Minęło 9 tygodni mojego siedzenia w domu - czyli pracy zdalnej.
W zasadzie dla mnie nic się nie zmieniło pod względem pracy , zmienił się tylko lokal i trochę godziny.... Rano nie trzeba tracić czasu na dojazd , po wstaniu można uruchomić komputer , a w międzyczasie ogarnąć siebie , naszykować śniadanie i zacząć pracę, Trochę trudniej ją skończyć... No bo się jest w domu , bo jeszcze tylko ktoś potrzebuje to i tamto , jeszcze tylko to....i.. !
Z wiadomych powodów pracodawca uruchomił "ograniczony czas pracy" - początkowo pomysłem było 20% , potem okazało się , że na szczęście tylko 10%. Oczywiście pensję też.
No trudno. W takim układzie 2 wolne dni , niepłatne. Ale te wolne dni i tak były pracujące, bo z moim zastępstwem jest problem , więc czuwałam , pomagałam , podpowiadałam i sprawdzałam.
Wczoraj po południu odwiozłam cały sprzęt . Wracam od poniedziałku do normalnego trybu pracy.
Natychmiast poczułam ulgę , a pozbyłam się uczucia , że ciągle jestem napięta , w stanie ciągłej gotowości do pracy , tego , że ktoś zadzwoni i czegoś zechce o niewiadomej godzinie....
Jestem w pracy , mija godzina zakończenia i wychodzę , zamykam drzwi i zamykam myśli o pracy. Nie mam dostępu do systemu i programów .Mój dom jest znowu mim domem, a nie twierdzą osieciowaną , oprogramowaną i obłożoną dokumentami.
I dobrze.
Boję się oczywiście jak każdy , ale każdy nie ma innego wyjścia jak - żyć dalej.
Witaj więc świecie znowu !
sobota, 30 maja 2020
sobota, 28 marca 2020
42. Zdalna jestem.
Po tym , kiedy napisałam w niedzielę swojego posta , o tym jak jestem wściekła w poniedziałek rano spotkałam swoją szefową . Kiedy jechałyśmy windą nie można było ominąć tematu nr 1 naszych czasów. Nie omieszkałam powiedzieć jej głośno swojego zdania - ja jeżdżę środkami komunikacji miejskiej , z przesiadką . Ograniczyłam już swoje narażanie się i połowę drogi idę na nogach , drugiej połowy - tramwaju , już nie bardzo mogę , bo musiałabym iść godzinę do pracy. Dwie koleżanki z pokoju też korzystają z tramwaju.... Jedna z nich też później poszła do Szefowej na rozmowę.
Chyba trochę się przebudziła, koło południa była już decyzja , że kto chce może iść na zdalną pracę.
Pozostała organizacja. Tu już samodzielna decyzja. Czekać na zakupionego przez firmę laptopa , uruchomienie go i przystosowanie przez informatyka ? Czas...czas goni... Może zabrać sprzęt z biurka ? czym przewieźć , czy zadziała ?
Z moją koleżanką/sąsiadką postanowiłyśmy przełożyć sprawę na wtorek , żeby dobrze się przygotować, We wtorek moje siostrzenice po swojej pracy przyjechały po nas ,zapakowały nasz sprzęt z biurek .Dziewczyny pomogły mi wszystko wnieść. Zabrałyśmy swój pracowniczy sprzęt. W moim przypadku z powodu specyficznego stanowiska laptop nigdy nie wchodził w grę , a brak drukarki i skanera to niewyobrażalna sprawa .
Całe popołudnie montowałam stanowisko pracy w sypialni - na szczęście mam biurko . Potem na telefon z informatykiem było uruchomienie . Milion problemów . Komputer stacjonarny , ale mam router . Na wi-fi nie pójdzie... Jak to podłączyć ??? Do dostawcy netu , znowu do informatyka. Reeety….
Po wielu trudach - zadziałało . Teraz mam wi-fi na swoim laptopie i stacjonarny komp.
Rano niestety była niespodzianka - nic nie działa ! o co chodzi ?
Spokojnie coś w firmie na serwerze . Po kilku godzinach wszystko poooszło ! Programy firmowe działają !
Pracuję pełne 8 godzin , a nawet więcej , dokładnie tak samo jak w firmie , kompletnie nic się dla mnie nie zmieniło , może tyle , że używam prywatnej komórki - tak podpisałyśmy .Mam nie limitowane połączenia na szczęście .
ALE JESTEM W DOMU !
Wyszłam dokładnie dwa razy.
W środę na cmentarz bo były Mamy imieniny . I dzisiaj rano o godz. 6-tej - również na cmentarz oraz do sklepiku po ostatnie zakupy. Teraz tylko takie wyjścia mi zostały , zresztą na cmentarzu nie ma w ogóle ludzi …. tych żywych oczywiście !
Cmentarz mam 100m od domu, kawałek nawet widzę z okien , i to mnie cieszy . To miejsce dla mnie nadzwyczaj szczególne jak wiecie i za żadne skarby świata nie wyprowadziłabym się teraz nigdzie.
Teraz świat jest inny … będzie inny... już nie będzie tak samo.... zawsze już będzie obawa ?
Chyba nikt z nas się tego nie spodziewał. Staram się jakoś narzucić sobie rytuały dnia , wstaję i szykuję się jak do pracy , nawet się maluję , szykuję śniadanie , kawę - tak jak w pracy. Potem obiad i jakieś domowe zajęcia - codziennie planuję , że coś zrobię . Trochę narobiłam w oglądaniu nagranych filmów.... Jak tu nie zwariować teraz ?
A jak Wy sobie radzicie psychicznie ?
niedziela, 22 marca 2020
41. Trudny czas
Nastał trudny czas. Dla wszystkich.
Dzisiaj jestem , a jutro... kto to wie ?
Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, a niewiele się zmieniło .
Może tyle , że w pracy jest co raz gorzej. Nigdy nie pracowałam w takim trybie , nigdy nie mieliśmy takich właścicieli - i takich decydentów. Nawet nie chcę tutaj pisać , bo brak słów i nerwów.
Może tylko tyle - wychodzę tak zmęczona i otumaniona , że nawet nie potrafię się skupić na tym co kupić żeby przeżyć.... Kładę się spać czasami o 20-tej.... Weekend mija za to tak szybko , że aż żal.
Smutne jest to , że nie będzie lepiej, tym bardziej , że decydenci nie mają zielonego pojęcia o prowadzeniu firmy produkcyjnej , tak dużej i tak specyficznej. Chaos , chaos ,chaos. Zwyczajnie mówiąc - burdel. No i kropka.
Od tygodnia część pracowników biurowych pracuje zdalnie.
Mój Dział - nie .
Jeden dyrektor potrafi podjąć decyzję - inny - nie !
Nie podejrzewam żeby w tym tygodniu było inaczej …..
Nic , tylko padniemy na tych biurkach....
Poza tym , choć moje życie jest bardzo nudne , to cieszę się , że żyję .
A Wam życzę zdrowia !
Dzisiaj jestem , a jutro... kto to wie ?
Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, a niewiele się zmieniło .
Może tyle , że w pracy jest co raz gorzej. Nigdy nie pracowałam w takim trybie , nigdy nie mieliśmy takich właścicieli - i takich decydentów. Nawet nie chcę tutaj pisać , bo brak słów i nerwów.
Może tylko tyle - wychodzę tak zmęczona i otumaniona , że nawet nie potrafię się skupić na tym co kupić żeby przeżyć.... Kładę się spać czasami o 20-tej.... Weekend mija za to tak szybko , że aż żal.
Smutne jest to , że nie będzie lepiej, tym bardziej , że decydenci nie mają zielonego pojęcia o prowadzeniu firmy produkcyjnej , tak dużej i tak specyficznej. Chaos , chaos ,chaos. Zwyczajnie mówiąc - burdel. No i kropka.
Od tygodnia część pracowników biurowych pracuje zdalnie.
Mój Dział - nie .
Jeden dyrektor potrafi podjąć decyzję - inny - nie !
Nie podejrzewam żeby w tym tygodniu było inaczej …..
Nic , tylko padniemy na tych biurkach....
Poza tym , choć moje życie jest bardzo nudne , to cieszę się , że żyję .
A Wam życzę zdrowia !
czwartek, 26 grudnia 2019
40. Właśnie mijają święta...
Właśnie kończą się święta . Wróciłam do domu i jestem szczęśliwa , że mam ten swój "kawałek podłogi". Choć spędziłam je u siostry z jej rodziną w cudownej atmosferze - to jednak dobrze jest wrócić do swojego domu.
Długo nie pisałam....ale wspominałam o wszystkim poprzednio .
Bo w tym roku wiele się wydarzyło. Jakoś nie mogę narzekać na zbytnią nudę...
W mojej pracy już na wiosnę zaczęło się źle dziać. Potem ruszyła lawina . Całe lato była niepewność i strach i pytanie co dalej ? Przez te kilka miesięcy mieszkała też u mnie siostra ze szwagrem bo robili gruntowny remont. Taki z wyburzaniem ścian itp., itd... Z jednej strony byłam bardzo zadowolona , bo było naprawdę fajnie , ale zawirowania w pracy , cały stres i zmęczenie sprawiły , że pod koniec marzyła mi się już moja samotność. Kiedy oni się wyprowadzili ja rozpoczęłam swój remont , choć doprawdy na małą skalę : ) . W międzyczasie w pracy ruszyła procedura upadłości.... Doprawdy , jak w kiepskiej komedii ! Po trzech dniach … syndyk zrezygnował . Czas w takich sytuacjach robi swoje. No długo by opisywać . Nastał kolejny syndyk , a z nim kolejna procedura zgoła inna od pierwszej …. W rezultacie i tak wyszło nieźle , jest nam winien pieniądze , ale jest to tylko część jednego wynagrodzenia - może kiedyś odda.... Zostaliśmy wydzierżawieni . Na rok.
