego koła ....! Niby prosta sprawa , ale materiał dość luźno tkany sprawił trochę kłopotu przy ustaleniu długości , dopiero podpowiedź "fachowczyni" mi pomogła. Spódniczki się "uwisiały" , wyciągnęły tam gdzie musiały i mogłam je skończyć. W ogóle ostatnio sporo innych rzeczy stworzyłam. Lubię od czasu do czasu usiąść do maszyny. Zawsze lubiłam , a teraz tym bardziej , od kiedy mam swoją nową maszynę.
Ostatnio padł mi też ruter , a właściwie to chyba zasilacz. Dostawca szybko i sprawnie dostarczył mi nowy przez kuriera. Bałam się , że nie dam rady z instalacją , ale powoli skonfigurowałam nowy i dałam sobie radę. Kolejny raz , a człowiek , który zawsze to w domu robił jest już tylko moją przeszłością.
Mijają więc dni w szalonym tempie. Praca , zakupy , cmentarz, niedzielne obiadki u siostry , coś tam w domu..... Być może mijają bez sensu..... Ale są , a ja dalej istnieję...
Na blogach zapanowała lekka cisza.... Może to taki właśnie czas... ?
Trwa sezon truskawkowy. To moje ulubione owoce . Straciłam już chyba pół wypłaty.... Ale najadłam się do syta i zamroziłam sporo na zimę. I dalej codziennie je jem.... Uwielbiam je . Teraz zaczynają się jeszcze maliny . Dawno nie robiłam zapasów na zimę .Kiedyś robiłam dużo. Choć jestem sama postanowiłam , że zrobię przetwory - dla samej siebie, Zupa pomidorowa z własnym sokiem pomidorowym jest cudowna, Buraczki smakują wybornie. Każdy sam najlepiej wie. Muszę się z tym uwinąć już niedługo , bo wkrótce będę miała swój wyczekany urlop.
To już tylko za pięć tygodni . A wtedy pakuję walizkę i ruszam nad morze !
Ostatnio padł mi też ruter , a właściwie to chyba zasilacz. Dostawca szybko i sprawnie dostarczył mi nowy przez kuriera. Bałam się , że nie dam rady z instalacją , ale powoli skonfigurowałam nowy i dałam sobie radę. Kolejny raz , a człowiek , który zawsze to w domu robił jest już tylko moją przeszłością.
Mijają więc dni w szalonym tempie. Praca , zakupy , cmentarz, niedzielne obiadki u siostry , coś tam w domu..... Być może mijają bez sensu..... Ale są , a ja dalej istnieję...
Na blogach zapanowała lekka cisza.... Może to taki właśnie czas... ?
Trwa sezon truskawkowy. To moje ulubione owoce . Straciłam już chyba pół wypłaty.... Ale najadłam się do syta i zamroziłam sporo na zimę. I dalej codziennie je jem.... Uwielbiam je . Teraz zaczynają się jeszcze maliny . Dawno nie robiłam zapasów na zimę .Kiedyś robiłam dużo. Choć jestem sama postanowiłam , że zrobię przetwory - dla samej siebie, Zupa pomidorowa z własnym sokiem pomidorowym jest cudowna, Buraczki smakują wybornie. Każdy sam najlepiej wie. Muszę się z tym uwinąć już niedługo , bo wkrótce będę miała swój wyczekany urlop.
To już tylko za pięć tygodni . A wtedy pakuję walizkę i ruszam nad morze !
środa, 16 maja 2018
20. Album ze zdjęciami
Moje "korpo" było kiedyś ogromnym zakładem pracy powstało kilka Związków Zawodowych. Związek taki , siaki , owaki , nieistotne. Do jednego z nich należę . Od zawsze były organizowane wycieczki .
Czasami korzystałam , a kiedy nastały czasy Strusia właściwie korzystałam zawsze - zabierając go ze sobą..... Były rożne wyjazdy , Niemcy , Austria , Czechy czy Słowacja , wszystkie piękne miasta , Praga , Berlin.... co roku gdzieś indziej , było i polskie morze , były moje ukochane Bieszczady , Góry Sowie i Stołowe... były zabawy karnawałowe , sylwestry . Były wyjazdy na wakacje z jego córką w dolnośląskie , gdzie jeździliśmy do jego wujka , mieliśmy więc nocleg i mogliśmy zwiedzać cudne okolice....
Czasami korzystałam , a kiedy nastały czasy Strusia właściwie korzystałam zawsze - zabierając go ze sobą..... Były rożne wyjazdy , Niemcy , Austria , Czechy czy Słowacja , wszystkie piękne miasta , Praga , Berlin.... co roku gdzieś indziej , było i polskie morze , były moje ukochane Bieszczady , Góry Sowie i Stołowe... były zabawy karnawałowe , sylwestry . Były wyjazdy na wakacje z jego córką w dolnośląskie , gdzie jeździliśmy do jego wujka , mieliśmy więc nocleg i mogliśmy zwiedzać cudne okolice....
Były różne domowe uroczystości uwiecznione na zdjęciach , czy zdjęcia z wesel , na których byliśmy
Tysiące zdjęć.....
Żeby nie obciążać komputera kiedyś Struś przerzucił je na dysk zewnętrzny....
Kiedy stało się to co się stało, chciałam je sobie skopiować i miałam pomysł żeby potem jemu usunąć wszystkie , gdzie byłam ja. Niestety coś , jakoś , pokombinował i sama nie mogłam tego zrobić , a on złośliwie mi tego nie zrobił , mimo , że o to prosiłam.....
Nie mam więc nic.
No prawie nic. Nie udzielałam się nigdy na portalach społecznościowych , nie wrzucałam fotek , "relacji". Udało mi się skopiować chyba trzy zdjęcia z nk , ze trzy zostały w komórce , może ze dwa gdzieś ze starego bloga.... Razem KILKA zdjęć.....
No prawie nic. Nie udzielałam się nigdy na portalach społecznościowych , nie wrzucałam fotek , "relacji". Udało mi się skopiować chyba trzy zdjęcia z nk , ze trzy zostały w komórce , może ze dwa gdzieś ze starego bloga.... Razem KILKA zdjęć.....
Kiedy zobaczyłam informację w zakładowej gazecie o wycieczce, nie zastanawiałam się długo i zapisałam się.
Sama.
Muszę jeszcze w życiu nauczyć się wielu rzeczy..... Przecież jestem SAMA. Trudno . Nie ja jedna.
Muszę jeszcze w życiu nauczyć się wielu rzeczy..... Przecież jestem SAMA. Trudno . Nie ja jedna.
Do dzisiaj pamiętam uczucie , kiedy lata temu byliśmy w kinie i zobaczyliśmy samą kobietę ,która przyszła na film.... Dzisiaj nie pomyślałabym tego , co mimo wszystko pomyślałam żartobliwie wtedy. Wiem to dopiero dzisiaj....
Cała ekipa ludzi , którzy wtedy pracowali i jeździli - odeszła . Wiedziałam o tym , mimo wszystko nastawiłam się pozytywnie. Jedyną osobą była organizatorka , czyli Przewodnicząca ZZ. Wszyscy inni to pracownicy raczej produkcji , z nimi nie mam nic do czynienia. Właściwie to też już garstka ludzi z zawsze i tak niewielkiego związku , więc to porozrzucane osoby , małe grupki , albo nawet pojedyncze osoby , ale jednak ze swoją połówką.... (prawo pozwala zabrać małżonka lub dziecko, ja żeby zabrać Strusia zapisywałam na kogoś ze znajomych , którzy akurat nie jechali ).
Kiedy stanęliśmy na pierwszy postój , toaletę i kawę , kupiłam sobie kawę... i byłam jedyną osobą , która piła ją samotnie. . Ta chwila była naprawdę dla mnie przykra..... Pewnie patrzyli na mnie jak na dziwoląga . Ale i ja z nikim też nie szukałam kontaktu. Taka jestem - "niekontaktowa" . Tyle razy jeździłam , że wiem jak to wygląda i ze spokojem ponownie zajęłam swoje samotne miejsce w autokarze . Na nim czułam się bezpieczna , a wiedziałam , że moment zwiedzania , słuchania opowieści przewodnika powoduje skupienie na tym , a nie na obserwowaniu innych , czy myśleniu o tym że są sami czy nie....