No i tutaj jest sedno . To co dzieje się codziennie jest dla nas jakby niewyobrażalne. No cóż. To akurat jest nie do publikacji z wielu powodów.
W maju mija mi 35 lat pracy. Teraz już wiem , że dotrwam , a później ...no cóż... ile się da , a jak nie da , to jak mnie zwolnią mam przynajmniej szanse na zasiłek przedemerytalny. Odkładam każdy grosz , mam jakiś plan B i tyle.
Poza tym w moim życiu niewiele się dzieje.
Staram się ograniczać mój kontakt z Jotką , Pisałam , że była latem , widziałyśmy się. Było miło.
Jednak domyślam się, że utrzymuje dość bliskie kontakt ze Strusiową flamą - B. Czasami nie da się czegoś pominąć w rozmowie , albo niechcący sama coś powie . Niczego nie żałuję , bo mam spokojne życie , ale chwilami wydaje mi się, że to ja jestem winna , że może za mało z siebie dawałam , że czegoś zaniedbałam , zaniechałam... Ona taka na każde zawołanie , myje okna jego rodzicom ,ciągle coś piecze ,gotuje , zaprasza....Taka zaradna , że hej ! No nie powiem , imponujące.
Latem pojechali nad morze , sami . Strusiowa córka już nie przyjeżdża ani na ferie , ani na wakacje . Ponoć nie chce. Po trzech dniach musieli wracać bo umarł ojciec B.
Struś ponoć na pogrzebie siedział przy swoich rodzicach , pewnie ze strachu , bo były mąż B. też tam był. No tak to jest . Zamiast przy niej , gdzieś ukradkiem.
Kiedy córka B. wychodziła za mąż mamusia zrobiła w domu piekło , oznajmiając światu i wszem dookoła miesiąc przed weselem , że ma kochanka. Druga córka się zaręczyła . Ciekawe jaką rolę będzie pełnił na tym weselu Struś ….. Bliskie spotkanie z byłym B . ?
Te opowieści Jotki burzą czasami mój spokój .
Nie chcę o tym co było myśleć , nie dociekam , nie chcę czasami czuć tego co czuję .
Ale się nie da . Dlatego właśnie ograniczam coraz bardziej moje kontakty z Jotką. Mam wrażenie , że ona się domyśla , ale chyba inaczej to interpretuje . Zbieram się do tego , żeby jej to wyjaśnić , choć to będzie trudne.
Nie mam więc zbytnio o czym pisać . Sama nie wiem czy moje życie jest coś warte.
Ta pustka we mnie od lat jest niewypełniona . I już nigdy nie będzie.
Tak sobie więc żyję z dnia na dzień....
Długo nie pisałam....ale wspominałam o wszystkim poprzednio .
Bo w tym roku wiele się wydarzyło. Jakoś nie mogę narzekać na zbytnią nudę...
W mojej pracy już na wiosnę zaczęło się źle dziać. Potem ruszyła lawina . Całe lato była niepewność i strach i pytanie co dalej ? Przez te kilka miesięcy mieszkała też u mnie siostra ze szwagrem bo robili gruntowny remont. Taki z wyburzaniem ścian itp., itd... Z jednej strony byłam bardzo zadowolona , bo było naprawdę fajnie , ale zawirowania w pracy , cały stres i zmęczenie sprawiły , że pod koniec marzyła mi się już moja samotność. Kiedy oni się wyprowadzili ja rozpoczęłam swój remont , choć doprawdy na małą skalę : ) . W międzyczasie w pracy ruszyła procedura upadłości.... Doprawdy , jak w kiepskiej komedii ! Po trzech dniach … syndyk zrezygnował . Czas w takich sytuacjach robi swoje. No długo by opisywać . Nastał kolejny syndyk , a z nim kolejna procedura zgoła inna od pierwszej …. W rezultacie i tak wyszło nieźle , jest nam winien pieniądze , ale jest to tylko część jednego wynagrodzenia - może kiedyś odda.... Zostaliśmy wydzierżawieni . Na rok.
No i tutaj jest sedno . To co dzieje się codziennie jest dla nas jakby niewyobrażalne. No cóż. To akurat jest nie do publikacji z wielu powodów.
W maju mija mi 35 lat pracy. Teraz już wiem , że dotrwam , a później ...no cóż... ile się da , a jak nie da , to jak mnie zwolnią mam przynajmniej szanse na zasiłek przedemerytalny. Odkładam każdy grosz , mam jakiś plan B i tyle.
Poza tym w moim życiu niewiele się dzieje.
Staram się ograniczać mój kontakt z Jotką , Pisałam , że była latem , widziałyśmy się. Było miło.
Jednak domyślam się, że utrzymuje dość bliskie kontakt ze Strusiową flamą - B. Czasami nie da się czegoś pominąć w rozmowie , albo niechcący sama coś powie . Niczego nie żałuję , bo mam spokojne życie , ale chwilami wydaje mi się, że to ja jestem winna , że może za mało z siebie dawałam , że czegoś zaniedbałam , zaniechałam... Ona taka na każde zawołanie , myje okna jego rodzicom ,ciągle coś piecze ,gotuje , zaprasza....Taka zaradna , że hej ! No nie powiem , imponujące.
Latem pojechali nad morze , sami . Strusiowa córka już nie przyjeżdża ani na ferie , ani na wakacje . Ponoć nie chce. Po trzech dniach musieli wracać bo umarł ojciec B.
Struś ponoć na pogrzebie siedział przy swoich rodzicach , pewnie ze strachu , bo były mąż B. też tam był. No tak to jest . Zamiast przy niej , gdzieś ukradkiem.
Kiedy córka B. wychodziła za mąż mamusia zrobiła w domu piekło , oznajmiając światu i wszem dookoła miesiąc przed weselem , że ma kochanka. Druga córka się zaręczyła . Ciekawe jaką rolę będzie pełnił na tym weselu Struś ….. Bliskie spotkanie z byłym B . ?
Te opowieści Jotki burzą czasami mój spokój .
Nie chcę o tym co było myśleć , nie dociekam , nie chcę czasami czuć tego co czuję .
Ale się nie da . Dlatego właśnie ograniczam coraz bardziej moje kontakty z Jotką. Mam wrażenie , że ona się domyśla , ale chyba inaczej to interpretuje . Zbieram się do tego , żeby jej to wyjaśnić , choć to będzie trudne.
Nie mam więc zbytnio o czym pisać . Sama nie wiem czy moje życie jest coś warte.
Ta pustka we mnie od lat jest niewypełniona . I już nigdy nie będzie.
Tak sobie więc żyję z dnia na dzień....
piątek, 20 września 2019
39.Wracam do własnego życia
Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu.
Wiele się wydarzyło . Pewnie wyleję z siebie te kilka miesięcy , ale jeszcze nie teraz.
W moim życiu ciągle jest pustka i nic tego nie zmieni , ale wiem , że kocham tą moją samotnię.
Było mi jej brak.
Zawirowania w domu - siostra z szwagrem mieszkali u mnie prawie cztery miesiące bo robi totalny remont , potem robiłam ja , taki delikatny... W pracy zawirowania , że nawet nie chce się gadać.
W międzyczasie wizyta Jotki....
Jestem znowu zmęczona całym tym życiem.....
No ale jak to mawia młodzież jeszcze jakoś "ogarniam".
Wiele się wydarzyło . Pewnie wyleję z siebie te kilka miesięcy , ale jeszcze nie teraz.
W moim życiu ciągle jest pustka i nic tego nie zmieni , ale wiem , że kocham tą moją samotnię.
Było mi jej brak.
Zawirowania w domu - siostra z szwagrem mieszkali u mnie prawie cztery miesiące bo robi totalny remont , potem robiłam ja , taki delikatny... W pracy zawirowania , że nawet nie chce się gadać.
W międzyczasie wizyta Jotki....
Jestem znowu zmęczona całym tym życiem.....
No ale jak to mawia młodzież jeszcze jakoś "ogarniam".
środa, 13 lutego 2019
38. Złote myśli od sasa do lasa.....
Nic się w moim życiu nie dzieje , Ale to mnie akurat cieszy. W moim życiu już tyle się działo ,że wystarczy. Obdarowałabym tymi doświadczeniami kila osób .
Do emerytury jeszcze ładnych parę lat , ale już bliżej - niż dalej. Mam nadzieję ,że jej doczekam .Zapracowałam sobie już na nią . Kiedyś mówiłam ,że jeszcze muszę pracować dłużej niż żyję , teraz myślę sobie - żeby tylko dożyć ! Ale pracować muszę , choć mi się doprawdy nie chce.
Ostatnio obserwuję z zainteresowaniem świat. Jadąc autobusem w niedzielny poranek do siostry , a jadę z jednego końca miasta na drugi , na przystanku , w powiedzmy smutnej dzielnicy , wsiadła mała - może 7-8 letnia dziewczynka. Sama ! Miała ze sobą siatkę , zachowywała się bardzo rezolutnie , wysiadła też w innej smutnej dzielnicy. Zderzenie jej rezolutności , urody i pięknej czerwonej kurtki z ponurością tych dzielnic wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Ponieważ niedaleko mojego miasta jest miejscowość gdzie pewien zakład produkuje bardzo markowe buty i czasami są tzw. kiermasze znowu się wybrałyśmy z siostrą dziewczynami.
Jak zwykle kupiłam kolejne dwie pary. Jak to mawia moja Jotka - "no żal było nie wziąć !". Jedna trzecia ceny to naprawdę okazja . Dwie pary czarnych , skórzanych czółenek na słupku naprawdę się przydają. Tylko poprzednim razem zaszalałam z czarno czerwonymi z kolekcji Ewy Minge . Teraz starałam się być rozsądna.....
Pogoda nie potrafi się zdecydować - czy jest zimą , czy jesienią , a w niektórych godzinach nawet wiosną . Jednak tak naprawdę jest zimą , bo zaliczyłam upadek , na szczęście tylko na kolana !
Nic mi się nie stało , zima zaliczona. Kropka.
Jutro Walentynki . Nie ma nikogo , z kim mogłabym świętować. Ponieważ jest jak jest , a ja kocham samą siebie zrobiłam sobie sama prezent . Buty to rzecz praktyczna i niezbędna , więc się nie liczy.
Już dawno przymierzałam się do tego pomysłu , ale teraz w Sephorze jest promocja , więc skorzystałam i kupiłam sobie perfumy . Na półce mam ich sporo, takich tam z klasy średniej , ale odrobina luksusu mi się marzyła. W zasadzie przecież mogę uznać , że kupił mi je … Stefan : ))))
Do emerytury jeszcze ładnych parę lat , ale już bliżej - niż dalej. Mam nadzieję ,że jej doczekam .Zapracowałam sobie już na nią . Kiedyś mówiłam ,że jeszcze muszę pracować dłużej niż żyję , teraz myślę sobie - żeby tylko dożyć ! Ale pracować muszę , choć mi się doprawdy nie chce.
Ostatnio obserwuję z zainteresowaniem świat. Jadąc autobusem w niedzielny poranek do siostry , a jadę z jednego końca miasta na drugi , na przystanku , w powiedzmy smutnej dzielnicy , wsiadła mała - może 7-8 letnia dziewczynka. Sama ! Miała ze sobą siatkę , zachowywała się bardzo rezolutnie , wysiadła też w innej smutnej dzielnicy. Zderzenie jej rezolutności , urody i pięknej czerwonej kurtki z ponurością tych dzielnic wywarło na mnie ogromne wrażenie.
Ponieważ niedaleko mojego miasta jest miejscowość gdzie pewien zakład produkuje bardzo markowe buty i czasami są tzw. kiermasze znowu się wybrałyśmy z siostrą dziewczynami.
Jak zwykle kupiłam kolejne dwie pary. Jak to mawia moja Jotka - "no żal było nie wziąć !". Jedna trzecia ceny to naprawdę okazja . Dwie pary czarnych , skórzanych czółenek na słupku naprawdę się przydają. Tylko poprzednim razem zaszalałam z czarno czerwonymi z kolekcji Ewy Minge . Teraz starałam się być rozsądna.....
Pogoda nie potrafi się zdecydować - czy jest zimą , czy jesienią , a w niektórych godzinach nawet wiosną . Jednak tak naprawdę jest zimą , bo zaliczyłam upadek , na szczęście tylko na kolana !
Nic mi się nie stało , zima zaliczona. Kropka.
Jutro Walentynki . Nie ma nikogo , z kim mogłabym świętować. Ponieważ jest jak jest , a ja kocham samą siebie zrobiłam sobie sama prezent . Buty to rzecz praktyczna i niezbędna , więc się nie liczy.
Już dawno przymierzałam się do tego pomysłu , ale teraz w Sephorze jest promocja , więc skorzystałam i kupiłam sobie perfumy . Na półce mam ich sporo, takich tam z klasy średniej , ale odrobina luksusu mi się marzyła. W zasadzie przecież mogę uznać , że kupił mi je … Stefan : ))))
sobota, 19 stycznia 2019
37. Pożgnanie Prezydenta Gdańska
Od tygodnia nie można uwierzyć w to co się stało . Moment światełka do nieba WOŚP ….
moment , który zakończył życie jednego człowieka odebrane przez drugiego człowieka . Przez tydzień chłonęłam wszystkie widomości , które przybliżyły postać tego Człowieka - Wielkiego Człowieka przez duże C. Dzisiaj , tak jak i przez cały tydzień trudno mi czasami było powstrzymać łzy.
Choć to drugi koniec Polski ,czuję się prawie tak jak gdańszczanie . Moje miasto też.... Nic nie będzie już takie samo . Ani Gdańsk....ani moje miasto , ani WOŚP.
Może w końcu wszystko będzie lepsze …?
Ja już od dawna wiem , jakie życie jest kruche..... Kiedy jest się bardzo młodym wcale się tak nie myśli. Dlatego dzisiaj staram się żyć tak jakby ten dzień miałby być moim ostatnim.
Zrobiłam porządki w sferze prawnej i finansowej - tak, aby nikt nie miał problemu.
Tak sobie dzisiaj pomyślałam.....
Postaram się tak żyć , aby jeszcze zaczerpnąć odrobinę radości z tego co jeszcze mi zostało.
Postaram się odpuścić samej sobie , nie katować się już , nie rozdrapywać ciągle ran - ale je zabliźniać i leczyć.
Postaram się być jeszcze lepszą dla siebie i dla innych .
Podobno każdy jest tyle wart - ile się o nim pamięta.
Coś w tym jest....
moment , który zakończył życie jednego człowieka odebrane przez drugiego człowieka . Przez tydzień chłonęłam wszystkie widomości , które przybliżyły postać tego Człowieka - Wielkiego Człowieka przez duże C. Dzisiaj , tak jak i przez cały tydzień trudno mi czasami było powstrzymać łzy.
Choć to drugi koniec Polski ,czuję się prawie tak jak gdańszczanie . Moje miasto też.... Nic nie będzie już takie samo . Ani Gdańsk....ani moje miasto , ani WOŚP.
Może w końcu wszystko będzie lepsze …?
Ja już od dawna wiem , jakie życie jest kruche..... Kiedy jest się bardzo młodym wcale się tak nie myśli. Dlatego dzisiaj staram się żyć tak jakby ten dzień miałby być moim ostatnim.
Zrobiłam porządki w sferze prawnej i finansowej - tak, aby nikt nie miał problemu.
Tak sobie dzisiaj pomyślałam.....
Postaram się tak żyć , aby jeszcze zaczerpnąć odrobinę radości z tego co jeszcze mi zostało.
Postaram się odpuścić samej sobie , nie katować się już , nie rozdrapywać ciągle ran - ale je zabliźniać i leczyć.
Postaram się być jeszcze lepszą dla siebie i dla innych .
Podobno każdy jest tyle wart - ile się o nim pamięta.
Coś w tym jest....
sobota, 5 stycznia 2019
36. Spokojny początek.
Nastał kolejny Nowy Rok.
Zaczęty w gronie rodzinnym , to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.
Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .
Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam gdzieś u ojca długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na prawdziwych drutach skarpetkowych !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : ))) Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : ) Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić i takie tam. Potem maszyna się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną taką z marketu , tylko od profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak ! Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś" .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki z tego materiału od Babci ?
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są jakby trochę za duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ???
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję :)
Zaczęty w gronie rodzinnym , to był spokojny i radosny początek.
Nie mam żadnych postanowień noworocznych -biorę to co los przyniesie.
Nie mam żadnych oczekiwań , ani marzeń - niczego przecież nie muszę.
Dzisiaj od samego rana pięknie sypał śnieg. Zima w końcu....
Od rana nie wychodziłam nawet z domu. Wszystko co potrzebne mam , a w taką pogodę pójście na cmentarz niestety muszę sobie odpuścić Postanowiłam więc zabrać się za coś pożytecznego .
Rozłożyłam maszynę do szycia i do 16 - tej tworzyłam.....
Zawsze to lubiłam , a od czasu kiedy kupiłam porządną maszynę szycie naprawdę daje mi dużo radości : )
Już jako kilkuletnie dziecko miałam jako jedyna w rodzinie pociąg do szycia . Szyłam lalkom ubranka , sukienki i inne , a nawet płaszcze obszywane futerkiem ( !) .
Jednocześnie patrzyłam z uwielbieniem na moją Babcię , która dziergała na drutach . Kiedy znalazłam gdzieś u ojca długie gwoździe próbowałam ją naśladować . Wtedy chyba Babcia dostrzegła mój potencjał i nauczyła mnie tego fachu na prawdziwych drutach skarpetkowych !
Będąc jeszcze w podstawówce dziergałam sobie bluzki i swetry , a chyba gdzieś w okolicy szóstej klasy nadarzyła się okazja - a wtedy niczego w sklepach nie było - dostałam od ojca najprawdziwszą maszynę do szycia Łucznik 466 ! Ba ! z obudową szafkową na połysk wysoki : ))) Do dzisiaj ją wspominam.
Szyłam wszystko i wszystkim : ) Maszyna też : ) Nie miało znaczenia czy to firanka czy skóra z kożuchem włącznie . Kiedy urodziłam córkę miała sukieneczki i wszystko inne co tylko potrafiłam uszyć - bo w sklepach niczego nie było. Wtedy poszłam nawet na kurs szycia . Doszłam jednak do wnioski ,że sama więcej potrafię .