Tak też było . Powoli pojawiły się pierwsze delikatne rozmowy , potem jakoś już poszło.
Wycieczka była bardzo, bardzo udana . Zobaczyłam znowu po latach miejsca , które chciałam , miejsca dla których głównie się zapisałam na tą wycieczkę . Przewodnik był super człowiekiem , a towarzystwo okazało się wyrozumiałe i całkiem przyjemne .
Można samemu ? Można !
Od początku nastawiłam się pozytywnie , więc to chyba też zadziałało .
Trzeba żyć dalej ! Warto było pojechać . Zrobiłam sporo zdjęć , choć sama jestem może na trzech , kiedy kogoś poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Czas tworzyć swój własny album zdjęć.
Ten wyjazd sprawił , że znowu inaczej patrzę na życie.
Chce mi się chcieć !
Tak też było . Powoli pojawiły się pierwsze delikatne rozmowy , potem jakoś już poszło.
Wycieczka była bardzo, bardzo udana . Zobaczyłam znowu po latach miejsca , które chciałam , miejsca dla których głównie się zapisałam na tą wycieczkę . Przewodnik był super człowiekiem , a towarzystwo okazało się wyrozumiałe i całkiem przyjemne .
Można samemu ? Można !
Od początku nastawiłam się pozytywnie , więc to chyba też zadziałało .
Trzeba żyć dalej ! Warto było pojechać . Zrobiłam sporo zdjęć , choć sama jestem może na trzech , kiedy kogoś poprosiłam o zrobienie zdjęcia. Czas tworzyć swój własny album zdjęć.
Ten wyjazd sprawił , że znowu inaczej patrzę na życie.
Chce mi się chcieć !
poniedziałek, 7 maja 2018
19. Było miło.
W sobotę wieczorem Jotka poleciała..... To były bardzo fajne dwa tygodnie . Spędziłyśmy ze sobą prawie wszystkie popołudnia - po mojej pracy , a kiedy miałam wolne spędziłyśmy ze sobą nawet cały dzień. Kiedy ja pracowałam ona załatwiała swoje sprawy , żeby mieć czas po południu. Był czas na zakupy , na spacery po mieście , lody czy kawę, było wspólne gotowanie i wspólne wylegiwanie się na kanapie . Kiedy w piątek mogłam do niej zajrzeć tylko późnym wieczorem , ona wiedząc, że jestem zmęczona po całym długim dniu czekała na mnie z ciepłą zupą. Czy to nie jest miłe ? Pożegnałyśmy się z wielkim żalem ., a sobotę już odpuściłyśmy sobie z wiadomych powodów...
Wczoraj odmeldowała się , że doleciała cała i zdrowa . Znowu zostaje nam tylko Skype....
Moje siostrzenice Majówkę spędziły w górach. Pojechały z chłopakami .
No cóż - moja chrześnica właśnie się tam zaręczyła..... : )
Chyba dużo nas teraz czeka : ))))
Wczoraj odmeldowała się , że doleciała cała i zdrowa . Znowu zostaje nam tylko Skype....
Moje siostrzenice Majówkę spędziły w górach. Pojechały z chłopakami .
No cóż - moja chrześnica właśnie się tam zaręczyła..... : )
Chyba dużo nas teraz czeka : ))))
sobota, 28 kwietnia 2018
18. Karma wraca.... podobno.
Odbyłam bardzo udaną 18-tkę . Byłam zaskoczona jej rozmiarem . Mój chrześniak od lat chodzi do szkoły tańca , więc było sporo kolegów i koleżanek, a ja miałam noc niczym "taniec z gwiazdami" , . Było super . My starsi nie mogliśmy oderwać oczu od tak bawiącej się młodzieży.
W niedzielę przyleciała na dwa tygodnie Jotka. Kiedy mnie poinformowała o tym pisząc na Skypie odpisałam jej jak się cieszę jej odpowiedź brzmiała "no to jesteś jedyna"...
Nic dodać nic ująć.....
Już wieczorem odmeldowała się telefonicznie , a w poniedziałek po południu siedziała u mnie zajadając pyszne lody i pijąc kawkę : )
Oczywiście dostałam dwie ogromne torby prezentów .