Pamiętam rzeczy które szyłam , głównie sobie i siostrze , sukienki , garsonki czy spódnice... Wspominam je z rozrzewnieniem :)
Kiedy w sklepach zaczęło się pojawiać wszystko , nie było już takiej potrzeby . Szyłam tylko co to było akurat bardzo potrzebne , coś naprawić , skrócić i takie tam. Potem maszyna się zepsuła , miałam inną od koleżanki , ale to już nie to ….
Kiedy pogoniłam Strusia kupiłam swoją "fruzię" , choć nie była tania to jest moją największa miłością :))) Nie żadną taką z marketu , tylko od profesjonalnego dystrybutora.
Do drutów wróciłam też po długich latach . Jeszcze za czasów Strusia , głównie wtedy kiedy ciągle na niego czekałam..... Dziergam - bo lubię , bo to kocham ! Jakiś sweterek choćby tylko do założenia w domu - ale daje mi radość tworzenia . Często je zabierała mi moja córka . Przychodziła przymierzała i już był … jej : )
Zawsze ubolewałam nad tym ,że nie przejęła moich zdolności artystycznych , a potem byłam najszczęśliwsza na świecie , kiedy spod jej rąk wychodziła cudowna biżuteria . Myślałam sobie wtedy - a jednak ! Czasami wyciągam te cuda i przyglądam się z podziwem na te np. mikroskopijne koraliczki złożone w cudowny naszyjnik czy bransoletkę.
Każdy powinien mieć jakąś pasję , jakieś hobby . Taka była i jest moja pasja .
To coś co daje mi radość , spokój , poczucie , że coś robię , dla kogoś czy dla siebie.
Dzisiaj to siostrzenice zapewniają mi to poczucie w punkcie - "dla kogoś" .
- Ciociu , uszyjesz nam fartuszki z tego materiału od Babci ?
- Ciociu , kupiłyśmy sobie spodenki , ale tutaj są jakby trochę za duże.... ?
- Ciociu... uszyjesz nam firanki / obrus / poduszeczki..... ???
- Ciociu , a z tego to uszyjesz nam siateczki na zakupy ?
I takie tam trylion pomysłów : )
No więc szyję , szyję :)
niedziela, 30 grudnia 2018
35. Czas podsumowań
Powoli kończy się kolejny rok.
Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

Tegoroczne święta - choć bez tych , którzy odeszli - były jednymi z lepszych , od wielu lat. Spędzone z siostrą i jej rodziną , z jej teściową , z chłopakami siostrzenic i z moim niedoszłym zięciem , który zajrzał do nas w pierwszy dzień świąt, a którego wszyscy bardzo lubimy .
Były to święta bez jakiejś żałoby , pierwsze od dawna, bez żalu i bólu , nie odszedł już nikt tak bliski , o tych , którzy odeszli pamiętamy , ale przecież kiedyś człowiek musi się nauczyć z tym żyć i znowu przeżywać w radości ten czas kiedy rodzina jest razem. .
Dla odmiany Sylwestra spędzamy wszyscy u mnie . Dzisiaj przygotowałyśmy sałatki i inne pyszności na jutrzejszy wieczór :) Skład ekipy - ten sam !
Ten rok kończy się fajnie . W ogóle był dobrym Rokiem 2018.
Nikt nie odszedł , pojechałam w końcu po latach na upragnione wakacje nad morze , mogłam bezkarnie pozwolić sobie na kupno sprzętów do domu - lodówka mnie zaskoczyła , ale zmiana tv w sypialni - to już mój kaprys . Finansowo dołożyłam siostrzenicom do wykończenia mieszkania, które przejęły po mamie . Pozwoliłam też sobie na zakupy wielu rzeczy dla siebie - bo mi się podobały.
Mam pracę , mieszkanie … Ale mam przede wszystkim spokój .Ten spokój był mi potrzebny . Nie żałuję rozstania ze Strusiem. Coraz mniej o nim pamiętam. Coraz mniej te wspomnienia bolą.
Choć nie do końca jest tak , jakbym chciała przeżyć swoje życie - ale przecież nie jest źle . Źle już było - teraz musi być już tylko lepiej .
Tego sobie życzę na kolejny rok. Oby nie był gorszy od tego , a był jeszcze lepszy .
Wam też tego życzę !
Szczęśliwego Kolejnego Nowego Roku - tym razem :

piątek, 21 grudnia 2018
34. Swięta za pasem.
Już za chwilę Boże Narodzenie. Kolejne , bez tych ,którzy byli dla mnie ważni.
Staram się cieszyć tym co mam. Staram się nie myśleć o tym co by mogło być i co przeminęło bezpowrotnie , nie zadręczać samej siebie .
Być może to pogoda tak na mnie działa depresyjnie , może brak słońca i długie ciemne wieczory. Być może przeziębienie , które próbuje mnie dopaść , albo zmęczenie przedświątecznym procesem przygotowań. Tak czy siak - mam jakąś deprechę…..
Choinkę kupiłam , a jakże prawdziwą ! - szwagier oprawił , pomógł założyć światełka , resztę jakoś ubrałam. Posprzątane , wystrojone , prezenty kupione . Dzisiaj odliczałam godziny do końca dniówki , w poniedziałek mam urlop , w Sylwestra też . Niesłychane ! Ale jak się tak dało - to się ucieszyłam. Jestem wystarczająco zmęczona.
Wczoraj byłam zrobić paznokcie , piękne czerwone będą miłym dodatkiem. To chyba jedyne co w sobie lubię , więc sobie nie żałuję.
Nie cofnę czasu i niczego nie zmienię. Starzeję się fizycznie , a psychicznie jestem wrakiem człowieka. Bezsenność mnie do tego dobija...
Zgubiłam się gdzieś . Straciłam optymizm , straciłam iskierkę na "jeszcze będzie lepiej.....
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
Mimo wszystko życzę wszystkim , którzy tu zaglądają spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia , a kolejny Rok 2019 by był "tym najlepszym w życiu" :)
poniedziałek, 26 listopada 2018
33. Dzień za dniem
Dzień za dniem tak szybko upływa , że aż czasami nie dowierzam . Ostatni post był dawno temu...
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
A przecież właściwie w moim życiu już nic się nie dzieje. Nie mam zawirowań miłosnych , nie mam nic ciekawego do napisania... Ale kiedy piszę , to wiem , że istnieję. Może kiedyś znowu przeczytam wszystko co napisałam ? Moje życie to praca , siostra i jej rodzina, jakieś życie innych - znajomych , przyjaciół, jakieś drobne sprawy , zakupy , pomoc innym. Czasami mam wrażenie , że moje życie przepływa jak woda przez palce .
Nie poddaję się jednak tak łatwo. Chcę żyć , jak najintensywniej potrafię . Dzisiaj też już wiem , jak bardzo kilka zdarzeń w życiu człowieka potrafi wybić piętno na psychice , a nawet na fizyczności człowieka . To nie czas i lata , ale właśnie te zdarzenia odbiły się na mnie . Widzę ile siły ma jeszcze moja starsza siostra , a jak bardzo ja jestem "starsza" od niej....
Niestety niczego nie zmienię.
Ostatnio rozmawiałam z moją Przyjaciółką z drugiego końca Polski .Pobiłyśmy rekord - b0 rozmowa trwała prawie cztery godziny :)
Kiedy zadzwoniła nie spodziewałam się , że usłyszę o końcu jej związku . Kiedy rozwiodła się z pierwszym mężem , potem wyszła za mąż kolejny raz i to był prawdziwy wygrany los na loterii - ale zmarł prawie trzy lata temu .... Ciężko przeszła żałobę , ale znalazła kogoś z kim się związała . Pisałam trochę o tym , latem kiedy wyjechałam z siostrą na wakacje nad morze , spotkaliśmy się razem z nimi . Były plany , opowieści, naprawdę wydawało się , że wszystko jest naprawdę dobrze. No ale nie jest.... Powód , który podała jest prozaiczny - ale jest. Nie zawsze w grę wchodzi zdrada, przemoc, choroba. Czasami są to błahostki , a jednak męczą człowieka.
I nawet ją rozumiem - dlaczego podjęła taką decyzję , choć szkoda .
Idą święta . Pora wziąć się za porządki . Małe malowanie mam za sobą. Szwagier naprawdę jest na każde moje życzenie i chwała mu za to . Pomalował , zainstalował w sypialni nowy telewizor , który kupiłam , bo mi w niej go bardzo brakowało. Poprzedni jeśli się uda naprawić zabiorą siostrzenice , też będą miały drugi. Już w swoim mieszkanku mają sporo. Nie wprowadzą się na święta , ale po Nowym Roku. Trochę też finansowo dołożyłam "cegiełkę" do ich domku :)
Czas świąt - to fajny czas :) w jakimś stopniu znowu taki czas daje mi radość....
sobota, 3 listopada 2018
32. Odpoczywam
Dzisiaj wyszłam tylko rano na cmentarz z siostrą i dziewczynami . Potem jeszcze wspólna kawa i ciasto, one pojechały , a ja leniuchuję.
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
Po gonitwie przed Świętem Zmarłych i przygotowaniach byłam naprawdę zmęczona.
Ugotowałam wielki garnek bigosu , który okazało się później , że naprawdę zniknął..... : ) upiekłam też dwa ciasta . Ponieważ mieszkam tuż przy cmentarzu w ten dzień od rana mam pomoc siostry i jej rodziny , więc staram się ich od samego rana godnie przyjąć . Kwiaty , wiązanki , znicze - w naszą piątkę jest szybko i sprawnie . Tak jest od 19 lat , od kiedy jako pierwszy zmarł ojciec. Później zmarła moja córka , no i mama.
Wiadomo , że nie ma czasu w tym dniu na gotowanie wystawnych obiadów , ale trzeba coś zjeść . Dlatego szykuję coś sycącego i takiego , żeby szybko zagrzać i zjeść . Jakieś śniadanie to nie problem , a ciasta do kawy również wyszły mi w tym roku rewelacyjnie .
Wieczorem dołączyli jeszcze chłopaki siostrzenic i też ich nakarmiłam.
Niestety w piątek musiałam iść do pracy , potem dopiero mogłam zajrzeć na cmentarz na Dzień Zaduszny , który jest równie ważnym dniem jak Wszystkich Świętych.
Tak więc dzisiaj miałam dzień odpoczynku . Obejrzałam zaległe filmy , posnułam się po domu nie robiąc nic konkretnego .
Dawno takiego nie miałam więc sobie wybaczam : )))
wtorek, 30 października 2018
31. Tylko takie święto...
Dzień 1 Listopada to święto , dla mnie bardzo ważne , bo to święto mojego dziecka. Dzień Zmarłych - czyli również Jej. Kolejne już , trzecie..... Teraz przecież zostało takie ,a nie inne święto...
Dopiero teraz - po trzech latach - odważyłam się sięgnąć po stojące w piwnicy pudło , w którym schowałam jej rzeczy potrzebne do tworzenia biżuterii. Kiedy choroba uwięziła ją w domu musiała się czymś zająć . Tworzenie biżuterii sprawiało jej dużo radości . Czasami coś wystawiała na OLX , przy okazji zarabiając parę groszy. Obdarowywała wszystkich swoimi dziełami. Mnie , moją siostrę i jej córki , moją przyjaciółkę , swoje koleżanki....
Uwielbiam jej bransoletki , naszyjniki , a siostrzenice do dzisiaj troskliwie przechowują kolczyki od niej. Kiedy rano wybieram biżuterię , często spoglądam na coś co wyszło spod jej rączek i bardzo często mam coś z tych rzeczy lub chociaż jej pierścionek , z którym właściwie się nie rozstaję. To dla mnie taki talizman.
Jednak czymś innym jest dostana , gotowa biżuteria ,prezent na jakąś okoliczność , ale czymś innym jest dla mnie to pudło .
Kiedy u siebie w domu tworzyła swoje małe dzieła ,często koraliki sypały się na podłogę , koty szalały na ich punkcie , a ja kiedy sprzątałam i myłam podłogę ciągle gdzieś je znajdowałam, wtedy toczyły się po panelowej podłodze wydając odgłos turlania się. Taki śmieszny stukot. To był jej kolorowy świat... Czasami prosiła żebym wstąpiła do jakiejś hurtowni czy pasmanterii, kupiła konkretnie takie , a nie inne koraliki czy elementy . Ja leciałam z radością i kupowałam co chciała , do tego zawsze coś dokładałam , co wpadło mi w oko albo mogło choćby na chwilę wywołać uśmiech na jej twarzy.
Potem cały ten majdan został . A jej brakło.....
Kiedy musiałam sprzedać mieszkanie , spakowałam wszystko do pudła i wstawiłam do piwnicy. Milion razy patrzyłam na nie i myślałam , że przyjdzie taki czas , kiedy dam radę.
I ten czas przyszedł teraz.
Specjalne pudełka z przegródkami , a w nich misternie poukładane koraliki , druciki , jakieś elementy do tworzenia , narzędzia…. Wszystko tak pięknie ułożone....
Wszystko jakby było wczoraj.....
Musiało minąć tyle czasu żebym mogła tam zajrzeć...
Chociaż pisząc teraz to wspomnienie jest tak ciągle żywe , że cała drżę , a łzy się cisną do oczu.
No cóż... niczego nie cofnę i nie zmienię.
Tak więc, niech to święto będzie chociażby Jej wspomnieniem .
Dopiero teraz - po trzech latach - odważyłam się sięgnąć po stojące w piwnicy pudło , w którym schowałam jej rzeczy potrzebne do tworzenia biżuterii. Kiedy choroba uwięziła ją w domu musiała się czymś zająć . Tworzenie biżuterii sprawiało jej dużo radości . Czasami coś wystawiała na OLX , przy okazji zarabiając parę groszy. Obdarowywała wszystkich swoimi dziełami. Mnie , moją siostrę i jej córki , moją przyjaciółkę , swoje koleżanki....
Uwielbiam jej bransoletki , naszyjniki , a siostrzenice do dzisiaj troskliwie przechowują kolczyki od niej. Kiedy rano wybieram biżuterię , często spoglądam na coś co wyszło spod jej rączek i bardzo często mam coś z tych rzeczy lub chociaż jej pierścionek , z którym właściwie się nie rozstaję. To dla mnie taki talizman.
Jednak czymś innym jest dostana , gotowa biżuteria ,prezent na jakąś okoliczność , ale czymś innym jest dla mnie to pudło .
Kiedy u siebie w domu tworzyła swoje małe dzieła ,często koraliki sypały się na podłogę , koty szalały na ich punkcie , a ja kiedy sprzątałam i myłam podłogę ciągle gdzieś je znajdowałam, wtedy toczyły się po panelowej podłodze wydając odgłos turlania się. Taki śmieszny stukot. To był jej kolorowy świat... Czasami prosiła żebym wstąpiła do jakiejś hurtowni czy pasmanterii, kupiła konkretnie takie , a nie inne koraliki czy elementy . Ja leciałam z radością i kupowałam co chciała , do tego zawsze coś dokładałam , co wpadło mi w oko albo mogło choćby na chwilę wywołać uśmiech na jej twarzy.
Potem cały ten majdan został . A jej brakło.....
Kiedy musiałam sprzedać mieszkanie , spakowałam wszystko do pudła i wstawiłam do piwnicy. Milion razy patrzyłam na nie i myślałam , że przyjdzie taki czas , kiedy dam radę.
I ten czas przyszedł teraz.
Specjalne pudełka z przegródkami , a w nich misternie poukładane koraliki , druciki , jakieś elementy do tworzenia , narzędzia…. Wszystko tak pięknie ułożone....
Wszystko jakby było wczoraj.....
Musiało minąć tyle czasu żebym mogła tam zajrzeć...
Chociaż pisząc teraz to wspomnienie jest tak ciągle żywe , że cała drżę , a łzy się cisną do oczu.
No cóż... niczego nie cofnę i nie zmienię.
Tak więc, niech to święto będzie chociażby Jej wspomnieniem .
środa, 10 października 2018
30. Dobre i złe strony
Ostatnio sporo czasu spędziłam z Jotką . Byłyśmy w kinie , na zakupach , spędziłyśmy czas na pogaduszkach w domu, pijąc kawę . Dzisiaj również spędziłyśmy wspólne popołudnie. Chyba ostatnie , bo w sobotę odlatuje, więc jeszcze zostały jej ostatnie sprawy , rodzice , pakowanie. Jeszcze usłyszymy się przez telefon , potem znowu zostanie nam Skype.
Wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony.
Nic nie zastąpi wspólnych spacerów czy zakupów , wspólnego picia kawy. To oczywiste.
Niestety , rozmawiając o wszystkim i niczym , czasami choćby niechcący rozmowa porusza temat , który na mnie działa...jak działa. Temat Strusia. Przecież to jej brat - ja to rozumiem. Takie zwykłe , prozaiczne sprawy ,jak to w życiu - trudno tu wszystko pisać. Czasami naprawdę bezwiednie człowiek coś mówi, opowiada…. Jeden z wielu przykładów - kiedy zamówiłam bilety do kina - Jotka bardzo chciała pójść na " Kler ", film wiadomo , na czasie - Jotka nawet nie wiedziała o tym na kiedy i gdzie ,a nawet że już je zamówiłam . Kiedy się spotkałyśmy i jej powiedziałam co i jak - okazało się , że Struś ze swoją Miłością również idą ..... Kiedy jej się pochwalili , wspomniała im ,że my też chcemy iść , wtedy powiedzieli żeby się pospieszyć bo ciężko o bilety.... Wtedy nie wiedziała , że ja już je mam. Kiedy mi to powiedziała prawie umarłam. No dobrze , że intuicja mi podpowiedziała , żeby wybrać na szelki wypadek inne kino i godzinę ,której on na pewno by nie wybrał. Ktoś z góry pewnie nad tym czuwał....
Kiedy Jotka jest w Anglii jej kontakt ze Strusiem jest sporadyczny , więc ja psychicznie odbieram to inaczej. Mamy wiele tematów do rozmowy , w końcu jej życie kręci się tam , a nie tutaj , czasami bywa słabe połączenie , więc nie ma - a przynajmniej zdecydowanie jest mniej - sytuacji gdzie mógłby być poruszony jego temat.
Wiele razy wspominałam już , że chciałabym zakończyć tą znajomość , przyjaźń...
Przez to , że trwa od wielu lat jest dość głęboka -a ja nie umiem.....
Jednocześnie zdaję sobie sprawę , że przyjaźniąc się z nią nigdy nie uwolnię się od Strusia !!!
Minęło tyle czasu , że uznałam już , że to co było - to było ! Wiem , że ma swoje życie , swoją wielką miłość , o którą tak dzielnie walczyli oboje z tą....jak jej tam.... . Być może są bardzo szczęśliwi im mogę im tylko pogratulować i pozazdrościć. Ok ! Zycie jest jakie jest. Ale ja nie chcę o nim , o nich myśleć ,słuchać !!! Taka sytuacja wcale niestety w tym mi nie pomaga ……
Zupełnie nie wiem jak z tego wybrnąć.....