Cały tydzień popołudnia miałyśmy dla siebie . Nagadałyśmy się do oporu . Dzisiaj odwiedza swoją teściową , być może wieczorem jeszcze coś wymyślimy : )
Przez ten czas "przerobiłyśmy" wiele tematów i oczywiście nie ominęłyśmy tematu Strusia.
Jotka wylała trochę żali na niego , i na rodziców.
Mój poziom emocji w czasie rozmowy o nim w skali od 1 do 10 był powiedzmy na 4 , czyli całkiem nieźle. Nie sprawiało mi to bólu , może chwilami miałam uczucie żalu czy przykrości. Chyba to całkiem normalne i idzie w dobrą stronę.
To co usłyszałam sprawiło mi trochę satysfakcji , że nie wszystko w jego życiu jest jednak takie cudowne. Oczywiście ma swoją Chudą , wielką miłość itp., itd...
Ale..! Chodził biedaczek po lekarzach bo biodro go bardzo boli , lekarz mu powiedział , że niedługo do wymiany chyba będzie staw biodrowy... !
Niby nic takiego , ale kiedy moja córka cierpiała bo miała przez chorobę wszystkie stawy zniszczone , w tym oba stawy biodrowe , a ogrom jej cierpienia był niewyobrażalny - to książę traktował to lekko i drwiąco . Kiedy zmarła potrafił powiedzieć " no to nareszcie jest na swoim miejscu"...... Myślę , że gdzieś tam z góry moja córcia się na nim zemściła.
Chcę właśnie tak myśleć. Niech wie co to za ból i niech sobie pocierpi.
Przez wiele miesięcy rodzice przed nią ukrywali ile podwyżki alimentów na córkę dostał. Być może nie chcieli żeby mi powiedziała ? No to teraz sam się przyznał ...
Fiu fiu..!!! To kolejna rzecz , która mnie ucieszyła.
Podobno z tej wściekłości nie zabrał córki na ferie , ale w wakacje , kiedy będzie miał urlop jedzie nad morze z Chudą i weźmie córkę . Chuda jeszcze w życiu nad morzem nie była , mąż ją nigdzie nie zabierał.... Córeczka Strusia ma lat 15 i wiem , że da im "popalić" . Miałam ją co roku na ferie i wakacje. I nie były to miłe urlopy......
Nie życzę mu źle , ale dobrze też nie. A Chudej tym bardziej.
Jeszcze i do nich karma wróci.
Jak widać powoli już wraca.....
W niedzielę przyleciała na dwa tygodnie Jotka. Kiedy mnie poinformowała o tym pisząc na Skypie odpisałam jej jak się cieszę jej odpowiedź brzmiała "no to jesteś jedyna"...
Nic dodać nic ująć.....
Już wieczorem odmeldowała się telefonicznie , a w poniedziałek po południu siedziała u mnie zajadając pyszne lody i pijąc kawkę : )
Oczywiście dostałam dwie ogromne torby prezentów .
Cały tydzień popołudnia miałyśmy dla siebie . Nagadałyśmy się do oporu . Dzisiaj odwiedza swoją teściową , być może wieczorem jeszcze coś wymyślimy : )
Przez ten czas "przerobiłyśmy" wiele tematów i oczywiście nie ominęłyśmy tematu Strusia.
Jotka wylała trochę żali na niego , i na rodziców.
Mój poziom emocji w czasie rozmowy o nim w skali od 1 do 10 był powiedzmy na 4 , czyli całkiem nieźle. Nie sprawiało mi to bólu , może chwilami miałam uczucie żalu czy przykrości. Chyba to całkiem normalne i idzie w dobrą stronę.
To co usłyszałam sprawiło mi trochę satysfakcji , że nie wszystko w jego życiu jest jednak takie cudowne. Oczywiście ma swoją Chudą , wielką miłość itp., itd...
Ale..! Chodził biedaczek po lekarzach bo biodro go bardzo boli , lekarz mu powiedział , że niedługo do wymiany chyba będzie staw biodrowy... !