Kiedy Jotka odleci trochę się znowu jakimś sensie uspokoję
Wszystko w życiu ma swoje dobre i złe strony.
Nic nie zastąpi wspólnych spacerów czy zakupów , wspólnego picia kawy. To oczywiste.
Niestety , rozmawiając o wszystkim i niczym , czasami choćby niechcący rozmowa porusza temat , który na mnie działa...jak działa. Temat Strusia. Przecież to jej brat - ja to rozumiem. Takie zwykłe , prozaiczne sprawy ,jak to w życiu - trudno tu wszystko pisać. Czasami naprawdę bezwiednie człowiek coś mówi, opowiada…. Jeden z wielu przykładów - kiedy zamówiłam bilety do kina - Jotka bardzo chciała pójść na " Kler ", film wiadomo , na czasie - Jotka nawet nie wiedziała o tym na kiedy i gdzie ,a nawet że już je zamówiłam . Kiedy się spotkałyśmy i jej powiedziałam co i jak - okazało się , że Struś ze swoją Miłością również idą ..... Kiedy jej się pochwalili , wspomniała im ,że my też chcemy iść , wtedy powiedzieli żeby się pospieszyć bo ciężko o bilety.... Wtedy nie wiedziała , że ja już je mam. Kiedy mi to powiedziała prawie umarłam. No dobrze , że intuicja mi podpowiedziała , żeby wybrać na szelki wypadek inne kino i godzinę ,której on na pewno by nie wybrał. Ktoś z góry pewnie nad tym czuwał....
Kiedy Jotka jest w Anglii jej kontakt ze Strusiem jest sporadyczny , więc ja psychicznie odbieram to inaczej. Mamy wiele tematów do rozmowy , w końcu jej życie kręci się tam , a nie tutaj , czasami bywa słabe połączenie , więc nie ma - a przynajmniej zdecydowanie jest mniej - sytuacji gdzie mógłby być poruszony jego temat.
Wiele razy wspominałam już , że chciałabym zakończyć tą znajomość , przyjaźń...
Przez to , że trwa od wielu lat jest dość głęboka -a ja nie umiem.....
Jednocześnie zdaję sobie sprawę , że przyjaźniąc się z nią nigdy nie uwolnię się od Strusia !!!
Minęło tyle czasu , że uznałam już , że to co było - to było ! Wiem , że ma swoje życie , swoją wielką miłość , o którą tak dzielnie walczyli oboje z tą....jak jej tam.... . Być może są bardzo szczęśliwi im mogę im tylko pogratulować i pozazdrościć. Ok ! Zycie jest jakie jest. Ale ja nie chcę o nim , o nich myśleć ,słuchać !!! Taka sytuacja wcale niestety w tym mi nie pomaga ……
Zupełnie nie wiem jak z tego wybrnąć.....
Kiedy Jotka odleci trochę się znowu jakimś sensie uspokoję
poniedziałek, 24 września 2018
29. Będę zajęta....
Będę zajęta przez najbliższe prawie trzy tygodnie. Na tyle przylatuje Jotka . Jutro.
Oczywiście to ja najbardziej cieszę się z jej przyjazdu. Jej rodzina jakby mniej. Tradycyjnie, to nic nowego... My mamy swoje plany , lubimy swoje towarzystwo i już !
Lato się chyba skończyło bezpowrotnie . Oczywiście jak na ten rok. Może to i lepiej. Chyba jestem z tych , którzy lubią jesień. Bez przesady , ale rzeczywiście lubię . Nie lubię tylko chodzenia z parasolką - brak mi wtedy trzeciej ręki !
Przyzwyczaiłam się do niedzielnych spotkań u siostry. Nawet już nie protestuję i jadę grzecznie :) Czuję się tam chciana i akceptowana . Oczywiście i oni są u mnie kiedy tylko chcą i mają okazję czy potrzebę. Staram się odwdzięczać jak mogę . śmiejemy się z siostrą , że za jej "talerzo-obiady" ja swoimi "szycio-maszyno-godzinami" . Jak ktoś rozumie o co chodzi to gratuluję :))))
Moja siostra to nauczycielka , do tego Pani Dyrektor w szkole. Osoba inteligentna ,
wykształcona i ....powściągliwa niesłychanie......! Czasami jej myśli są nieodgadnione.....
Przez ostatnie lata pokazała mi , że mogę zawsze na nią liczyć. Do tego , umie powiedzieć mi jak mnie kocha , kiedy ja jej to potrafię powiedzieć. To niesłychana, nabyta przez nas , przez ostatnie lata - umiejętność :)))
I tak jakoś ten czas płynie . Cieszę się każdym dniem . Boję się choroby . Starości.
Panicznie nie znoszę lekarzy (poza dentystą o dziwo ! ) . Ale wybieram się wkrótce na mammografię . Rutynowa kontrola , co dwa lata. Właśnie dwa lata temu zapisała mnie po raz pierwszy siostra i tego pilnuje.
Więc idziemy :)
Będzie dobrze !
Oczywiście to ja najbardziej cieszę się z jej przyjazdu. Jej rodzina jakby mniej. Tradycyjnie, to nic nowego... My mamy swoje plany , lubimy swoje towarzystwo i już !
Lato się chyba skończyło bezpowrotnie . Oczywiście jak na ten rok. Może to i lepiej. Chyba jestem z tych , którzy lubią jesień. Bez przesady , ale rzeczywiście lubię . Nie lubię tylko chodzenia z parasolką - brak mi wtedy trzeciej ręki !
Przyzwyczaiłam się do niedzielnych spotkań u siostry. Nawet już nie protestuję i jadę grzecznie :) Czuję się tam chciana i akceptowana . Oczywiście i oni są u mnie kiedy tylko chcą i mają okazję czy potrzebę. Staram się odwdzięczać jak mogę . śmiejemy się z siostrą , że za jej "talerzo-obiady" ja swoimi "szycio-maszyno-godzinami" . Jak ktoś rozumie o co chodzi to gratuluję :))))
Moja siostra to nauczycielka , do tego Pani Dyrektor w szkole. Osoba inteligentna ,
wykształcona i ....powściągliwa niesłychanie......! Czasami jej myśli są nieodgadnione.....
Przez ostatnie lata pokazała mi , że mogę zawsze na nią liczyć. Do tego , umie powiedzieć mi jak mnie kocha , kiedy ja jej to potrafię powiedzieć. To niesłychana, nabyta przez nas , przez ostatnie lata - umiejętność :)))
I tak jakoś ten czas płynie . Cieszę się każdym dniem . Boję się choroby . Starości.
Panicznie nie znoszę lekarzy (poza dentystą o dziwo ! ) . Ale wybieram się wkrótce na mammografię . Rutynowa kontrola , co dwa lata. Właśnie dwa lata temu zapisała mnie po raz pierwszy siostra i tego pilnuje.
Więc idziemy :)
Będzie dobrze !
sobota, 8 września 2018
28.Bo nic nie widać
Ostatni czas to dla mnie okres rocznic i smutnych wspomnień .
Któregoś dnia wracałam z pracy z moją koleżanką-sąsiadką , ona chciała wejść do sklepu , a ja szłam właśnie na cmentarz . G. sama wspominała moją córkę , to jak ten czas leci. i takie tam smuteczkowe tematy. Pytała mnie też o moją wcześniejszą koleżankę z pracy , która straciła męża i nie pozbierała się psychicznie przez lata, co miało spory wydźwięk . Kiedy już prawie rozstawałyśmy się i każda miała iść w soją stronę usłyszałam mniej więcej takie zdanie "a kiedyś ktoś mnie pytał co u ciebie , bo po tobie to jakoś nie widać " .
Dobrze , że już zakończyłyśmy tą rozmowę....
Czego nie widać ????
Mojej rozpaczy ?! Czy mój ból i cierpienie p o w i n n a m mieć wypisane na czole ?????
Od trzech lat nie było dnia , kiedy bym nie pomyślała o stracie swojego dziecka . Od trzech lat cierpię . Od trzech lat tęsknię . I nic się nie zmieni do końca mojego życia !
Jak powinnam się zachowywać? W pracy wykonuję swoją pracę najlepiej jak umiem, z nikim się nie kłócę. Staram się być pomocna , miła i uśmiechnięta. Jestem życzliwa , nie plotkuję
Ale , że co ????
Że powinnam ciągle szlochać po kątach ? Powinnam przez 8 godzin zanudzać wszystkich moim cierpieniem ??? Przecież nikogo nie interesuje moje życie i problemy - bo każdy ma swoje !!!
Czy mając w sercu swój ból nie mam prawa się uśmiechać , żartować ? Nie mam prawa normalnie żyć ? Przecież umartwiając się niczego nie zmienię , nie cofnę czasu !
Tego co ja czuję nie czuje nikt inny poza mną . Rozumiem , że ludzie pytają z życzliwości - bo sama współczuję ludziom w podobnej sytuacji . Ale nie rozumiem tych , którzy oceniają mnie po tym jak wyglądam....
Rzeczywiście chodzę uśmiechnięta , rzeczywiście staram się wykorzystać każdy dzień mojego życia najlepiej jak mogę. Po wszystkim co mnie spotkało , postanowiłam , że nie poddam się bez walki, że zawalczę o samą siebie. Moje życie choć nie ma żadnego celu ani sensu nie będzie ascezą !!!!
Nie będę się przejmować kimś kto sam tego nie przeżył i tego nie rozumie , ani tego nigdy nie zrozumie. Niestety świadczy to o tym kimś , że jest płytki.... Ale to nie jest już ani moja wina , ani mój problem.
Dzisiaj spotkałam na cmentarzu , panią , która kiedyś pracowała na moim piętrze , w innym dziale . Straciła syna 14 lat temu . Świętował Sylwestra i rankiem na zakończenie zabawy wszedł na słup energetyczny .... Spłonął porażony prądem.... Kiedy rozmawiałyśmy poczułam jak bardzo jest mi bliska , jak rozumiemy to co mówimy , jak wiele na łączy choć tak mało się przecież znamy.
Mimo to pogodna , uśmiechnięta , chcąca brać jeszcze wiele z życia. To co mamy w sercach jest tylko nasze .....
Straciłyśmy tak wiele w życiu , ale świat istnieje dalej , życie toczy się dalej.
Miliony ludzi tracą codziennie bliskich i swat się nie kończy.
Z powodu naszych biskich też tego nie zrobi.....
czwartek, 30 sierpnia 2018
27. Gdzieś tam......
Mijają sekundy.... minuty...godziny .... dni... tygodnie... miesiące....
Mijają lata.....
Za godzinę miną trzy.
Każdy chwila mija bez Ciebie.
Codziennie wstaję z łóżka z myślą o Tobie .
Codziennie całuję na "dzień dobry" Twoje zdjęcie .
Jesteś na nim radosna , uśmiechnięta.....
Ten dzień sprzed trzech lat , do końca mojego życia pozostanie najgorszym dniem w życiu .
Ta data , data rocznicy - jest najgorszym dniem z całego roku .
Wracają wspomnienia tego dnia , właściwie tego co się wydarzyło wieczorem , ale nie chwila po chwili , a jedynie fragmenty..... wspomnienia , które są tak bolesne , że się ich boję.... staram się je odganiać, bo wolę pamiętać Ciebie radosną , pogodną , rozszczebiotaną gadułę , pełną pomysłów....
Byłaś dzielna do końca , ciągle podziwiam tą nieziemską siłę jaką miałaś , wolę życia i walki...
To co przeżyłaś , ten ból i cierpienie jest nie do opisania !
Tęsknię trzy lata.....
Tydzień temu miałabyś 35 urodziny.....
Dzisiaj mijają trzy lata od kiedy zamieszkałaś gdzieś indziej.....
Jedynym pocieszeniem Córeczko jest to , że teraz nie jesteś gdzieś tam sama...
Masz od roku swoją Babunię , którą gdzieś tam teraz się Ty opiekujesz .
W niedzielę mija rok od kiedy i jej już ze mną nie ma.
Kiedyś się z Wami spotkam .
Mijają lata.....
Za godzinę miną trzy.
Każdy chwila mija bez Ciebie.
Codziennie wstaję z łóżka z myślą o Tobie .
Codziennie całuję na "dzień dobry" Twoje zdjęcie .
Jesteś na nim radosna , uśmiechnięta.....
Ten dzień sprzed trzech lat , do końca mojego życia pozostanie najgorszym dniem w życiu .
Ta data , data rocznicy - jest najgorszym dniem z całego roku .
Wracają wspomnienia tego dnia , właściwie tego co się wydarzyło wieczorem , ale nie chwila po chwili , a jedynie fragmenty..... wspomnienia , które są tak bolesne , że się ich boję.... staram się je odganiać, bo wolę pamiętać Ciebie radosną , pogodną , rozszczebiotaną gadułę , pełną pomysłów....
Byłaś dzielna do końca , ciągle podziwiam tą nieziemską siłę jaką miałaś , wolę życia i walki...
To co przeżyłaś , ten ból i cierpienie jest nie do opisania !
Tęsknię trzy lata.....
Tydzień temu miałabyś 35 urodziny.....
Dzisiaj mijają trzy lata od kiedy zamieszkałaś gdzieś indziej.....
Jedynym pocieszeniem Córeczko jest to , że teraz nie jesteś gdzieś tam sama...
Masz od roku swoją Babunię , którą gdzieś tam teraz się Ty opiekujesz .
W niedzielę mija rok od kiedy i jej już ze mną nie ma.
Kiedyś się z Wami spotkam .
wtorek, 21 sierpnia 2018
26. Co mnie irytuje.
Praktycznie idę przez całe życie sama .Taka singielka , panna z odzysku , rozwódka , samotna , wolna czy jak tam zwał.... Moje małżeństwo trwało tylko dwa lata, a związek-nie-związek ze Strusiem prawie jedenaście lat. Mam więc szerokie pojęcie o tym , jak się na taką osobę patrzy.
A patrzy się , oj patrzy się ! .... w zasadzie dziwnie , sarkastycznie , insynuacyjnie , przeważnie
z dwuznacznym podtekstem i niewybrednym dowcipem.....
Tyle , że tak się patrzy tylko w okresach "wolnych" , czyli pomiędzy związkami , jakie by one nie były . Dobre , złe , czy nieudane , no ale przecież jak na stanie jest osobnik płci męskiej ,to jakoś to patrzenie przychylniejsze . Nieistotne jaki ON. No byle był.
Jak go brak zmienia się pogląd i punkt widzenia mojej osoby.....
Głównie to właśnie przez płeć przeciwną.....
Nie , nie wydaje mi się.
Ja to sprawdziłam i wiem.
W ubiegłym tygodniu było święto , więc wolny dzień dla wszystkich i z siostrą i jej rodziną wybraliśmy się w podróż odwiedzić groby jednych i drugich dziadków i innych bliskich . Miejscowość oddalona sporo od naszego miasta , więc bywamy tam w miarę możliwości . Przy okazji wstąpiliśmy do rodziny .
Miłe , rodzinne spotkanie . Do momentu , dopóki w niewybredny sposób zostaję zapytana wprost i powiedzmy - ładnie to tutaj ujmując- o mój status....
Kiedy odpowiadam , że nikogo nie mam i nie chcę ,słyszę tekst , który wprawia mnie , nie tylko w osłupienie ale i w zażenowanie..... No oczywiście osoba , która go wypowiada jest rozbawiona .....
Ja niestety nie.
Chyba nawet nie chcę tego tu przytaczać. Było to na tyle dotkliwe , że zapamiętam do końca życia.
I to doprawdy nie jest jakiś przypadek. Tak bywa często. Akurat tutaj był to syn mojej kuzynki , człowiek młody , równolatek mojej córki... Gdyby nie to , że to bliska rodzina , do tego naprawdę rodzina , z którą jestem związana od dzieciństwa , pewnie bym tego tak nie zostawiła .
Tym razem więc "opuściłam zasłonę miłosierdzia".
W przypadku pań , bywa to mniej rubaszne , co nie znaczy , że mniej bolesne. Oczywiście pań , które mają na stanie męża. Nieistotne jakiego . No ale one MAJĄ , a ja - NIE !
Myślałam , że świat się zmienia , idzie z postępem , że ludzie mądrzejsi , inteligentniejsi , tolerancyjni .....
Pewnie trochę tak. Technika , zbrojenia , kosmos....
No ale w tej kwestii jakoś od wieków - nie !
A patrzy się , oj patrzy się ! .... w zasadzie dziwnie , sarkastycznie , insynuacyjnie , przeważnie
z dwuznacznym podtekstem i niewybrednym dowcipem.....
Tyle , że tak się patrzy tylko w okresach "wolnych" , czyli pomiędzy związkami , jakie by one nie były . Dobre , złe , czy nieudane , no ale przecież jak na stanie jest osobnik płci męskiej ,to jakoś to patrzenie przychylniejsze . Nieistotne jaki ON. No byle był.
Jak go brak zmienia się pogląd i punkt widzenia mojej osoby.....
Głównie to właśnie przez płeć przeciwną.....
Nie , nie wydaje mi się.
Ja to sprawdziłam i wiem.
W ubiegłym tygodniu było święto , więc wolny dzień dla wszystkich i z siostrą i jej rodziną wybraliśmy się w podróż odwiedzić groby jednych i drugich dziadków i innych bliskich . Miejscowość oddalona sporo od naszego miasta , więc bywamy tam w miarę możliwości . Przy okazji wstąpiliśmy do rodziny .
Miłe , rodzinne spotkanie . Do momentu , dopóki w niewybredny sposób zostaję zapytana wprost i powiedzmy - ładnie to tutaj ujmując- o mój status....
Kiedy odpowiadam , że nikogo nie mam i nie chcę ,słyszę tekst , który wprawia mnie , nie tylko w osłupienie ale i w zażenowanie..... No oczywiście osoba , która go wypowiada jest rozbawiona .....
Ja niestety nie.
Chyba nawet nie chcę tego tu przytaczać. Było to na tyle dotkliwe , że zapamiętam do końca życia.
I to doprawdy nie jest jakiś przypadek. Tak bywa często. Akurat tutaj był to syn mojej kuzynki , człowiek młody , równolatek mojej córki... Gdyby nie to , że to bliska rodzina , do tego naprawdę rodzina , z którą jestem związana od dzieciństwa , pewnie bym tego tak nie zostawiła .
Tym razem więc "opuściłam zasłonę miłosierdzia".
W przypadku pań , bywa to mniej rubaszne , co nie znaczy , że mniej bolesne. Oczywiście pań , które mają na stanie męża. Nieistotne jakiego . No ale one MAJĄ , a ja - NIE !