Niby nic takiego , ale kiedy moja córka cierpiała bo miała przez chorobę wszystkie stawy zniszczone , w tym oba stawy biodrowe , a ogrom jej cierpienia był niewyobrażalny - to książę traktował to lekko i drwiąco . Kiedy zmarła potrafił powiedzieć " no to nareszcie jest na swoim miejscu"...... Myślę , że gdzieś tam z góry moja córcia się na nim zemściła.
Chcę właśnie tak myśleć. Niech wie co to za ból i niech sobie pocierpi.
Przez wiele miesięcy rodzice przed nią ukrywali ile podwyżki alimentów na córkę dostał. Być może nie chcieli żeby mi powiedziała ? No to teraz sam się przyznał ...
Fiu fiu..!!! To kolejna rzecz , która mnie ucieszyła.
Podobno z tej wściekłości nie zabrał córki na ferie , ale w wakacje , kiedy będzie miał urlop jedzie nad morze z Chudą i weźmie córkę . Chuda jeszcze w życiu nad morzem nie była , mąż ją nigdzie nie zabierał.... Córeczka Strusia ma lat 15 i wiem , że da im "popalić" . Miałam ją co roku na ferie i wakacje. I nie były to miłe urlopy......
Nie życzę mu źle , ale dobrze też nie. A Chudej tym bardziej.
Jeszcze i do nich karma wróci.
Jak widać powoli już wraca.....
środa, 18 kwietnia 2018
17. Wiosna wiosna, ach to ty......
Nareszcie jest zielono , do tego bardzo ciepło. Na mojej "cmentarnej grządce" rosną już tulipany ,które długo czekały na tą wiosnę , a róże puszczają pierwsze pędy i listki. Zrobiłam porządek , posypałam nawozem trawę, wsadziłam kolorowe bratki . To znowu będzie moje zajęcie na całe lato. Cieszy mnie to bardzo.
Taki mój ogódeczek , mniej więcej 3 - 4 m2 , które zagospodarowałam lata temu , bo grób jest na zbiegu alejek , kawałek trawnika z ławeczką otoczony płotkiem i rabatką , 4 krzaki różnych róż , bukszpan , berberys, do tego zmieniam kwiatki , bratki , potem aksamitki i siwe starce, czasami begonie . W tym roku będą pelargonie - dla Mamy , która je uwielbiała i hodowała zawsze na balkonie i w domu.... Trzeba pielić , podlewać , ciąć trawnik . Mieszkam tak blisko , że to nie problem , a raczej właśnie przyjemność . W końcu tam, w tym jednym miejscu mam wszystkich - rodziców i córkę. Kiedy wszystko już kwitnie , jest pięknie , można spokojnie usiąść i na chwilę zatrzymać czas. Być z nimi przynajmniej chwilę.
Są ludzie , dla których takie miejsca są barierą , ja ich rozumiem. Dla mnie to jednak miejsce gdzie jestem stałym bywalcem i traktuję to trochę inaczej.
W sobotę idę na uroczyste przyjęcie z okazji 18 urodzin mojego chrześniaka . Taki mi się trafił jeszcze w życiu "młodzieniec" : )
Poprzedni post był właśnie o jego dziadku....
Oczywiście przygotowałam stosowną kwotę na prezent : ) , ale jeszcze myślę nad jakimś drobiazgiem. Zupełnie nie wiem co to może być....może coś słodkiego , albo może jakiś bukiet z 18 lizakami ? ....długopisami ? Mam już mało czasu , więc jutro muszę coś obejrzeć , wymyślić , zdecydować....
Zastanawiałam się w czy pójść , ale z czeluści szafy wygrzebałam nową , elegancką czarną bluzkę w białe kropeczki z czarną kokardą z tyłu , uszyłam sobie jasnokremową spódniczkę , a do całości mam eleganckie czółenka Solo Femme - zamszowe , w pięknym bordowym kolorze z ozdobną klamerką.
To wyjątkowa okazja , więc pozwolę sobie na ekstrawagancję. Nie chcę iść na czarno , bo przecież mam jeszcze żałobę , ale bluzka to wystarczająco dużo.
Właściwie moja 83 letnia chrzestna , kiedy ją ostatnio odwiedziłam i już wychodziłam , spojrzała na mnie i z wyrzutem powiedziała - " a ileż to ty jeszcze będziesz chodzić w tej żałobie ? "
Od tego dnia staram się wychodzić z tej "ciemności".