Myślałam , że świat się zmienia , idzie z postępem , że ludzie mądrzejsi , inteligentniejsi , tolerancyjni .....
Pewnie trochę tak. Technika , zbrojenia , kosmos....
No ale w tej kwestii jakoś od wieków - nie !
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
25. Wszystko co dobre szybko się kończy
Drugi tydzień urlopu spędzony nad polskim morzem należy już do przeszłości , ale to będzie długo wspominany czas :) Wyjazd z siostrą i szwagrem był super pomysłem zarówno dla nich jaki dla mnie . Ja sama pewnie nigdzie bym nie wyjechała , a im - staremu dobremu małżeństwu - byłoby samym we dwójkę nudno . Z moim szalonym charakterem byłam dla nich atrakcją :) Pogoda od pierwszego do ostatniego dnia była wymarzona , aż za bardzo nawet. Morze cieplutkie , a w dniu naszego przyjazdu zawisła biała flaga , sinice sobie poszły precz , więc powiewała aż do końca ! Kiedy z siostrą wieczorem oglądałyśmy zdjęcia z całego dnia robione na plaży dostawałyśmy głupawki :) :) :) , a szwagier patrzył na nas podejrzliwie :)
W czwartek jako przerywnik zrobiliśmy sobie wycieczkę do Gdańska , pospacerowaliśmy w tym upale przez Jarmark Dominikański ,a potem spokojnie usiedliśmy w Galerii gdzie spotkaliśmy się z moją Przyjaciółką , która mieszka blisko Gdańska i z jej facetem , który u niej już na dobre zamieszkał. Było tak fajnie i przyjemnie , że ostatnim pociągiem wróciliśmy na swoją kwaterę , a oni do domu .
Kolejne dni to znowu plaża , plaża , plaża :) Dosmażyłyśmy się z siostrą ile się dało , kupiliśmy prezenty dla siostrzenic ,a sobie pamiątki , oczywiście jeszcze ryby do domu . Teraz nie ma problemu , pakują próżniowo, pociąg z klimatyzacją , więc super sprawa.
Dziewczyny przecież wróciły ze swojego wyjazdu do Bułgarii -ciekawe Fifi czy się gdzieś nie mijaliście :):):) ? Przywiozły nam mnóstwo różnych prezentów , a zwłaszcza różnych kosmetyków z różą i innych rzeczy.
Było cudownie . Szkoda , że nie mogłam zadzwonić i opowiedzieć tego jak jest fajnie - ani mamie... ani córce.....
Dzisiaj rano przyjechała siostra , poszłyśmy obie wysypać im na rabatkę kilka kamyczków znad morza . W głębi duszy podziękowałam im , że pewnie nad nami czuwały.
Myślę , że siostra czuła to samo .
Nie myślałam w ogóle o pracy , dzisiaj jeszcze mam wolne ,teraz piorę , ogarniam się po wyjeździe , a jutro wracam do pracy i rzeczywistości . Wieczorem pewnie spotkam się z Jotkami , bo już rano Jotka dzwoniła -oni wrócili już w sobotę i tydzień jeszcze będą w Polsce . Do tego Jotka ma urodziny.
W czwartek jako przerywnik zrobiliśmy sobie wycieczkę do Gdańska , pospacerowaliśmy w tym upale przez Jarmark Dominikański ,a potem spokojnie usiedliśmy w Galerii gdzie spotkaliśmy się z moją Przyjaciółką , która mieszka blisko Gdańska i z jej facetem , który u niej już na dobre zamieszkał. Było tak fajnie i przyjemnie , że ostatnim pociągiem wróciliśmy na swoją kwaterę , a oni do domu .
Kolejne dni to znowu plaża , plaża , plaża :) Dosmażyłyśmy się z siostrą ile się dało , kupiliśmy prezenty dla siostrzenic ,a sobie pamiątki , oczywiście jeszcze ryby do domu . Teraz nie ma problemu , pakują próżniowo, pociąg z klimatyzacją , więc super sprawa.
Dziewczyny przecież wróciły ze swojego wyjazdu do Bułgarii -ciekawe Fifi czy się gdzieś nie mijaliście :):):) ? Przywiozły nam mnóstwo różnych prezentów , a zwłaszcza różnych kosmetyków z różą i innych rzeczy.
Było cudownie . Szkoda , że nie mogłam zadzwonić i opowiedzieć tego jak jest fajnie - ani mamie... ani córce.....
Dzisiaj rano przyjechała siostra , poszłyśmy obie wysypać im na rabatkę kilka kamyczków znad morza . W głębi duszy podziękowałam im , że pewnie nad nami czuwały.
Myślę , że siostra czuła to samo .
Nie myślałam w ogóle o pracy , dzisiaj jeszcze mam wolne ,teraz piorę , ogarniam się po wyjeździe , a jutro wracam do pracy i rzeczywistości . Wieczorem pewnie spotkam się z Jotkami , bo już rano Jotka dzwoniła -oni wrócili już w sobotę i tydzień jeszcze będą w Polsce . Do tego Jotka ma urodziny.
sobota, 28 lipca 2018
24. No to jedziemy !
Za mną połowa urlopu. Tydzień spędziłam leniwie. Zrobiłam jednak wszystko to , na co normalnie brakowało mi czasu . Mieszkanie też wysprzątane na błysk. Wszystkich których chciałam - odwiedziłam , porozmawiałam , lub umówiłam się na później .
Z samego rana dzisiaj sprawdziłam sytuację na Skyp-ie , gdzie są Jotki , oni już wczoraj ruszyli w swoją drogę do Polski. Akurat mieli jakieś 50km do celu , kiedy zadzwoniła Pani z ich kwatery ,że apartament gotowy, potem już tylko dopilnowałam czy dojechali się zakwaterowali. Ufff !
Miejsce spoczynku moich najbliższych sercu też ogarnięte , podlane , i dzisiaj znicze zaświecone....
Przyjechała rano siostra i razem to zrobiłyśmy , a szwagier pojechał do swojej matki jeszcze i tam ogarnąć ją na najbliższy tydzień . W zasadzie wszystko na kilka dni , bo siostrzenice już niedługo wracają i przejmą teren do działania . No cóż , po wypoczynku czekają obowiązki :) :)
Siostra pomogła mi znieść walizkę do mojego "apartamentu na dole", żebym potem sama się nie trudziła.
Zanim to zrobiłyśmy , wypiłyśmy u mnie kawę . Spojrzała na mnie wymownie i zapytała z wyrzutem
- A Stefana nie zabierasz ????? !
Wcześniej śmiałam się , że go zabiorę . Trochę jednak było mi głupio przed szwagrem....Chociaż wiem , że już dawno się przyzwyczaił do mojego życia ze Stefanem . No ale jakoś tak......:)
-Dawaj go , bierzemy go i już ! - zarządziła.
Stefan szybko został ubrany i wpakowany .
Drogą eliminacji , padło na jeden z dwóch ręczników plażowych..... Stefek lekki przecież :)
Oj tam, oj tam....:)
Nie chcecie wiedzieć po ile mamy lat , prawda ????? :):):):)
Wszyscy zainteresowani wiedzą kim jest Stefan i nie obchodzi mnie co i kto sobie pomyśli ......
To najważniejsza pamiątka po mojej córce. Jakby jej cząstka....
Jeszcze chwila , jakaś kąpiel, przebrać się i ruszamy w drogę !
No to pa !
Z samego rana dzisiaj sprawdziłam sytuację na Skyp-ie , gdzie są Jotki , oni już wczoraj ruszyli w swoją drogę do Polski. Akurat mieli jakieś 50km do celu , kiedy zadzwoniła Pani z ich kwatery ,że apartament gotowy, potem już tylko dopilnowałam czy dojechali się zakwaterowali. Ufff !
Miejsce spoczynku moich najbliższych sercu też ogarnięte , podlane , i dzisiaj znicze zaświecone....
Przyjechała rano siostra i razem to zrobiłyśmy , a szwagier pojechał do swojej matki jeszcze i tam ogarnąć ją na najbliższy tydzień . W zasadzie wszystko na kilka dni , bo siostrzenice już niedługo wracają i przejmą teren do działania . No cóż , po wypoczynku czekają obowiązki :) :)
Siostra pomogła mi znieść walizkę do mojego "apartamentu na dole", żebym potem sama się nie trudziła.
Zanim to zrobiłyśmy , wypiłyśmy u mnie kawę . Spojrzała na mnie wymownie i zapytała z wyrzutem
- A Stefana nie zabierasz ????? !
Wcześniej śmiałam się , że go zabiorę . Trochę jednak było mi głupio przed szwagrem....Chociaż wiem , że już dawno się przyzwyczaił do mojego życia ze Stefanem . No ale jakoś tak......:)
-Dawaj go , bierzemy go i już ! - zarządziła.
Stefan szybko został ubrany i wpakowany .
Drogą eliminacji , padło na jeden z dwóch ręczników plażowych..... Stefek lekki przecież :)
Oj tam, oj tam....:)
Nie chcecie wiedzieć po ile mamy lat , prawda ????? :):):):)
Wszyscy zainteresowani wiedzą kim jest Stefan i nie obchodzi mnie co i kto sobie pomyśli ......
To najważniejsza pamiątka po mojej córce. Jakby jej cząstka....
Jeszcze chwila , jakaś kąpiel, przebrać się i ruszamy w drogę !
No to pa !
Subskrybuj:
Posty (Atom)