Dzisiaj mało kto utrzymuje tą tradycję , po córce dla mnie był to cały rok - co do dnia.
Ale kolejny rok teraz po Mamie to już za dużo..... Minęło 8 miesięcy , więc to i tak długo . Już mi z tym samej ciężko. Nie mówię od razu o kolorach , ale wyciągam granaty , drobne kolorowe rzuciki na bluzkach, szarości i biele....
Zresztą Ona też nie lubiła czarnego , może mi wybaczy.
Wczoraj się dowiedziałam , że Jotka przylatuje w niedziele na dwa tygodnie !
I to jest dopiero news !
Już się cieszę : ) : )
Taki mój ogódeczek , mniej więcej 3 - 4 m2 , które zagospodarowałam lata temu , bo grób jest na zbiegu alejek , kawałek trawnika z ławeczką otoczony płotkiem i rabatką , 4 krzaki różnych róż , bukszpan , berberys, do tego zmieniam kwiatki , bratki , potem aksamitki i siwe starce, czasami begonie . W tym roku będą pelargonie - dla Mamy , która je uwielbiała i hodowała zawsze na balkonie i w domu.... Trzeba pielić , podlewać , ciąć trawnik . Mieszkam tak blisko , że to nie problem , a raczej właśnie przyjemność . W końcu tam, w tym jednym miejscu mam wszystkich - rodziców i córkę. Kiedy wszystko już kwitnie , jest pięknie , można spokojnie usiąść i na chwilę zatrzymać czas. Być z nimi przynajmniej chwilę.
Są ludzie , dla których takie miejsca są barierą , ja ich rozumiem. Dla mnie to jednak miejsce gdzie jestem stałym bywalcem i traktuję to trochę inaczej.
W sobotę idę na uroczyste przyjęcie z okazji 18 urodzin mojego chrześniaka . Taki mi się trafił jeszcze w życiu "młodzieniec" : )
Poprzedni post był właśnie o jego dziadku....
Oczywiście przygotowałam stosowną kwotę na prezent : ) , ale jeszcze myślę nad jakimś drobiazgiem. Zupełnie nie wiem co to może być....może coś słodkiego , albo może jakiś bukiet z 18 lizakami ? ....długopisami ? Mam już mało czasu , więc jutro muszę coś obejrzeć , wymyślić , zdecydować....
Zastanawiałam się w czy pójść , ale z czeluści szafy wygrzebałam nową , elegancką czarną bluzkę w białe kropeczki z czarną kokardą z tyłu , uszyłam sobie jasnokremową spódniczkę , a do całości mam eleganckie czółenka Solo Femme - zamszowe , w pięknym bordowym kolorze z ozdobną klamerką.
To wyjątkowa okazja , więc pozwolę sobie na ekstrawagancję. Nie chcę iść na czarno , bo przecież mam jeszcze żałobę , ale bluzka to wystarczająco dużo.
Właściwie moja 83 letnia chrzestna , kiedy ją ostatnio odwiedziłam i już wychodziłam , spojrzała na mnie i z wyrzutem powiedziała - " a ileż to ty jeszcze będziesz chodzić w tej żałobie ? "
Od tego dnia staram się wychodzić z tej "ciemności".
Dzisiaj mało kto utrzymuje tą tradycję , po córce dla mnie był to cały rok - co do dnia.
Ale kolejny rok teraz po Mamie to już za dużo..... Minęło 8 miesięcy , więc to i tak długo . Już mi z tym samej ciężko. Nie mówię od razu o kolorach , ale wyciągam granaty , drobne kolorowe rzuciki na bluzkach, szarości i biele....
Zresztą Ona też nie lubiła czarnego , może mi wybaczy.
Wczoraj się dowiedziałam , że Jotka przylatuje w niedziele na dwa tygodnie !
I to jest dopiero news !
Już się cieszę : ) : )
niedziela, 8 kwietnia 2018
16. "Aż do śmierci".... i ani chwili dłużej ?
Wspominałam , że tuż po Mamie pożegnaliśmy jej najlepszą Przyjaciółkę - R.. Osobę sporo młodszą od mojej Mamy -bo o 10 lat. Choć to nie rodzina , ale bliscy ludzie , a ich jedyny syn od maleńkości u nas właściwie się wychowywał, kiedy ona pracowała w systemie zmianowym , a mąż R. pracował za granicą przez wiele lat. Nie mieli tu żadnej rodziny ani bliskich , którzy by pomogli. Tym sposobem M. jest właściwie dla mnie jak młodszy brat.
Jakże ludzkie życie często bywa pozorne , jakże powierzchowne ...
Na pogrzebie działy się sceny dantejskie .
Małżeństwo z ponad czterdziestoletnim stażem , majętne , kochające się . Męża rozpacz była bezgraniczna , rodziła milion obaw i pytań jak On będzie żył dalej ? Czy sobie czegoś nie zrobi ? Rzadko kiedy widuje się taką rozpacz.... Serce się wszystkim kroiło w tym kulminacyjnym momencie....
Syn wiadomo było , że oczko w głowie matki , która zawsze była dla niego wsparciem i kochała bezgranicznie , więc dla niego to wielkie i trudne przeżycie.
A był to listopad.....
Chyba nie minął miesiąc kiedy M. odkrył , że ojciec siedzi w samochodzie zaparkowanym w garażu i przez telefon prowadzi rozmowy. Nie minęły dwa miesiące kiedy ojciec mówi , że on wszystko co cenne to już wyniósł z domu i pozbawi go darowanej 20 lat wcześniej połowy domu (piętra- rodzice mieli parter) . Kiedy w domu są awantury o wszystko , o psa , o pożyczone z garażu drobne narzędzia itp. itd.
Najpierw sam zaczął znikać .... Potem były już konkretne podejrzenia.
Dużo i długo by tu opisywać co się tam działo i teraz dzieje....
Po czterech miesiącach w domu , na parterze, pojawiła się kobieta . Bezpardonowo . Ze ściereczką sprzątała kurze, kiedy M ją zobaczył chciał dostać szału ..... Babsko zajęło miejsce jego Matki !
W Wielką Sobotę już stała przy grobie swojej "poprzedniczki".......
Ja rozumiem , że może chce sobie życie jeszcze ułożyć . No , rozumiem... Ale po co ta walka z synem ? Jedynym synem. Po co ta gra na tym pogrzebie ??? Hipokryta.... ?
Wszyscy jesteśmy zaskoczeni... , że to jakoś tak wyszło.... niesmacznie .
Cztery miesiące po pogrzebie UKOCHANEJ żony ????
W końcu w przysiędze małżeńskiej jest "aż do śmierci".... i ani chwili dłużej ?
W końcu w przysiędze małżeńskiej jest "aż do śmierci".... i ani chwili dłużej ?
Znałam R. i była mi bardzo , bardzo bliska. Czuję się przez jej męża zwyczajnie oszukana -w jej imieniu !
Jak to powiedziała żona M. - teściowa się w tym grobie nie przewraca - ona się tam turla !!!!!
Czy ta miłość przez te wszystkie lata nie była prawdziwa ?
Jakoś nie umiem sobie tego poukładać. Jestem z tym na bieżąco , bo M. nie ma nikogo bliskiego, kto by go chociaż wysłuchał, a ja jestem matką chrzestną u jego starszego syna , do tego za dwa tygodnie będzie jego 18-tka.
Pewnie tak się często w życiu się dzieje w wielu rodzinach , ale dopóki to nie dotyczy kogoś bliskiego, to patrzymy na to jakby inaczej.
A może to ja mam takie staroświeckie poglądy ?
Czy ta miłość przez te wszystkie lata nie była prawdziwa ?
Jakoś nie umiem sobie tego poukładać. Jestem z tym na bieżąco , bo M. nie ma nikogo bliskiego, kto by go chociaż wysłuchał, a ja jestem matką chrzestną u jego starszego syna , do tego za dwa tygodnie będzie jego 18-tka.
Pewnie tak się często w życiu się dzieje w wielu rodzinach , ale dopóki to nie dotyczy kogoś bliskiego, to patrzymy na to jakby inaczej.
A może to ja mam takie staroświeckie poglądy ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)